E-dowód czy mikroczip?
Cyfrowe państwa i ich dokumenty mają różne oblicza. Od Ukrainy możemy się uczyć zwinności w cyfryzacji skomplikowanych procesów życiowych, od Singapuru – głębokiej symbiozy państwa z sektorem prywatnym. Co nie zmienia sytuacji, że Polska również ma się czym chwalić.
Choć jest to fundamentalna funkcja, mObywatel przestał być jedynie cyfrowym portfelem na dokumenty. Wdrożenie takich usług jak mStłuczka, która w krótkim czasie zautomatyzowała procesy ubezpieczeniowe dla tysięcy kierowców, czy udostępnienie podpisu kwalifikowanego na rok przed unijnym terminem, świadczy o ponadprzeciętnej dynamice, legislacyjnej i technologicznej. Integracja z modelem językowym PLLuM w postaci wirtualnego asystenta pokazuje z kolei, że polskie państwo nie boi się adaptować sztucznej inteligencji do obsługi obywatela, co w wielu krajach Europy Zachodniej wciąż pozostaje w sferze akademickich dyskusji.
Kwestia odwagi i zaufania
Choć Bruksela od lat kreśli wizje wspólnej, cyfrowej tożsamości, rzeczywistość na kontynencie to na razie mozaika niespójnych systemów, które – w zestawieniu z polskim standardem – częściej przypominają cyfrowe protezy niż pełnoprawne dokumenty.
U naszych zachodnich sąsiadów cyfryzacja relacji z państwem nie wyszła poza fazę nieufności i technologicznego rozproszenia. Niemiecka AusweisApp to przykład architektury opartej na zupełnie innym paradygmacie wartości. Tamtejsza myśl cyfrowa, silnie naznaczona traumą historyczną i obsesyjną niemal dbałością o prywatność, nie stworzyła odpowiednika mDowodu. Aplikacja służy jedynie jako bezpieczny terminal do odczytu fizycznego czipu z plastikowej karty – bez niej telefon pozostaje bezużyteczny w urzędzie.
Nieco odważniej poczynają sobie Francuzi i Chorwaci, choć i tam widać wyraźny dystans do polskiej skali adaptacji. Paryż, przez France Identité, próbuje budować portfel dokumentów zbliżony do naszego, oparty na odczycie NFC, jednak system nie jest powszechnie stosowany. Z kolei chorwacka Certilia, choć funkcjonalnie zaawansowana – pozwala m.in. na rejestrację narodzin dziecka czy wnioskowanie o paszport – jest zainstalowana na telefonach zaledwie kilku procent społeczeństwa.
Wszystkie te narodowe ścieżki mają zostać wkrótce przecięte przez unijny projekt EUDI Wallet. Na razie jednak to Polska, ze swoimi doświadczeniami w budowie mObywatela, może być dla wielu punktem odniesienia.
Globalne punkty odniesienia
Choć na tle Unii Europejskiej Polska wyrasta na cyfrowego lidera, to rzut oka na mapę globalną uświadamia, że granice państwa w smartfonie można przesunąć jeszcze dalej. Istnieją ekosystemy, w których cyfryzacja przestała być jedynie udogodnieniem, a stała się fundamentem przetrwania narodu lub kluczowym aktywem strategicznym globalnego centrum finansowego. Mowa o ukraińskiej aplikacji Diia oraz singapurskim systemie Singpass.
Ukraińska Diia to przypadek bezprecedensowy, pokazujący, jak technologia potrafi budować odporność państwa w warunkach ekstremalnych. Z aplikacji korzysta już ponad 23 mln osób, co przekłada się na oszałamiające 80 proc. dorosłej populacji kraju. Diia to już nie tylko portfel na 30 różnych dokumentów, od paszportów po prawa jazdy o pełnej mocy prawnej. To wielofunkcyjna platforma, która w czasie wojny stała się terminalem do obsługi obywatela w sytuacjach kryzysowych: od zakupu obligacji wojennych i wsparcia armii, po zgłaszanie zniszczeń mienia i ubieganie się o odszkodowania. Ukraina udowodniła, że cyfrowe państwo może być zwinne – możliwość zawarcia małżeństwa online czy błyskawicznej rejestracji firmy to funkcje, które w większości krajów Zachodu wciąż przypominają scenariusz filmu science fiction. Co więcej, ukraiński sharing danych, pozwalający na natychmiastowe, cyfrowe przekazanie zweryfikowanych informacji do urzędów czy banków to modelowa realizacja idei eliminacji papierowego obiegu dokumentów.
Zupełnie inny, choć równie imponujący rodowód ma singapurski Singpass. W tym wyspiarskim państwie-mieście cyfrowa tożsamość osiągnęła poziom niemal absolutny – system obsługuje 97–98 proc. uprawnionej populacji. Singpass to coś więcej niż aplikacja, to uniwersalny klucz do ponad 2700 usług świadczonych przez 800 instytucji publicznych i prywatnych. Skala operacji, sięgająca 41 mln transakcji miesięcznie, pokazuje, że w Singapurze granica między sektorem publicznym a biznesem komercyjnym w obszarze weryfikacji tożsamości niemal zanikła. Dzięki otwartym API Singpass jest wykorzystywany przez banki, telekomy, a nawet platformy e-commerce do błyskawicznego potwierdzania danych klientów.
Amerykański paradoks
Zupełnie inną dynamikę obserwujemy w Stanach Zjednoczonych, które w obszarze cyfryzacji usług publicznych zdają się tkwić w głębokiej defensywie, a ich systemy przypominają raczej odizolowane wyspy niż zwarty kontynent. W kraju będącym kolebką globalnych technologii brak federalnego odpowiednika mObywatela jest uderzający. Zamiast scentralizowanego systemu Amerykanie mierzą się z mozaiką stanowych aplikacji do obsługi mobilnych praw jazdy, które – choć powoli trafiają do portfeli Apple’a czy Google’a – wciąż służą głównie do weryfikacji tożsamości na lotniskach.
Zamiast jednak gonić światową czołówkę w zakresie e-administracji, amerykańska debata publiczna zmierza w stronę scenariuszy rodem z mrocznego filmu science fiction. Podczas gdy my dyskutujemy o ergonomii interfejsu mObywatela, w stanie Waszyngton legislatura pochyla się nad projektem ustawy House Bill 2303, mającym na celu... zakazanie pracodawcom przymusowego wszczepiania pracownikom mikroczipów pod skórę. Choć na razie to działanie prewencyjne, samo pojawienie się surowych kar finansowych za „wywieranie presji na implantację” – sięgających 20 tys. dol. za recydywę – rzuca światło na kierunek debaty.
Na tym tle Polska nie ma się czego wstydzić. Z jednej strony nie poddaliśmy się kontynentalnemu marazmowi, unikając pułapki cyfrowego skansenu. Z drugiej – w przeciwieństwie do USA – nie daliśmy się uwieść technologicznym skrajnościom, które stawiają inwazyjny biohacking ponad systemową wygodę.
Marcin Kaczmarczyk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu