Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Cyfryzacja i e-usługi publiczne

Łatwo dostępna strona internetowa to podstawa sukcesu gminy

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 60 minut

Poszukiwanie w sieci właściwego urzędu może nastręczać przeciętnemu użytkownikowi komputera wiele trudności, a odnalezienie szukanej witryny wcale nie oznacza, że internauta dotrze do potrzebnych informacji. Dlatego bardzo ważne jest, by ci, którzy decydują o wyglądzie stron, projektowali je z myślą nie o sobie, ale o interesantach i innych odwiedzających

Wpisanie intuicyjnej nazwy strony internetowej, pod którą zdawać by się mogło, że interesant znajdzie potrzebny urząd gminy, nie zawsze kończy się sukcesem, bo użytkownik sieci zamiast na oficjalnej stronie urzędu gminy, ląduje na stronie prywatnej. Pół biedy, gdy w pomyłce zorientuje się bardzo szybko. Gorzej, gdy przebywa na tej stronie w pełnym przekonaniu, że jest pod właściwym adresem.

Łatwo zabłądzić

Wszystko dlatego, że nawet w nazwach samorządowych witryn panuje wolna amerykanka. O ile bowiem po wpisaniu w wyszukiwarkę internetową stronę www.szczecin.pl , www.krakow.pl , www.bydgoszcz.pl  czy www.sopot.pl , faktycznie znajdziemy się na stronach tych magistratów, o tyle w innych przypadkach taki klucz poszukiwań może sprowadzić internautę na manowce. Są bowiem gminy, które znajdziemy dopiero wtedy, gdy nazwę miejscowości poprzedzimy literkami "um", czyli skrótem od urzędu miasta, pamiętając przy tym o postawieniu kropki we właściwym miejscu. Tak w sieci funkcjonują np. Warszawa (www.um.warszawa.pl ), Lublin (www.um.lublin.pl ) czy Zabrze (www.um.zabrze.pl ), ale i ta zasada nie sprawdza się np. w przypadku Łodzi, którą można znaleźć w sieci dopiero po wpisaniu w wyszukiwarkę www.uml.lodz.pl .

Co więcej, są też samorządy, które funkcjonują w domenie .eu, jak chociażby Katowice (www.katowice.eu ), Płock (www.plock.eu ) czy Nysa (www.nysa.eu ).

Na niewiele zda się też intuicja przy wyszukiwaniu gmin, których nazwy są dwuczłonowe, jak chociażby Bielsko-Biała (www.um.bielsko.pl ), Dąbrowa Górnicza (www.dabrowa-gornicza.pl ), Dąbrowa Tarnowska (www.dabrowatar.pl ), Zaręby Kościelne (www.zareby-kosc.pl ) czy Gorzów Wielkopolski (www.gorzow.pl ).

Całkowitym zaskoczeniem dla osób poszukujących kontaktu z magistratem może być natomiast adres internetowy strony podwarszawskiego Wołomina. Oficjalna strona tamtejszego urzędu wymaga bowiem wpisania w wyszukiwarkę internetową www.wolomin.org .

Znalezienie oficjalnej strony urzędu to z reguły tylko połowa kłopotów żądnych informacji internautów. Wiele zaparcia wymaga bowiem znalezienie na samej stronie urzędu poszukiwanych informacji. Co gmina to inny układ strony. O ile można zrozumieć chęć i prawo do bycia indywidualnym, o tyle z perspektywy użytkownika sieci (nie tylko mieszkańca, ale przede wszystkim gościa) jest to kolejna bariera nie do pokonania. Przykładów nie trzeba daleko szukać. Ot chociażby uchwały rady gmin o wysokości podatków i opłat lokalnych obowiązujących na danym terenie w danym roku. Myliłby się ten, kto by sądził, że znalezienie ich w Biuletynie Informacji Publicznej jest proste.

Decydują sekundy

- Internauci są niecierpliwi. Jeżeli w ciągu 15 sekund użytkownik stwierdzi, że nie może znaleźć tego, czego szuka (informacji na dany temat, gier, łączy do innych stron), to jest bardzo prawdopodobne, że opuści stronę bezpowrotnie - mówi Piotr Kopciał z Warszawskiej Wyższej Szkoły Informatyki (WWSI).

Dlatego, jak zaznacza, bardzo ważny jest projekt strony internetowej. - Zaprojektowanie strony, którą chcemy utworzyć, to podstawa. Od tego, co i w jaki sposób chcemy umieścić na stronie, zależeć będą dalsze czynności. Przede wszystkim trzeba odpowiedzieć sobie na takie podstawowe pytania, jak to, co skłania mnie od tworzenia własnej strony, do kogo jest ona adresowana, co chcę umieścić na stronie czy w jaki sposób chcę zaprezentować siebie, swoją firmę czy urząd gminy innym - podkreśla Piotr Kopciał. I dodaje: - Gdy tworzymy stronę na temat, który nas interesuje, możemy dojść do wniosku, że wszyscy odbiorcy strony są podobni do nas. Jest to błędne przekonanie. Należy bowiem zdawać sobie sprawę z tego, że na temat naszej witryny wiemy znacznie więcej niż osoby, które widzą ją po raz pierwszy. Oznacza to jednocześnie, że na temat użytkownika - odbiorcy naszej witryny wiemy zazwyczaj mniej, niż nam się wydaje. Jest to jedna z największych trudności stojąca przed twórcami stron internetowych.

Tymczasem, jak podkreśla wykładowca WWSI, nie projektujemy strony dla siebie, lecz dla innych użytkowników internetu, którzy będą ją odwiedzać. Ci, którzy o tym zapominają, popełniają błędy. Do najczęstszych należą: złe zaplanowanie struktury (układu) strony, brak przemyślanego grupowania informacji na wybrany temat, używanie żargonu i słów niezrozumiałych dla innych i zbytnie przeładowanie strony elementami, które rozpraszają, a nie przyciągają uwagę.

Co widzi przeciętny użytkownik

Badania zachowań internautów wykazują, że intuicyjnie przeglądają oni strony internetowe według pewnego powtarzającego się schematu. Zwykle na początku spoglądają na górę ekranu, aby zorientować się, co to za strona. Następnie kierują wzrok ku środkowi. Jeśli nie znajdą tam tego, czego szukają, zmierzają wzrokiem w kierunku lewej części strony, gdzie spodziewają się znaleźć elementy nawigacji (czyli menu).

Tworząc stronę internetową, warto zatem zastanowić się nad tym, jak ludzie zachowują się, kiedy nawigują w Internecie. - Z różnych mediów korzystamy w różny sposób. Czasopisma czytamy, radia słuchamy, telewizję oglądamy, a w internecie nawigujemy tak, jakby to była przestrzeń - podkreśla Piotr Kopciał. Ludzie przemieszczają się pomiędzy stronami w wirtualnej przestrzeni. Na każdej stronie poszukują sygnałów nawigacyjnych, skupiają się na dotarciu do miejsc docelowych i myślą, gdzie przejść i którą stronę odwiedzić.

- Kursor myszy stanowi niejako przedłużenie ręki użytkownika. Z tego powodu nawigacja w internecie jest podobna do nawigacji w przestrzeni fizycznej. Dlatego nawigacja w obrębie projektowanej witryny jest tak ważna - przekonuje wykładowca WWSI.

Jakie koszty

Utworzenie witryny WWW zgodnej ze współczesnymi standardami projektowania stron to koszt od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Oczywiście zdarza się, że firma projektująca strony zażyczy sobie nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych, ale wtedy mowa jest już nie tyle o witrynie internetowej, ile o portalu wyposażonym w dodatkowe narzędzia, takie jak narzędzia komunikacji pomiędzy użytkownikami (np. forum dyskusyjne), rozwiązania społecznościowe (np. blog) czy też wydzielona część serwisu dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.

- Urząd gminy najczęściej nie potrzebuje portalu, tylko witryny - zauważa Piotr Kopciał. Według niego praktyka pokazuje, że kwota kilku tysięcy złotych (4000-8000) plus podatek VAT za utworzenie witryny, dotyczy najczęściej sytuacji, gdy zlecenie przyjmuje informatyk prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą. Taka osoba najczęściej posiada witrynę w Internecie zawierającą portfolio. Jeśli więc dotychczasowe projekty tej osoby odpowiadają wymaganiom urzędu, to warto zlecić jej utworzenie witryny. Jeśli nie, to warto obejrzeć portfolio innych webmasterów (twórców stron).

