Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Cyfryzacja i e-usługi publiczne

Przepisy w Polsce nie są smart

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

PRAWO Funkcjonujące w Polsce ustawodawstwo nie jest dobrze dostosowane do wdrażania projektów z zakresu inteligentnych miast. I jest to jeden z powodów, dla których ten obszar inwestycji wciąż rozwija się niewystarczająco szybko. We znaki dają się szczególnie niedogodności prawa zamówień publicznych

Stworzenie inteligentnego miasta to proces, którego podstawą jest kooperacja firm i instytucji samorządowych z aktywnym zaangażowaniem mieszkańców. Współpraca taka powinna opierać się na partnerstwie i wzajemnym zaufaniu podmiotów biorących udział w tego typu projektach, jednak przy ich prowadzeniu nie da się pominąć też aspektów prawnych. Czy dziś polskie prawo pomaga budować inteligentne miasta, czy stwarza raczej bariery w takich przedsięwzięciach?

Nie jest idealnie

Według Macieja Kocięckiego, dyrektora rozwoju i zarządzania M2M i IoT w Orange Polska, polskie ustawodawstwo wspiera realizację projektów smart cities, ale nie jest w tym zakresie idealne. Uważa on, że sama ustawa o zamówieniach publicznych nie stanowi ograniczenia, wymaga jednak doprecyzowania i wprowadzania pewnych zmian, które z kolei powinny wynikać z doświadczeń polskich miast w budowie smart cities. Takim elementem jest np. proces planowania zamówień i kwestia funkcjonowania stałych opłat ryczałtowych. To powszechna praktyka, ale nie sprawdza się przy tak różnorodnych i innowacyjnych projektach, jak budowanie inteligentnych miast.

- Brak zarezerwowanego budżetu na zamówienia uzupełniające może nie tylko zahamować postęp prac wdrożeniowych, lecz nawet uniemożliwić finalizację projektu. Dlatego przy obecnych uwarunkowaniach prawnych lepiej zapewnić odpowiednie środki finansowe wcześniej, na wypadek zdarzeń, których żadna ze stron nie była w stanie przewidzieć na wczesnym etapie planowania - mówi Maciej Kocięcki.

Także Tomasz Turczynowicz, prezes Star ITS, spółki należącej do zajmującej się technologiami z obszaru smart city Grupy Kapitałowej Qumak, wskazuje na niedogodności polskiego prawa zamówień publicznych. Jego zdaniem funkcjonujące w Polsce przepisy nie są dostosowane do wdrażania projektów z zakresu inteligentnych miast. I jest to jeden z powodów, dla których ten obszar inwestycji wciąż rozwija się niewystarczająco szybko.

- Obecne przepisy dotyczące zamówień publicznych zawierają często nieprecyzyjne kryteria kwalifikacji, wyboru czy oceny ofert. Prowadzi to do wielu protestów, odwołań i długotrwałych postępowań przed Krajową Izbą Odwoławczą, a w konsekwencji do znacznych opóźnień w realizacji projektów - precyzuje Tomasz Turczynowicz.

Prawo nie sprzyja elastyczności

Turczynowicz wskazuje, że o zmianę przepisów zamówień publicznych od lat apeluje środowisko IT oraz firmy technologiczne, które mierzą się z przestarzałym trybem działania w administracji publicznej. Według niego skutki obecnych przepisów widać nie tylko w terminowości realizacji projektów publicznych, lecz przede wszystkim także w ich jakości, która zdecydowanie odstaje od dostępnych na rynku rozwiązań i technologii.

- Brak możliwości korzystania ze zwinnych metodyk realizacji projektu (Agile) to kolejny problem projektów realizowanych w oparciu o przepisy prawa zamówień publicznych. Obecnie projekt od powstania koncepcji do podpisania umowy z wykonawcą zajmuje kilka lat. W konsekwencji zamówione oprogramowanie, system czy rozwiązanie często są już nieaktualne i nie realizują potrzeb użytkownika końcowego - twierdzi Turczynowicz.

Na podobną niedogodność wskazuje też Maciej Kocięcki.

- Kolejny czynnik regulacyjny, który może stopować rozwój inteligentnych miast, dotyczy harmonogramu prac. Obecnie w umowach pomiędzy zamawiającym a wykonawcą nie stosuje się interpretacji przepisów, która dopuszczałaby wprowadzenie modyfikacji w przyjętym już harmonogramie aktywności. Brakuje także dokumentów wspierających, spisanych dobrych praktyk, konkretnych wskazówek, którymi mogłyby się kierować jednostki samorządowe - mówi Maciej Kocięcki.

Także Paweł Sokołowski, dyrektor departamentu cyfrowej infrastruktury miejskiej w Asseco Data Systems, jest zdania, że prawo nie pomaga w realizacji projektów smart cities, np. z zakresu ekologii i środowiska naturalnego.

- W centralnym prawodawstwie brakuje konkretnych zapisów, które wymuszałyby na samorządach określone działania w obszarze smart cities. Na poziomie lokalnym zawsze jest problem z implementacją ogólnych dyrektyw, niemniej obserwujemy lokalne inicjatywy prawodawcze w tym zakresie, jak np. ustawa antysmogowa w Krakowie. Z drugiej strony w pewnych obszarach potencjalną inicjatywę miast blokuje prawo centralne, np. w kwestii monitorowania poziomu zanieczyszczenia powietrza, co mogłoby być realizowane przez miasta, a odpowiedzialność spoczywa na urzędach centralnych - mówi Paweł Sokołowski.

Mimo problemów na poziomie centralnym samorządy nie składają broni i potrafią sobie radzić. Przynajmniej niektóre.

- Samorząd jest niezwykle dynamicznie zmieniającą się strukturą. Czasami na etapie planowania nie można przewidzieć wydarzeń, które na etapie wdrożeń już występują. Wynika to np. z harmonogramu wdrożeń, które rozłożone są w cyklu wieloletnim. Wówczas niezbędna jest korekta i jej dokonujemy. Najczęściej jednak odbywa się to poprzez dodanie nowych funkcjonalności do działających rozwiązań i tym samym poszerzenie oferty dla mieszkańców - mówi Bartosz Bartoszewicz, wiceprezydent Gdyni.

Ochrona danych

Innym problematycznym aspektem prawnym przy wdrażaniu koncepcji inteligentnych miast pozostaje kwestia prywatności i ochrony danych osobowych, na co wskazuje często urząd Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO).Zastosowanie rozwiązań smart city wiąże się bowiem z gromadzeniem informacji, w tym danych osobowych, na temat mieszkańców i innych osób znajdujących się na terenie miasta. Informacje te są potrzebne choćby do lepszego zarządzania siecią transportu miejskiego, zaopatrzeniem w media, sterowaniem ruchem ulicznym czy dostosowaniem oferowanych usług publicznych do aktualnych potrzeb. Zdaniem GIODO odbywa się to zazwyczaj np. poprzez zbieranie danych osobowych o osobach korzystających z publicznych usług lub infrastruktury (np. miejskie rowery, dostęp do internetu, strefy parkowania itp.), prowadzenie monitoringu w przestrzeni publicznej, instalowanie inteligentnych liczników mediów (nie tylko energii, ale też np. wody), wymianę danych osobowych między różnymi bazami danych w ramach infrastruktury miejskiej, analizę danych w modelu Big Data.

Z perspektywy GIODO jako strażnika danych osobowych są to potencjalne zagrożenia. Dlatego też miasta wdrażające rozwiązania z zakresu smart cities muszą wyważać wartości, jakimi są z jednej strony zapewnienie mieszkańcom jak najlepszej jakości życia, a z drugiej zachowanie maksimum prywatności.

Marek Jaślan

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.