Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo karne i wykroczeniowe

Nie ma sporu, jest głębszy problem?

4 października 2022
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

P ersonalne ataki na mnie to od dłuższego czasu metoda, po jaką sięga prezes Sądu Apelacyjnego w Lublinie Jerzy Daniluk, oceniając wyrok Sądu Najwyższego wydany 26 lipca 2022 r. w sprawie III KK 404/21. Przypomnę, w tym postępowaniu SN przeprowadził tzw. test z uchwały trzech izb SN, a następnie uchylił wyrok SA w Lublinie. Powodem było to, że zasiadający w składzie tego sądu J. Daniluk nie dawał - w tej sprawie - gwarancji niezawisłości i bezstronności. Długo powstrzymywałem się od zabrania głosu, nie chcąc uczestniczyć w dyskusji, w kt ó rej narzucona przez J. Daniluka narracja daleka była od merytorycznej. Po publikacji w DGP wywiadu „ Nie ma sporu Daniluk-Matras. Tu chodzi o coś głębszego ” z 27 września 2022 r. muszę jednak odnieść się do kilku spraw. Po raz kolejny bowiem J. Daniluk, tym razem na łamach wysoko notowanego dziennika, podaje nieprawdę, zarzuca mi działanie z niskich pobudek i formułuje twierdzenia o powiązaniach politycznych, rodzinnych i towarzyskich jako przesłankach, kt ó rymi kierowałem się w czasie orzekania w sprawie III KK 404/21.

Po pierwsze cieszę się, że sędzia J. Daniluk wreszcie przyznał, iż nie było między nami żadnego konfliktu. Bez przerwy to podkreślałem w nawiązaniu do słów pani Małgorzaty Manowskiej, które padły w wywiadzie dla DGP (Tu nie chodzi o żadną praworządność, 8 sierpnia 2022 r.). Tu znów przypomnienie dla czytelników: J. Daniluk wystąpił do I prezesa SN z żądaniem wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec mnie i pozostałych członków składu SN, zanim jeszcze zostało wydane orzeczenie. To w złożonym przez niego piśmie pojawiła się teza o konflikcie między mną a nim. Na podstawie tych twierdzeń J. Daniluka prokuratura złożyła wniosek o wyłączenie członków składu SN, a następnie I prezes zarzuciła mi publicznie, że powinienem się wyłączyć ze sprawy z uwagi na konflikt personalny. Teraz teza ta upada - szkoda, że tak późno. Wreszcie J. Daniluk przyznaje, że konfliktu nie było, bo przecież ze mną rozmawiał normalnie, nie kłócił się nigdy (!). Polecam ten fragment pani sędzi M. Manowskiej i Prokuraturze Krajowej, którzy tak łatwo formułują zarzuty braku bezstronności, opierając się na nieistniejącym konflikcie.

Więc o co chodzi w tym ataku personalnym? Podobno o coś głębszego. Nie wiem. Mogę tylko wnioskować, opierając się na lekturze wywiadu. Otóż chyba za szybko zrobiłem karierę, za szybko, oczywiście jak na standardy i patrzenie na kariery z punktu widzenia J. Daniluka. No cóż, patrzymy chyba przez pryzmat innych okoliczności. Panie prezesie, pan wie doskonale i chyba boli to jeszcze bardziej, że nikomu niczego nie zawdzięczam w mojej sędziowskiej drodze zawodowej - żadnej funkcji nie osiągnąłem przez znajomości. Odrzuciłem propozycję, by drugą kadencję pełnić funkcję prezesa Sądu Rejonowego w Puławach, tylko dlatego, aby normalnie orzekać (jako sędziego zawsze fascynowało mnie prawo karne, a zwłaszcza proces karny). I stanąłem do konkursu na sędziego SO w Lublinie w gronie chyba sześciu innych osób, nie jako prezes, tylko jako zwykły sędzia.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.