Czasami taki sam zakres zamówienia może wiązać się z koniecznością wydania nawet kilkunastu tysięcy złotych plus VAT, gdy jego wykonaniem zajmie się firma większa, np. kilkuosobowa. W tym przypadku większy koszt jest spowodowany "nadbudówką administracyjną".

Informatyk na miejscu czy pracujący zdalnie

To, jak ma wyglądać strona urzędu gminy, to niejedyny dylemat, przed którym stają urzędnicy. Wielu przy tej okazji zastanawia się, co jest lepsze i co się bardziej opłaca, i to nie tylko w wymiarze finansowym: zatrudnić informatyka na etat, czy co jakiś czas zlecać prace firmie zewnętrznej. Co będzie rozwiązaniem tańszym?

- Moim zdaniem w przypadku instytucji takiej jak urząd gminy lepszym i tańszym rozwiązaniem jest zatrudnienie jednej kompetentnej osoby, aniżeli zlecanie pracy na zewnątrz. Takie rozwiązanie jest lepsze m.in. dlatego, że witryna internetowa powinna "żyć", czyli być na bieżąco aktualizowana i rozwijana. Wygodniej jest mieć na miejscu osobę odpowiedzialną za dokonywanie takich zmian. Łatwiej także o dotrzymanie terminów nanoszenia zmian w witrynie, kiedy możemy przypilnować osobę u nas pracującą - twierdzi Piotr Kopciał.

Z głowy mamy również wtedy kwestię przygotowania zamówienia dla firmy zewnętrznej, rozpatrywanie ofert itp.

To rozwiązanie jest również tańsze. Nie trzeba bowiem za każdym razem negocjować ceny zaktualizowania witryny. Należy mieć świadomość, że firma posiadająca takiego klienta długookresowego, jakim jest np. urząd gminy lub miasta, traktuje go jak źródło długookresowego, dobrego dochodu. Ceny następnych usług prawdopodobnie będą rosły.

Przy tej okazji warto też pamiętać o tym, że każde zlecenie zaktualizowania czy rozbudowania witryny pociąga za sobą pracę osób, które takie zlecenie przyjmą, przygotują propozycję wstępną, zorganizują pracę zespołu itp., a praca dodatkowych osób w firmie zleceniobiorcy generuje koszty dla zleceniodawcy. Do tego dochodzi praca osób po stronie zleceniodawcy (rozpatrzenie ofert, negocjowanie ceny itp.).

Jak skutecznie odstraszyć internautów

Do tego, by użytkownik odwiedzający stronę internetową po raz pierwszy nigdy więcej nie chciał już na nią wrócić, wystarczy:

1. Wyłączyć serwer, na którym umieszczona jest strona (nikt nie będzie mógł się do niej dostać) - dlatego jeśli nie dysponuje się komputerem, który mógłby pełnić funkcję serwera i pracować bez przerwy, lepiej jest skorzystać z usług firm świadczących usługi hostingowe;

2. Umieszczać zbyt wiele elementów multimedialnych (grafika, dźwięk, film), spowalniających wyświetlanie strony (przeglądarka użytkownika będzie pobierać stronę bardzo długo);

3. Zmieniać rozmieszczenia elementów na stronie, co sprawi, że użytkownik powracający na stronę nie będzie mógł poruszać się znajomymi drogami i znaleźć tego, czego szuka;

4. Umieszczać odnośniki do stron, których nie można wyświetlić (użytkownik spotka się z niezrozumiałym komunikatem serwera);

5. Nie aktualizować treści witryny (artykułów, zdjęć, odnośników do innych stron) - jeśli co jakiś czas nie będą pojawiać się świeże informacje, to użytkownik nie będzie miał powodu do odwiedzenia tej konkretnej witryny.

4-8 tys. zł plus VAT Tyle kosztuje założenie strony internetowej przez informatyka prowadzącego jednoosobową działalność gospodarczą. Przy większej firmie koszt może wzrosnąć do kilkunastu tysięcy złotych. Rozbudowana witryna lub portal to wydatek kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Sposoby na poprawienie witryny

Zawsze można poprawić stronę internetową, tak by przyciągała potencjalnego odbiorcę zamieszczonych na niej treści. Wystarczy, że:

1. Skoncentrujemy się przede wszystkim na tym, żeby witryna dobrze funkcjonowała. Strony internetowe muszą się szybko ładować, jeśli ludzie mają ich używać. Być może konieczny będzie kompromis pomiędzy efektami, jakie chcemy uzyskać, a szybkością, która jest ograniczana przez te efekty.

2. Myślimy o użytkowniku. Projektant strony powinien wcielić się w użytkownika i wyobrazić sobie, jak to jest, gdy korzysta się z powolnego łącza internetowego lub monitora o przeciętnej rozdzielczości ekranu.

3. Zaprojektujemy stronę zgodnie z przyjętymi konwencjami. W ciągu ostatnich lat wypracowano sprawdzony schemat układu strony, do którego użytkownicy są przyzwyczajeni. W obrębie dobrze zaprojektowanej strony użytkownik porusza się intuicyjnie.

4. Zwrócimy uwagę na szczegóły. Potocznie błahe błędy, takie jak brak odpowiednich oznaczeń czy nieprawidłowe przekierowanie, mogą sprawić kłopot użytkownikowi.

5. Testujemy. Najlepszym sposobem na sprawdzenie działania witryny jest jej przetestowanie przez użytkowników, a następnie poprawienie według poczynionych spostrzeżeń i sugestii.

Grażyna J. Leśniak

grazyna.lesniak@infor.pl

Wieloletnie umowy muszą mieć jasne definicje

Bardzo trudno jest intuicyjnie znaleźć w internecie oficjalne strony urzędów gmin. Z czego to wynika?

Przede wszystkim zależy to od tego, czy użytkownik wybrał stronę internetową z nazwą domeny, która ma status domeny regionalnej, czy też nie. Bo jeśli strona ma status domeny regionalnej, to oznacza to, że nie została jeszcze przekazana przez NASK samorządowi terytorialnemu. NASK w latach dziewięćdziesiątych dokonał rezerwacji niektórych nazw domeny.pl, które odpowiadały nazwom jednostek podziału terytorialnego kraju, tworząc w ten sposób domeny regionalne. Ich lista została utworzona na podstawie obowiązującego wtedy rozporządzenia o podziale terytorialnym kraju. Nazwy te mogą zostać zarejestrowane wyłącznie przez jednostki samorządu terytorialnego. W przypadku niektórych nazw jednostek samorządu terytorialnego zdarzało się, że ktoś wcześniej, przed dokonaniem przez NASK rezerwacji, zarejestrował nazwę domeny, np. z nazwą miasta, i to ta osoba, a nie urząd gminy, decyduje o utworzeniu strony internetowej pod nazwą miasta. Wtedy to urząd miasta (gmina) musi wystąpić do użytkownika nazwy domeny z prośbą o możliwość korzystania z niej.

Na stronie internetowej: NASK http://www.dns.pl/dns-regiony.html  można znaleźć wszystkie regionalne domeny.pl. W witrynie tej istnieją tylko domeny zarządzane przez NASK, natomiast lista regionalnych, wyłącznie rezerwowanych, lecz nieaktywnych domen jest znacznie dłuższa.

A domena regionalna? Jakie praktyczne znaczenie z perspektywy samorządu terytorialnego ma taki status domeny?

Jednostka samorządu terytorialnego może wystąpić do NASK o przekazanie domeny regionalnej z listy prowadzonej przez NASK. Przypadki tego typu miały miejsce wielokrotnie, jednak niestety wiele samorządów po prostu nie jest zainteresowanych uzyskaniem nazwy domeny na swoją rzecz. Należy przy tym pamiętać, iż w przypadku gdy pod domeną regionalną aktywną i zarządzaną przez NASK istnieją już rejestracje nazw domeny dokonane przez osoby trzecie, jednostka samorządu terytorialnego musi uzyskać zgodę abonentów tych nazw na przejęcie nazwy przez samorząd.

Czy uzyskanie tej zgody to formalność?

Niestety nie. Może to być poważny problem, jeśli takich abonentów są setki. Zgodę muszą wyrazić wszyscy, którzy zarejestrowali swoje nazwy w domenie regionalnej, np. Auto.Katowice.pl. NASK oczywiście pośredniczy w uzyskiwaniu zgody, jednak wiele zależy od aktywności i determinacji samorządowców. Przeprowadzenie akcji przejmowania domeny regionalnej przez samorząd zakończyło się w wielu przypadkach pozytywnie, pomimo iż trwało wiele miesięcy. Zgody abonentów nazw domen powinny zostać przedstawione NASK, a następnie dochodzi do zawarcia umowy o utrzymywanie nazwy domeny regionalnej pomiędzy NASK a samorządem. Żadnego problemu nie ma natomiast z przekazywaniem domen regionalnych, które nie są aktywne (znajdują się na liście domen regionalnych, jednak nie są publikowane na wymienionej wcześniej witrynie internetowej). W ich przypadku wystarczy skontaktowanie się z NASK oraz podpisanie umowy o utrzymywanie nazwy domeny regionalnej na rzecz danego samorządu.

Czy w takim razie jest jakieś wyjście z tej sytuacji?

Wyjściem z sytuacji jest niestety wyłącznie zarejestrowanie nazwy w innej domenie bądź próba odzyskania nazwy domeny przez spór sądowy.

A jeśli gmina będzie chciała jednak odzyskać domenę dla siebie, to jak i gdzie powinna to załatwić?

Gmina może wystąpić z powództwem przeciwko abonentowi nazwy domeny zarówno do sądu powszechnego, jak i jednego z sądów polubownych wyspecjalizowanych w sprawach dotyczących nazw domeny.pl, tj. Sądu Polubownego przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji oraz Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej. Spór dotyczący nazwy domeny odpowiadającej nazwie jednostki podziału terytorialnego kraju nie musi zakończyć się pozytywnie dla samorządu, szczególnie gdy bierzemy pod uwagę, że w niektórych sytuacjach nazwa domeny odpowiada np. nazwisku osoby fizycznej, która tę nazwę zarejestrowała na swoją rzecz. Przed rozpoczęciem sporu warto zatem uzyskać poradę prawną w zakresie zasadności występowania z powództwem.

@RY1@i02/2012/226/i02.2012.226.08800060h.804.jpg@RY2@

Artur Piechocki, radca prawny, doradca dyrektora Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej (NASK)

Not. GL.

Biuletyn Informacji Publicznej a dane osobowe

O tym, jakie są zasady prowadzenia strony Biuletynu Informacji Publicznej (BIP) w każdym organie administracji rządowej i samorządowej, rozstrzygają ustawa z 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz.U. z 2001 r. nr 112, poz. 1198 z późn. zm.) oraz wydane na jej podstawie rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych i administracji z 18 stycznia 2007 r. (Dz.U z 2007 r. nr 10, poz. 68). Od poprzedniego roku gminy mogą też prowadzić BIP, wykorzystując oprogramowanie Scentralizowanego Systemu Dostępu do Informacji Publicznej (SSDIP), udostępnione przez Centrum Projektów Informatycznych Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji.

W ten sposób umożliwiono gminom nieodpłatne wykorzystywanie oprogramowania do zarządzania informacją publiczną, a przede wszystkim do prezentacji treści w internecie. Mimo tego wciąż można natknąć się w internecie na takie strony BIP, które są prowadzone z użyciem innego oprogramowania, co sprawia, że sposób zamieszczania informacji publicznych może być dla użytkowników nieczytelny. Wszystko dlatego, że korzystanie z SSDIP jest w pełni dobrowolne. Gmina więc może wybrać to rozwiązanie, ale nie musi.

Jednak większym problemem niż dla użytkowników sieci jest wygląd i czytelność gminnej strony BIP, dla urzędników gminnych jest jej zawartość. A dokładnie to, czy powinni usuwać z treści uchwał rady dane osobowe osób, które w trybie kodeksu postępowania administracyjnego skarżą się na wójta (burmistrza, prezydenta). Przepisy ustawy o dostępie do informacji publicznej oraz ustawy o samorządzie gminnym pozwalają zajmować różne stanowiska.

W efekcie generalny inspektor ochrony danych osobowych (GIODO) stoi na stanowisku, że dane wspomnianych osób powinny zostać zanonimizowane w treści uchwał zamieszczanych w BIP. I takie też decyzje nakazujące wójtom anonimizowanie wydaje generalny inspektor, w sytuacji gdy poskarży się do niego obywatel, którego dane ujawniono w biuletynie. Dotychczas Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie potwierdzał stanowisko GIODO.

