Unia Europejska wymaga recyklingu, a nie spalania
Paweł Głuszyński: Spalarnie to kosztowne i doraźne rozwiązania, za które gminy zapłacą więcej, niż gdyby skupiły się na poprawie selektywnej zbiórki: zwłaszcza w zabudowie wielorodzinnej i frakcji bioodpadów
fot. Materiały prasowe
Paweł Głuszyński, ekspert Towarzystwa na rzecz Ziemi
Dlaczego tak wiele samorządów interesuje się teraz spalarniami? Czy to droga na skróty, za którą stoi wiara, że nowa instalacja termicznego przekształcania rozwiąże ich problemy i utrzyma stawki na niskim poziomie?
Intensywny lobbing na samorząd, że bez spalania odpadów nie poradzimy sobie z obowiązkami, które wyznacza nam UE, trwa już ponad 15 lat. Co prawda teraz mamy nóż na gardle w postaci restrykcyjnych wymogów, które wymuszą na gminach radykalną poprawę recyklingu i przeskok z obecnie osiąganych kilkunastu do 50 proc. Ale już wcześniej przekonywano samorządy, że na mieszkańcach nie można polegać, bo wysoki poziom segregacji odpadów u źródła – ten sam, do którego teraz dążymy – to utopia. Uznano jednak, że lepiej z tym problemem poradzą sobie „nowoczesne” zakłady mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów (MBP). Wybudowano więc ponad 170 takich instalacji i 8 spalarni wartych w sumie kilkadziesiąt miliardów złotych. Szybko okazało się jednak, że system jest skrajnie niewydolny, bo MBP-y przekazują do recyklingu jedynie 6 proc. surowców. W zamian produkują górę odpadów, które nadają się tylko do składowania lub spalenia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.