Przestępcy szczególnej troski
Resort sprawiedliwości, w przesłanym do konsultacji społecznych projekcie zmian kodeksu karnego proponuje model postępowania, który zmierza w kierunku przerzucenia ciężaru decyzji dotyczącej wolności człowieka z sędziów na lekarzy psychiatrów
Zaniepokojenie opinii publicznej zapowiedziami rychłego wyjścia na wolność sprawców najcięższych przestępstw skazanych w okresie PRL na 25 lat więzienia (w zamian za niewykonywaną karę śmierci) zaowocowało interwencją ze strony państwa. Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekt zmian w kodeksie karnym i innych ustawach, mający na celu ochronę społeczeństwa przed ludźmi, którzy ze względu na swój szczególny stan psychiczny znów mogą dokonać zbrodni. Przy okazji likwidacji luki systemowej powstałej w latach 1988-1995 (to wówczas kara 25 lat pozbawienia wolności była najsurowszą z przewidywanych) resort zaproponował także rozwiązania na przyszłość, dotyczące sprawców cierpiących na zaburzenia psychoseksualne oraz na zaburzenia osobowości.
Główne zmiany przewidziane są w kodeksie karnym, kodeksie karnym wykonawczym i ustawie o ochronie zdrowia psychicznego. W wyniku konsultacji pierwotny projekt z 2 listopada 2012 r. został skorygowany i obecnie najnowszy datowany jest na 29 listopada. Przewidziane w nim poszczególne rozwiązania na pewno ulegną jeszcze zmianie, więc skupię się na generalnych założeniach reformy.
Po pierwsze muszę przyznać, że nie widzę potrzeby łączenia dwóch (oczywiście wiążących się w jakimś stopniu) problemów. Jednego - dotyczącego pilnego rozwiązania kwestii osób skazanych na przełomie lat 80. i 90. i już niedługo stanowiących potencjalne zagrożenie po wyjściu z więzień. I drugiego, o dużo poważniejszych konsekwencjach długofalowych dla systemu prawa karnego w Polsce - odnoszącego się do kwestii postępowania w przyszłości ze sprawcami przestępstw wynikających z ich zaburzeń psychicznych. Mowa tu o osobach uznanych za poczytalne w chwili popełnienia czynu, które nie zostały skazane na karę dożywotniego pozbawienia wolności. O ile pierwsza z tych spraw jest pilna, o tyle druga wydaje się wymagać dojrzałego, nieśpiesznego namysłu, bowiem ewentualne zmiany powinny z jednej strony uwzględniać potrzebę ochrony społeczeństwa, a z drugiej muszą szanować standardy państwa prawa.
Przechodząc do istoty projektowanego rozwiązania pierwszej z wymienionych kwestii stwierdzić trzeba, że autorzy projektu znajdują się w trudnym położeniu. Mają bowiem rozwiązać już istniejący problem powstały w wyniku zaniedbań legislacyjnych z dawnych lat i to bez naruszenia podstawowych zasad prawa karnego, a w szczególności zasady lex retro non agit. Projektodawcy postanowili zatem posłużyć się aktami prawnymi już istniejącymi - kodeksem karnym wykonawczym oraz ustawą o ochronie zdrowia psychicznego (dalej: Ustawa). Wykorzystując ustawę, zastosowali znany tu mechanizm pozwalający na przyjęcie do szpitala psychiatrycznego osoby bez jej zgody; dotyczy to osoby, której dotychczasowe zachowanie wskazuje, iż z powodu zaburzeń psychicznych zagraża bezpośrednio życiu lub zdrowiu innych, a zachodzą wątpliwości, czy jest ona chora psychicznie (art. 24 ustawy). Dotychczasowe rozwiązania nakazywały kierownikowi szpitala zawiadomić o tym sąd opiekuńczy (art. 23 ust. 4 ustawy), który postanawia o przyjęciu lub odmowie przyjęcia takiej osoby do szpitala psychiatrycznego. Ten dotychczasowy tryb projektodawcy postanowili dostosować do potrzeb osób skazanych, dodając Rozdział 5a - "Umieszczenie osoby w zakładzie zamkniętym". Postępowanie o umieszczenie sprawcy w zakładzie psychiatrycznym ma inicjować dyrektor zakładu karnego poprzez wystąpienie do sądu z wnioskiem o przeprowadzenie badań skazanego, który odbywając "karę pozbawienia wolności, przejawia zaburzenia psychiczne o takim charakterze lub nasileniu, że zachodzi obawa popełnienia przez niego, po zwolnieniu z zakładu karnego, przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu, bezpieczeństwu powszechnemu, wolności seksualnej lub prawidłowemu rozwojowi psychoseksualnemu małoletnich, zwłaszcza gdy obawa taka jest uzasadniona z uwagi na charakter czynu popełnionego przez skazanego" (art. 83a projektu k.k.w.). Sąd opiekuńczy w trybie nowego art. 49a ustawy będzie decydował o umieszczeniu takiej osoby w szpitalu psychiatrycznym dysponującym warunkami maksymalnego zabezpieczenia. W tym celu sąd może powołać biegłych lekarzy psychiatrów dla ustalenia, czy osoba cierpi na chorobę psychiczną, upośledzenie umysłowe, zaburzenie osobowości lub zaburzenie preferencji seksualnych oraz czy jej pobyt na wolności może spowodować zagrożenie dla życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób, dla prawidłowego rozwoju psychoseksualnego małoletnich albo dla bezpieczeństwa powszechnego. Jeżeli sąd zdecyduje o umieszczeniu takiej osoby w szpitalu psychiatrycznym, potrzeba dalszego przebywania w nim będzie weryfikowana nie rzadziej niż co 12 miesięcy.
Może się wydawać, że taka konstrukcja stanowi tylko doprecyzowanie i uszczegółowienie ścieżki już istniejącej poprzez dopasowanie jej do specyficznych podmiotów. Problem tkwi jednak w tym, że zdaniem Ministerstwa Zdrowia (wyrażonym w opinii na temat omawianego projektu z 4 grudnia 2012 r.) zaburzenie osobowości (dodane w projekcie) nie jest chorobą psychiczną i nie da się go leczyć. W szczególności nie można zrównywać pojęcia osobowości zaburzonej ze stanem medycznym, takim jak zaburzenie preferencji seksualnych. Zaburzenie osobowości jest to bowiem stan, w którym "charakterystyka osoby oraz utrwalone wzorce jej przeżywania wewnętrznego i zachowania jako całość wyraźnie odbiegają od zakresu kulturowo oczekiwanego i akceptowanego" (ICD-10). Nie bez powodu przecież eksperci z zakresu psychiatrii sądowej zgodnie stwierdzają, że zaburzenia osobowości nie mogą stanowić podstawy do orzekania niepoczytalności sprawcy. Nie znaczy to, że osoby z zaburzeniami osobowości nie mogą być niepoczytalne, ale ich ewentualna niepoczytalność wynika z innych przyczyn. Stanowisko Ministerstwa Zdrowia jest zatem takie, że szpital psychiatryczny nie może być miejscem izolowania osób niebezpiecznych, jeżeli nie są one chore psychicznie. A takich właśnie osób ma przede wszystkim dotyczyć nowelizacja. Ministerstwo Zdrowia rekomenduje zatem rozważenie uchwalenia osobnej ustawy o postpenitencjarnych środkach izolacyjno-resocjalizacyjnych, budującej system ośrodków rehabilitacji społecznej, w ramach których prowadzone byłyby działania resocjalizacyjne, pedagogiczne i readaptacyjne przy zgodnym z aktualną wiedzą medyczną zapewnieniu potrzeb zdrowotnych osób tam przebywających. Takie rozwiązanie - zastosowane doraźnie - byłoby jednak sprzeczne z zasadą nulla poena sine lege poenali anteriori.
Jak już wspomniano, drugi problem - jak rozwiązać kwestię niezresocjalizowanych sprawców z zaburzeniami osobowości opuszczających więzienie - wiąże się częściowo z pierwszym. Projektodawcy proponują wykorzystanie w tym celu zmodyfikowanych środków zabezpieczających, w tym także bezterminowych leczniczo-izolacyjnych.
Przede wszystkim novum jest zasada orzekania środka zabezpieczającego w orzeczeniu kończącym postępowanie karne (art. 92d par. 2 projektu k.k.). Takie rozwiązanie ma umożliwić odparcie zarzutu działania retroaktywnego. Sprawca już w chwili orzeczenia wyroku będzie wiedział, że może go czekać po odbyciu kary pozbawienia wolności przebywanie w szpitalu psychiatrycznym być może nawet do końca życia. Przewidziana jest jednak możliwość odstąpienia od stosowania wykonywanego środka zabezpieczającego, gdy dalsze jego stosowanie nie będzie konieczne (art. 92f projektu k.k.). Takie rozwiązanie oprócz zarzutu sformułowanego przez Ministerstwo Zdrowia (jw.) może również spotkać się z opinią niekonstytucyjności ze względu na naruszenie zasady proporcjonalności. Trzeba bowiem zauważyć, że zgodnie z projektowanym art. 92c k.k. sąd może orzec środek zabezpieczający tylko wówczas, gdy jest to konieczne, aby zapobiec ponownemu popełnieniu przez sprawcę czynu zabronionego o znacznej społecznej szkodliwości, zaś inne dostępne środki prawne nie są do tego wystarczające. Ponadto środek zabezpieczający i sposób jego wykonania powinien być proporcjonalny do stopnia społecznej szkodliwości czynu zabronionego, który sprawca może popełnić, oraz ryzyka jego popełnienia, a także uwzględniać potrzeby i postępy w leczeniu lub rehabilitacji. Tymczasem wątpliwe jest, by te okoliczności mogły być wzięte pod uwagę przez sąd orzekający w chwili, gdy sprawca ma do odbycia długoletnią karę pozbawienia wolności. Sąd musiałby wykazywać się przecież niebywałą wręcz umiejętnością przewidywania, czy np. za lat 10 środek zabezpieczający będzie niezbędny. Orzeczenie takiego środka może być więc tylko probabilistyczne albo "na wszelki wypadek". W obu tych przypadkach Trybunał Konstytucyjny musiałby zauważyć brak proporcjonalności zastosowanych środków.
Wpływ na propozycje zawarte w nowelizacji wywarły niewątpliwie doświadczenia innych krajów oraz orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (dalej: ETPC). Jak wskazują autorzy w uzasadnieniu projektu nowelizacji, rozwiązania podobne do projektowanych znajdują się w systemach prawnych niektórych państw europejskich, w szczególności Niemiec, Francji, Szwajcarii, Włoch, Austrii i Słowacji. Zwłaszcza regulacja niemiecka znalazła się pod ostrzałem skarg składanych do ETPC. Trybunał, zwłaszcza w sprawie Haidn przeciwko Niemcom (orzeczenie z 13 stycznia 2011 r., skarga nr 6587/04), dotyczącej właśnie stosowania prewencyjnych środków zabezpieczających, doprecyzował przyczyny pozbawienia wolności wynikające z art. 5 ust. 1 europejskiej konwencji praw człowieka (dalej: EKPC). Stosowania środków zabezpieczających mogą dotyczyć jedynie trzy wyjątki dopuszczalnego pozbawienia wolności wynikające z tego przepisu:
- zgodne z prawem pozbawienie wolności w wyniku skazania przez właściwy sąd (lit. a);
-zgodne z prawem zatrzymanie lub aresztowanie w celu postawienia przed właściwym organem, jeśli jest to konieczne, w celu zapobieżenia popełnieniu czynu zagrożonego karą (lit. c);
- zgodne z prawem pozbawienie wolności osoby umysłowo chorej (lit. e).
O ile projekt nowelizacji wydaje się spełniać standard określony w pierwszym z tych przypadków (choć mogą być wątpliwości co do jego konstytucyjności), o tyle pozostałe warunki nie są przez rozwiązania w nim zawarte spełnione. W uzasadnieniu w sprawie Haidn przeciwko Niemcom trybunał stwierdził, że pozbawienie wolności ze względów prewencyjnych nie było stosowane w celu niezwłocznego postawienia przed sędzią i osadzenia za przestępstwo (czego wymaga ust. 3 art. 5 EKPC), a zatem nie stanowiło tymczasowego aresztowania dozwolonego na podstawie tego przepisu (lit. c art. 5 ust. 1 EKPC). Ponadto potencjalne kolejne przestępstwa wchodzące w grę nie były wystarczająco konkretne ani jednostkowe, jak tego wymaga orzecznictwo trybunału, w szczególności co do miejsca i czasu ich popełnienia oraz pokrzywdzonych. Te same zarzuty można zgłosić w stosunku do potencjalnego działania przepisów przewidywanej nowelizacji. W świetle opinii Ministerstwa Zdrowia również pozbawienie wolności osoby umysłowo chorej (lit. e art. 5 EKPC) wydaje się niezwykle problematyczne.
Analiza proponowanych zmian wywołuje refleksje natury ogólnej. Po pierwsze, nie wydaje się konieczna w polskim prawie karnym gwałtowna zmiana systemu odpowiedzialności i karania. Do takiej zmiany doszłoby, gdyby przewidziane przez autorów nowelizacji propozycje weszły w życie. Do tej pory bowiem podstawą odpowiedzialności karnej była niewątpliwie wolna wola człowieka, a nie determinujący go stan zdrowia lub zaburzona osobowość. Wyraźnie także oddzielona była kara (orzekana na podstawie winy) od środków zabezpieczających (przy wyłączeniu winy). Wprowadzony został, co prawda, wyjątek w postaci art. 95a k.k., ale dotyczy on jedynie osób z zaburzeniami preferencji seksualnych, które nie budzą wątpliwości jako stany medyczne. Nawiasem mówiąc, być może lepiej byłoby poczekać na wnioski płynące ze stosowania art. 95a k.k., którego wprowadzenie do polskiego porządku prawnego również budziło kontrowersje. Mielibyśmy wtedy materiał porównawczy i można by uniknąć wielu błędów. Niewykluczone, że wzorem innych państw europejskich warto zastanowić się nad wprowadzeniem w jakiejś postaci prewencyjnych środków zabezpieczających, jednak powinna taki projekt poprzedzić wnikliwa debata w gronie fachowców z różnych dziedzin, w szczególności psychiatrów, psychologów, prawników i penitencjarystów. Nie wystarczą chyba pospieszne konsultacje przeprowadzane pod presją czasu związaną z koniecznością uchwalenia remedium na błędy legislacyjne sprzed lat.
Po drugie, rozumiejąc wagę podniesionego przez projektodawców zagadnienia, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że model postępowania przez nich zaproponowany zmierza w kierunku przerzucenia ciężaru decyzji dotyczącej wolności człowieka z sędziów na lekarzy psychiatrów. Nie mam pewności, czy ten kierunek jest właściwy. Zbliżenie się do szkoły antropologicznej czy obrony społecznej przy użyciu szpitali psychiatrycznych może budzić rozmaite, nie zawsze dobre, skojarzenia. Może być ponadto niecelowe, a wobec negatywnego stanowiska psychiatrów - nieskuteczne.
Po trzecie wskazać trzeba, że tak potężny wyłom w zasadach odpowiedzialności karnej, jaki zakładają autorzy projektu, może być (wbrew ich woli) zachętą dla kolejnych ustawodawców, by pójść jeszcze krok dalej. Można sobie wyobrazić izolowanie od społeczeństwa za pomocą prewencyjnych środków zabezpieczających sprawców drobnych przestępstw, których nie cechują co prawda zaburzenia osobowości, ale którzy są niepoprawni. Na efekt równi pochyłej wskazuje chociażby krótka historia środków zabezpieczających w polskim prawie karnym. Uchwalony pod wpływem chwili w 2005 r. art. 95a k.k. w pierwotnej wersji zakładał możliwość umieszczenia przez sąd sprawcy przestępstwa skierowanego przeciwko wolności seksualnej, popełnionego w związku z zakłóceniem jego czynności psychicznych o podłożu seksualnym, innym niż choroba psychiczna. Po nowelizacji w 2009 r. w jego treści pojawił się par. 1a, który zobowiązuje sąd do wydania takiego orzeczenia. Obecny projekt idzie jeszcze dalej i to tak w zakresie podmiotowym, jak i przedmiotowym. W rozwiązaniu austriackim, które w uzasadnieniu autorzy projektu powołują, można stosować środki zabezpieczające polegające na pozbawieniu wolności do trzech kategorii osób. Są to osoby z zaburzeniami psychicznymi, narkomani oraz niebezpieczni recydywiści. Ci ostatni mogą być umieszczeni w specjalistycznych ośrodkach na okres maksymalnie 10 lat. Podążając tym tropem, możemy niespodziewanie dojść do czasów realnego socjalizmu i istniejących w PRL ośrodków przystosowania społecznego. W żadnym razie nie uważam, by taki cel przyświecał autorom projektu. Przypominam to tylko jako swoiste memento.
Szpital psychiatryczny nie może być miejscem izolowania osób niebezpiecznych, jeżeli nie są one chore psychicznie
Czy chcemy powrócić do epoki PRL i istniejących wtedy ośrodków przystosowania społecznego?
@RY1@i02/2012/246/i02.2012.246.07000060a.805.jpg@RY2@
fot. shutterstock
@RY1@i02/2012/246/i02.2012.246.07000060a.806.jpg@RY2@
Dr Piotr Kładoczny, docent na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, koordynator Programu Interwencji Prawnej Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka
Dr Piotr Kładoczny,
docent na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, koordynator Programu Interwencji Prawnej Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu