Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo karne i wykroczeniowe

O prawdzie i dogmacie z listkiem figowym w tle

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 15 minut

Opracowany przez komisję kodyfikacyjną, a przyjęty przez rząd projekt kodeksu postępowania karnego stanowi przełom w pojmowaniu i prowadzeniu postępowania. Bardzo dobry przełom, szkoda tylko, że tak późno zdecydowano się na nowelizację

Zmianie ma m.in. ulec filozofia prowadzenia procesu. Sąd miałby stać się arbitrem rozsądzającym spór między oskarżycielem a obroną, co w języku prawniczym nosi nazwę kontradyktoryjności. Zasada ta oznacza dyrektywę, zgodnie z którą strony mają prawo do walki o korzystne dla siebie rozstrzygnięcie. Ponadto należyte znaczenie zostanie nadane dominującej w polskim systemie zasadzie prawdy materialnej (obiektywnej).

Ustawodawca tak uzasadnia tę nowelizację: "W szczególności, ten nowy sposób procedowania zwalnia sąd od »poszukiwania« dowodów winy oskarżonego w sytuacji, gdy oskarżyciel nie kwapi się, by ich dostarczyć. Z drugiej jednak strony sąd w mniejszym niż dotąd stopniu pełnił będzie rolę »gwaranta« wobec oskarżonego, którego - jako stronę procesową - obciążał będzie w większym niż dotąd stopniu ciężar dowodu w znaczeniu materialnym".

Spór stron ułatwia zachowanie obiektywizmu sądowi. Sędzia nieangażujący się w spór po żadnej ze stron będzie mógł w swojej psychice zachować stosowny dystans do rozpoznawanej sprawy, co nie jest możliwe w obecnym modelu. Oto bowiem sędzia widząc pasywnego i nieznającego akt prokuratora, siłą rzeczy staje po jego stronie, przejmując rolę oskarżyciela (przeprowadzanie dowodów, zadawanie pytań etc.). Również sytuacja odwrotna jest możliwa, gdy sędzia zamienia się rolami z obrońcą czy z oskarżonym, gdy ten nie bierze aktywnego udziału w procesie.

Bezstronność sądu staje się wówczas iluzją. Z kolei starania sędziego o jej zachowanie, poprzez dbanie o stosowny - arbitralny - dystans do rozpoznawanej sprawy, napotykają na mur w postaci bezdusznych przepisów nakładających na przewodniczącego rozprawy obowiązki dopuszczenia i sprowadzenia dowodów niezbędnych do ustalenia istotnych okoliczności sprawy z urzędu (art. 352 k.p.k. i art. 167 k.p.k.), a także zmuszających sąd do aktywnego udziału w przeprowadzaniu dowodów, tak aby wyjaśnione zostały wszelkie okoliczności sprawy (art. 366 par. 1 k.p.k.). A wszystko to w świetle zasady wyniesionej na piedestał, zgodnie z którą tylko sąd może dotrzeć do prawdy materialnej, obiektywnej, która - co więcej - może być osiągnięta i poznana w całości. Jeśliby zaś sam sędzia wątpi w dogmat o swojej nieomylności, to skutecznie wybije mu to z głowy adwokat lub prokurator podnoszący w apelacji zarzut naruszenia przepisów art. 366 par. 1 k.p.k. lub art. 167 k.p.k., zarzucając np. nieprzesłuchanie istotnego świadka, który mógłby wiele wnieść na okoliczność niewinności klienta. Dlaczego sam adwokat go nie zgłosił? A dlaczego miał go zgłaszać, skoro po pierwsze jest apelacja, w której można wskazywać na przemilczane w I instancji dowody, a po drugie to sędziemu ustawodawca przydał przywilej nieomylności i obowiązek dotarcia do prawdy obiektywnej. Tak więc adwokat, jako podmiot omylny, może o czymś zapomnieć, czegoś nie dopilnować. Wszak bowiem to sędziemu wyrok zostanie uchylony. W takim ujęciu trudno mówić w ogóle o istnieniu w praktyce zasady rozkładu ciężaru dowodu czy kontradyktoryjności. Nie mają one bowiem istotnego znaczenia. Występują raczej jako tzw. listek figowy dominującej nad całym procesem zasady prawdy materialnej. Można więc śmiało stwierdzić, iż polskie postępowanie karne zmierza zaś nie tyle do rozstrzygnięcia powstałego sporu, ile do wykrycia prawdy.

Jeśli zaś ktoś śmiałby wątpić w nadprzyrodzone zdolności sędziego do poznania prawdy, niechybnie natrafi na karzącą uwagę sowieckiego prof. Strogowicza, który w 1952 r. przestrzegał, że "zaprzeczenie możliwości poznania prawdy, w szczególności przez sędziego w sprawach karnych, opiera się na idealistycznej kantowskiej gnoseologii i nie da się zupełnie pogodzić z marksistowsko-leninowską teorią poznania. Trafnie akademik A.J. Wyszyński nazwał zwolenników teorii niepoznawalności prawdy materialnej przez sąd »klechami prawniczymi i doktrynerami«" (A. Strogowicz, Proces karny, Warszawa 1952, s. 136). W myśl powyższych tez prawda materialna jako nadrzędna zasada procesowa oznaczała pełną zgodność ustaleń rozpoznawanej sprawy z obiektywnymi faktami rzeczywistości, a wyłącznymi jej depozytariuszami i koryfeuszami czyniła prokuratora w śledztwie i sędziego na rozprawie. Stan taki, narzucony Polsce w powojennych latach stalinizacji i komunizacji życia politycznego, przetrwał w praktyce do dziś. Sędziemu można skutecznie w apelacji zarzucić nienależyte poszukiwanie prawdy (naruszenie art. 167 lub 366 k.p.k.) poprzez nieprzeprowadzenie określonego dowodu, pomimo że strona o istnieniu tego dowodu wiedziała i sama go nie zgłosiła. Wskutek tego nawet wyrok wydany po wieloletnim postępowaniu ulega niejednokrotnie uchyleniu. To jest też problem wadliwości obecnego modelu środków odwoławczych, które w większym stopniu powinny być reformatoryjne, dając sądowi odwoławczemu szersze możliwości naprawienia uchybień, a nie nakazywania prowadzenia sprawy od nowa w I instancji. Projekt zmian kodeksu postępowania karnego wychodzi naprzeciw tym potrzebom praktyki.

W kwestii prawdy materialnej, w jego uzasadnieniu czytamy, że: "Proponowana modelowa zmiana każe w pierwszym rzędzie rozważyć, czy nie stoi jej na przeszkodzie zasada prawdy materialnej. Może się bowiem wydawać, że sąd - który zdany jest na dowody prezentowane przez strony - orzekać niekiedy będzie w sytuacji braku przekonania co do tego, czy obraz zdarzeń ujawniający się na tle tych dowodów, odpowiada prawdzie. Obawy te nie są jednak zasadne. Po pierwsze, zdaniem Komisji Kodyfikacyjnej, nie ulega wątpliwości, że właśnie w pełni kontradyktoryjne przeprowadzanie dowodów przed bezstronnym sądem stwarza najlepsze warunki wyjaśnienia prawdy, albowiem zmusza strony procesowe do podjęcia wysiłku zmierzającego do przekonania sądu o swoich racjach. Jednocześnie komisja pozostaje w przekonaniu, że osiąganiu prawdy materialnej, jako warunku realizacji zasady trafnej represji, nie sprzyja model obecny, albowiem przy braku jakiejkolwiek aktywności ze strony oskarżyciela publicznego, zmusza sąd do poszukiwania dowodów umożliwiających wydanie wyroku skazującego. Jeśli podczas rozprawy pojawiają się w praktyce elementy sporu, to jest on zazwyczaj prowadzony pomiędzy obroną a sądem, co nie tylko jest mało efektywne, ale też nie buduje wizerunku sądu jako organu niezawisłego i bezstronnego, który w demokratycznym państwie prawnym ma być gwarantem poszanowania praw i wolności".

Podjęta została również próba rozwiązania problemów dotyczących modelu środków odwoławczych, gdyż sąd odwoławczy będzie miał szersze możliwości reformatoryjnego orzekania i samodzielnego naprawienia uchybień niższej instancji bez uchylania wyroku i przekazywania sprawy do ponownego rozpoznania. Jak wynika z projektu, zmianie ulega filozofia całego procesu. Wreszcie przyznaje się otwarcie, że najlepszą metodą poznania rzeczywistości jest dialektyczne badanie zjawisk. Bowiem nawet najbardziej sumienne dociekanie prawdy tylko przez organ procesowy, bez udziału stron, nie przyniesie nigdy takich wyników, jak rozpatrywanie sprawy z kilku perspektyw przedstawianych przez strony o przeciwstawnych interesach. Dopiero ich jednostronne spojrzenia na analizowaną kwestię razem wzięte, rzucają na nią pełne światło i najlepiej przyczyniają się do poznania prawdy w procesie. Cel ten w procesie karnym powinien być zestawiony na równi z wygaszeniem powstałego sporu. Między oskarżeniem, obroną a sądem zachodzić powinny takie relacje jak między tezą, antytezą i syntezą.

@RY1@i02/2012/207/i02.2012.207.07000070c.802.jpg@RY2@

dr Marcin Warchoł, Instytut Prawa Karnego Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego

dr Marcin Warchoł

Instytut Prawa Karnego Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.