Eksperci specjalizujący się w dostępie do informacji publicznej i ochronie danych osobowych nie podzielają jednak tego poglądu. Jest jednak szansa, że spór znajdzie wkrótce swoje rozstrzygnięcie. Jedną ze spraw ma zająć się Naczelny Sąd Administracyjny, a jego wyrok będzie miał znaczenie również dla innych rodzajów gminnych uchwał, w których znajdują się dane osobowe.

OPINIA EKSPERTA

@RY1@i02/2012/226/i02.2012.226.08800060h.805.jpg@RY2@

Dr Grzegorz Sibiga, adwokat, adiunkt w Instytucie Nauk Prawnych PAN

Jest problem nakazywania przez GIODO anonimizacji treści uchwał rady gminy publikowanych w BIP, z którym zetknąłem się, będąc pełnomocnikiem w jednej ze spraw. Nie podzielam stanowiska generalnego inspektora, ponieważ ustawa wprowadza pełną jawność zarówno posiedzenia rady jak i materiałów ją dokumentujących. Każdy zainteresowany może być obecny na posiedzeniu i nagrywać obrady, a następnie dalej rozpowszechniać pozyskane informacje i sporządzone nagranie. Co więcej, prawo zezwala samemu organowi gminy na przeprowadzanie transmisji teleinformatycznej posiedzenia, a później umieszczanie całego nagrania w sieci. Czemu ma zatem służyć anonimizacja uchwały sporządzonej na piśmie i publikowanej w BIP? Z upublicznieniem swoich danych osobowych muszą się więc liczyć osoby, których sprawy są rozpatrywane przez radę. Jest to konsekwencja jawnego działania tego organu.

Konkursy zachęcają do odwiedzin on-line

Stowarzyszenie "Miasta w Internecie" od lat nagradza samorządowych liderów cyfrowej Polski Złotą@. W tym roku odbyła się już XIV edycja tego konkursu, którego celem jest wyłonienie i promowanie samorządów lokalnych podejmujących aktywne i skuteczne działania na rzecz rozwoju cyfrowego. W kategorii Lider Cyfrowej Administracji laureatami nagrody Złota@ 2012 zostali: w kategorii gmin miejsko-wiejskich - Urząd Miejski w Wolsztynie (woj. wielkopolskie), w kategorii gmin miejskich - Urząd Miasta Legionowo (woj. mazowieckie), a w kategorii gmin miejskich dużych - Urząd Miasta Tychy (woj. śląskie). W kategorii Samorządowy Lider Szerokopasmowego Internetu jury powołane przez Urząd Komunikacji Elektronicznej nagrodziło powiat parczewski za projekt "Regionalna Sieć Szerokopasmowa Lublin północny - wschód".

Jury konkursu oceniało skuteczność, kompleksowość i innowacyjność działań na rzecz rozwoju cyfrowego gminy w poszczególnych obszarach tematycznych, związanych m.in. z wizerunkiem w Internecie, modernizacją urzędu, Internetem szerokopasmowym czy edukacją cyfrową.

- Szczególnie ważna jest dla nas komunikacja ze społeczeństwem, co w dobie zalewu informacją nie jest wcale zadaniem łatwym - mówi Roman Smogorzewski, prezydent Legionowa, miasta laureata konkursu. - Problemem jest dotarcie zwłaszcza do młodego pokolenia naszych mieszkańców, których można spotkać tylko w Internecie. Z roku na rok zresztą rośnie liczba użytkowników sieci, także osób starszych. Urząd miasta traktujemy więc jak sklep z usługami publicznymi, a sklep jako markę. internet jest tanim sposobem dotarcia z informacją. Do tego narzędzia podchodzimy bardzo poważnie, ale jak każde narzędzie musi być ono zrobione dobrze - dodaje prezydent.

Co ciekawe, swoje sposoby na popularyzację gminy i zachęcanie internautów do odwiedzania oficjalnego serwisu gminy mają także lokalni włodarze. Przykładowo wójt gminy Żegocina (Małopolska) zorganizował konkurs na dwa miliony odsłon serwisu www.zegocina.pl , który ma popularyzować wiedzę o gminie, jej przeszłości i dniu dzisiejszym. Udział w konkursie może wziąć każdy użytkownik sieci, który odwiedzi stronę internetową gminy i udzieli odpowiedzi na wszystkie pytania konkursowe oraz prześle je drogą elektroniczną na adres webmastera. Nagrody są przyznawane w dwóch kategoriach: mieszkańcy gminy i internauci spoza gminy.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.