Rząd nie nadąża z informatyzacją
Rozmowa z Krzysztofem Izdebskim, ekspertem prawnym Stowarzyszenia Sieć Obywatelska - Watchdog Polska
Dziś w służbie przejrzystości urzędów pozostają biuletyny informacji publicznej. Wkrótce ma zostać uruchomione Centralne Repozytorium Informacji Publicznej (CRIP), które ma gromadzić informacje o szczególnym znaczeniu dla społeczeństwa w celu ich ponownego wykorzystania. To dobry kierunek zmian?
Zacznijmy od tego, że CRIP miało ruszyć do końca 2012 roku, dlatego możemy już teraz mówić o pierwszej porażce nowego systemu. Zostało wprowadzone w 2011 roku nowelizacją ustawy z 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz.U. z 2001 r. nr 112, poz. 1198 z późn. zm.) i wówczas obiecywano, ze dzięki CRIP pewien rodzaj informacji w sposób kompleksowy zostanie zebrany w jednym miejscu. Nie było jednak wiadomo, co ma się dokładnie tam znaleźć. Teraz już się wyjaśniło, że nie znajdziemy tam danych z Krajowego Rejestru Sądowego, z ksiąg wieczystych, czyli rzeczy, które dla przeciętnego obywatela mogą być przydatne.
Generalnie utworzenie CRIP jest jednak dobrym pomysłem. Pytanie, jak bardzo będzie opóźnione. Na przykład w Wielkiej Brytanii działa portal data.gov.uk, gdzie od wielu lat udostępniane są dane nie tylko w celu poinformowania obywatela o czymś, lecz także w celu ich wykorzystania. U nas może to być problem, bo polska administracja w dużym stopniu korzysta z zeskanowanych dokumentów, które uniemożliwiają wyszukiwanie czegoś w ich treści. Tylko dane w postaci edytowalnej mogą zostać później wykorzystane.
Wspomniał pan, że CRIP do ustawy wprowadzono dwa lata temu. W obecnie opracowywanej nowelizacji tej samej ustawy znów majstruje się przy tym systemie. Po co?
Zmiany legislacyjne są potrzebne, bo precyzują, jak dane mają być przekazywane do CRIP. Dotychczas ustawa nakładała obowiązek prowadzenia CRIP, ale sprawę przekazywania danych regulowała na dużym stopniu ogólności.
Czy to takie ważne?
Tak, bo CRIP będzie działał przede wszystkim na zasadzie przekazywania do niego określonego katalogu informacji przez podmioty zobowiązane.
Czy to oznacza dla nich jakieś koszty?
Wiąże się to z kosztami osobowymi, ale są one minimalne. Szacunki utrzymania CRIP zostały poczynione i oscylują w granicach ok. 450 tys. złotych rocznie na utrzymanie infrastruktury. Są to jednak pieniądze z budżetu państwa i nie jest przewidziane w uzasadnieniu, żeby np. samorządy jako podmioty zobowiązane ponosiły dodatkowe koszty.
W pewnym sensie rozumiem jednak frustrację samorządów związaną z uruchomieniem CRIP. Administracja centralna narzuca lokalnej coraz więcej obowiązków, ale nie idą za tym pieniądze. System jest kolejną taką rzeczą. Jeżeli jednak w danej instytucji, urzędzie zarządzanie informacją jest dobrze prowadzone, rejestry są uporządkowane, to przekazywanie pewnej puli danych do CRIP nie będzie problemem.
Drugim narzędziem upowszechniającym i mającym poprawić dostęp do informacji publicznej, nad którym właśnie trwają prace, jest Scentralizowany System Dostępu do Informacji Publicznej (SSDIP). Dzięki niemu i stanowiącemu jego część informatycznemu kreatorowi podmioty zobowiązane będą mogły bezkosztowo stworzyć swoją stronę BIP. Testowa wersja systemu już działa w internecie. Wydaje się, że na naszych oczach powstaje supernarzędzie dla administracji.
Wręcz przeciwnie, to niewypał. I to zdecydowanie spóźniony, bo stanowi realizację obowiązku udostępnienia podmiotom zobowiązanym do prowadzenia biuletynów przykładowego oprogramowania do tworzenia stron podmiotowych BIP nałożonego na ministra cyfryzacji w 2005 roku. Problem polega na tym, że zainteresowane instytucje albo już mają swoje BIP, albo wykupiły oprogramowanie do nich u podmiotów zewnętrznych. Pamiętajmy również, że od lat darmowe programy są dostępne w sieci.
Kolejną słabością SSDIP jest to, że konstruując ów system, nie przewidziano, iż podmiotów zobowiązanych do udostępnienia informacji publicznej, które muszą prowadzić BIP, jest znacznie więcej niż tylko tych, które zaliczają się do administracji publicznej. Są też stowarzyszenia, fundacje, spółki komunalne, spółki Skarbu Państwa czy też związki zawodowe. Kiedyś Najwyższa Izba Kontroli wyliczyła, że to może być nawet 90 tys. podmiotów, które powinny mieć BIP. Tymczasem omawiany system jest pomyślany tylko dla instytucji publicznych, często podkreśla się, że dla samorządowców. Tu koło się zamyka, bo one mają już swoje BIP i z nich nie zrezygnują, ponieważ mają umowy z podmiotami prywatnymi na dostarczanie oprogramowania, a poza tym obywatele już się przyzwyczaili do raz ustanowionych wzorców.
To po co pracowano i pracuje się nadal nad SSDIP?
Wydaje mi się, że w 2011 roku, gdy uruchomiono testową wersję systemu, była chęć wysupłania pieniędzy z unijnego programu, który ładnie nazywa się "Innowacyjna Gospodarka". Tylko nikt się nie zastanowił, w jakim stopniu wszystko to będzie użyteczne. Samorządy dostaną narzędzie, z którego nie będą korzystały. Bardzo wątpliwa jest popularność zakładania stron przez SSDIP. Znam ludzi z branży, którzy za wynagrodzeniem wykonują BIP, i u nich nowy, bezpłatny system nie wywołuje niepokoju.
Wspomnieliśmy, że SSDIP działa już w sieci. Jak wyjaśnia Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, jest to jednak wersja testowa, z której na razie nie można korzystać. Jednocześnie dopiero teraz trwają prace nad przygotowaniem zmian ram prawnych funkcjonowania systemu. To jak to jest, system już działa, a dopiero tworzy się prawo?
Też mnie to dziwi. Wydając 1,5 mln zł na stworzenie SSDIP, uznano, że nie potrzeba takich ram, więc co się zmieniło od tamtej pory? Wytworzono jakąś hybrydę, która nazywa się SSDIP i ze scentralizowaniem nie ma nic wspólnego. Osobne strony jak były, tak są i będą. Wydaje się, że nowe regulacje nie do końca są konieczne. Uznano, że SSDIP pełni rolę przykładowego oprogramowania, bo na stronie jest wskazane, że system stanowi wypełnienie art. 9 ust. 4 pkt 3 ustawy. Skoro tak, to wszystko działa zgodnie z obecnymi przepisami.
Podsumowując, czy SSDIP może w ogóle się komuś przydać?
Tak. Omawiany system może przysłużyć się tym organizacjom, które nie mają środków finansowych i możliwości technicznych, żeby samodzielnie prowadzić BIP, ale obecna konstrukcja tego systemu nie przewiduje takiej możliwości. Z innej strony jednak nie wiem, czy to jest taki wielki problem, bo na rynku jest dużo darmowego oprogramowania do tworzenia BIP. Z kolei te podmioty, które dysponują większymi pieniędzmi, wolą skorzystać z firm zewnętrznych, które nie tylko stworzą infrastrukturę biuletynu, lecz także kompleksowo przeszkolą, jak nią zarządzać.
Pamiętajmy również, że problem dostępności do informacji publicznej nie leży w narzędziach służących urzędom do jej udostępniania, ale w podejściu pracowników administracji. Nie ma woli do udostępniania informacji publicznej w internecie, bo uważa się to za coś kłopotliwego. Obecne narzędzia techniczne do dzielenia się z obywatelami danymi są wystarczające. Nie łudźmy się, że pełne uruchomienie SSDIP czy CRIP rozwiąże wszystkie bolączki w tym zakresie.
Polska administracja w dużym stopniu korzysta z zeskanowanych dokumentów, które uniemożliwiają wyszukiwanie czegoś w ich treści. Tylko dane w postaci edytowalnej mogą zostać później wykorzystane
@RY1@i02/2013/201/i02.2013.201.08800020a.802.jpg@RY2@
Wojtek Górski
Krzysztof Izdebski ekspert prawny Stowarzyszenia Sieć Obywatelska - Watchdog Polska
Rozmawiał Piotr Pieńkosz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu