Supernowoczesne rozwiązania miejskie w wersji lokalnej
Idea rozwiązań smart to szansa dla małych firm umiejących reagować na bieżące potrzeby
Smart city to już przeszłość. Teraz czas na miasta magnetyczne. We Wrocławiu w ciągu ostatnich pięciu lat liczba samochodów zwiększyła się o 20 proc. W Zielonej Górze już 60 proc. biletów w komunikacji miejskiej jest opłacalnych mobilnie. W Gdańsku system zarządzania oświetleniem miejskim daje 250 tys. zł oszczędności rocznie.
Polskie miasta zmieniają się na naszych oczach, a termin inteligentne miasta powoli przestaje być pieśnią przyszłości. To już się dzieje, teraz na naszych oczach. Miasta, w których mieszkamy zmieniają się niezwykle szybko, rośnie liczba ich mieszkańców, rosną wyzwania zapewnienia im sprawnej obsługi, wreszcie rosną nasze oczekiwania co do tego, czym ma być otoczenie. I - co bardzo ważne - zmienia się samo to, co uznajemy za "inteligentne".
- Smart city 1.0, smart city 2.0, smart city 3.0. Coraz częściej słyszymy, że dziś już budowanie miast inteligentnych to nie jest wcale tylko tworzenie najnowocześniejszych nawet systemów czy usług, a raczej współtworzenie ich wraz z mieszkańcami. Idea 3.0 oznacza szybkie, elastycznie dostosowywanie się do coraz to nowych potrzeb - tłumaczył Leszek Hołda, prezes zarządu, Integrated Solutions podczas III edycji konferencji Smart City Forum w Warszawie.
Rzeczywiście to, co jeszcze kilka lat temu wydawało nam się niezwykle nowoczesne, dziś bardzo często jest naprawdę niewystarczające, by poprawiać jakość życia. Ideę przechodzenia od 1.0 do 3.0 tłumaczy Bartosz Dominiak, autor bloga Warsaw Smart City: - W inteligentnych miastach ery 1.0 inicjatorami wykorzystywania technologii były wielkie firmy technologiczne, którym zależało na kreowaniu popytu na ich produkty. Smart city 2.0 pojawiły się wtedy gdy lokalne władze zaczęły zauważać zalety wprowadzania nowych, technologicznie wspartych usług, chcąc w ten sposób poprawiać jakość życia mieszkańców. A od mniej więcej roku można zaobserwować nowe podejście do kreowania inteligentnych miast - model smart city 3.0, czyli otwartych na mieszkańców w kreowaniu dalszego rozwoju.
Tu wciąż zasadniczym celem jest jakość życia, ale pojawia się coraz więcej zadań społecznych, ekologicznych, edukacyjnych i coraz większy jest tu udział mniejszych firm oferujących elastyczne rozwiązania - mówi Dominiak.
Na etapie 2.0 jest coraz więcej naszych miast, ale niektóre aspirują już do awansu do ligi miast inteligentnych trzeciej generacji. Otwierają dane miejskie tak, by na ich podstawie mogły powstawać nowe usługi (zazwyczaj mobilne aplikacje), współpracują ze środowiskiem start-upowym, starają się działać przewidując potrzeby, które dopiero się pojawią.
Te zmiany widać choćby w systemach zarządzania jakością ruchu miejskiego, tak by zmniejszać korki. Samo tworzenie bus pasów, sygnalizacji świetlnej reagującej na natężenie ruchu czy nawet większe inwestycje w klasyczny transport publiczny są niewystarczające. - Infrastruktura w którymś momencie się skończy, nie wybudujemy więcej dróg, nie ma możliwości sprawić, by były bardziej przepustowe.
Takie podejście jest jak walka z otyłością za pomocą opuszczania paska. Więc trzeba podejść do tego problemu inaczej - opowiada Maciej Bluj, wiceprezydent Wrocławia, i pokazuje jak sobie z tym radzi jego miasto. Coraz więcej miejskich rowerów, pojawiających się w kolejnych częściach Wrocławia, uświadamianie mieszkańcom za pomocą mapek z symulacjami czasu dojazdu, że jest to sposób transportu bardzo konkurencyjny w stosunku do samochodu. Badanie na bieżąco, gdzie taki transport jest najpopularniejszy i tak rozbudowywanie ścieżek rowerowych. A teraz wreszcie plan zaoferowania miejskiej wypożyczalni samochodów elektrycznych.
Ale w wizji inteligentnych miast ery 3.0 nie chodzi tylko o usprawnienie funkcjonowania usług i ułatwianie ludziom życia. To przekonanie, że dzięki takim działaniom miasta zaczną przyciągać do siebie inwestorów oraz skłaniać małe i średnie biznesy do tego, by to w nich właśnie działać.
Takie wnioski wyciągają analitycy z badania przeprowadzonego przez KPMG, w którym nie mówi się już o inteligencji, ale o magnetyzmie miast. Badanie zostało przeprowadzone na ponad 150 miastach, w tym kilku z Polski, a wynika z niego, że magnetyczne miasto to takie, które ma kilka wspólnych cech: posiada silnego i charyzmatycznego lidera, przyciąga kapitał inwestycyjny, jest połączone z innymi miastami, stale odnawia swoją fizyczną infrastrukturę, posiada odróżniającą tożsamość, rozwija nowe idee, przyciąga młodych, przedsiębiorczych twórców oraz wie, jak przekonać do siebie turystów.
Sporo wyzwań. Ale nie jest tak, że wszystkie miasta rosną i rozwijają się równomiernie. Wręcz przeciwnie. W Polsce dużych miast (tych liczących przynajmniej 100 tys. mieszkańców) w 1970 r. było 29, w 1990 - 43, zaś w 2000 roku - 41. Obecnie jest ich jeszcze mniej - zaledwie 39. A w ostatnich dwóch dekadach w większości z nich nastąpił spadek liczby mieszkańców - jedynie w sześciu ich przybyło. Ludzie zaczynają wybierać te, które oferują najlepsze warunki do życia. Te, które się nie dostosują, nie będą wystarczająco magnetyczne, zaczną po prostu wymierać.
Sylwia Czubkowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu