Prokurator nie zawsze odpowiada za swoje niedbalstwo
ORZECZNICTWO
Śledczy nie poniesie kary za to, że przez jego zaniedbanie podejrzany musiał przesiedzieć w areszcie trzy dni dłużej - zdecydował Sąd Najwyższy, rozpoznając sprawę dyscyplinarną warszawskiej prokurator.
Kobieta nie zapoznała się należycie z aktami jednego z postępowań, w tym z sądowym postanowieniem o skróceniu tymczasowego aresztu. Gdyby to zrobiła, to co najmniej trzy dni przed jego końcem zawiadomiłaby zakład karny, że nie będzie wnioskować o to, aby podejrzany pozostał w nim dłużej, albo wydałaby postanowienie o uchyleniu aresztu. Taki obowiązek nakłada na oskarżycieli regulamin funkcjonowania prokuratury. Zgodnie z art. 196 ust. 1 śledczy musi dostarczyć do zakładu karnego lub aresztu śledczego odpis takiej decyzji wraz z nakazem zwolnienia podejrzanego. Z powodu zaniechania stołecznej prokurator dyrektor zakładu otrzymał potrzebne dokumenty dopiero trzy dni po formalnym terminie zakończenia tymczasowego aresztowania.
Rzecznik dyscyplinarny oskarżył kobietę o oczywiste i rażące naruszenie przepisów. Sądy korporacyjne obu instancji uniewinniły ją od tego zarzutu, nie dopatrując się w jej pracy znaczących uchybień. Ich zdaniem fakt, że podejrzany przesiedział w areszcie dłużej, niż powinien, zasadniczo nie był winą prokurator, lecz pracowników sekretariatu jednostki, w której pracowała. To oni - w ocenie korporacyjnych sądów - popełnili błąd, gdyż nie przekartkowali starannie akt sprawy.
Kasację od orzeczenia wniósł prokurator generalny. - To śledcza sprawowała merytoryczny nadzór nad sprawą i miała obowiązek zapoznać się z postanowieniem sądu - przekonywał na rozprawie w SN rzecznik dyscyplinarny przy prokuratorze generalnym. - Tylko nieprzekazanie referentowi akt sprawy przez pracowników sekretariatu mogłoby uwolnić prokurator od odpowiedzialności - dodawał.
Jego argumenty nie przekonały SN, który podtrzymał orzeczenie korporacyjnego sądu. - Nie wykazano w tym przypadku oczywistego i rażącego naruszenia prawa - tłumaczył sędzia Przemysław Kalinowski. Powołał się na przepis kodeksu karnego wykonawczego, zgodnie z którym osobę tymczasowo aresztowaną zwalnia się w dniu upływu terminu zastosowania aresztu. - Nie jest potrzebne dodatkowe postanowienie prokuratora o uchyleniu aresztu, skoro i tak zrobił to już sąd - wyjaśniał Kalinowski. W ocenie SN wina w znacznej mierze leżała po stronie zakładu karnego, który powinien wypuścić aresztowanego w dniu określonym przez sąd nawet bez postanowienia prokuratora.
Emilia Świętochowska
ORZECZNICTWO
Postanowienie SN z 1 marca 2017 r., sygn. akt SDI 97/16.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu