Konfiskata biznesów przestępczych w nowej odsłonie
Spółki poniosą surową odpowiedzialność nie tylko za umyślne zaniedbania i nieprawidłowości, lecz także za prowadzenie biznesu bez wymaganej ostrożności
Nowe przepisy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych znacząco rozszerzą możliwości wyciągania surowych konsekwencji wobec firm, w których dochodzi do popełnienia przestępstwa. Dotyczy to zwłaszcza spółek krzaków stworzonych specjalnie na potrzeby bezprawnych procederów, np. służących ukrywaniu pieniędzy z nielegalnego obrotu paliwem oraz wprowadzania ich do legalnego obiegu. Jeśli wartość korzyści majątkowej osiągniętej przez taki podmiot przekroczy 1 mln zł, wówczas sąd na wniosek prokuratora, a w trakcie procesu - także z urzędu, będzie miał zielone światło, aby orzec konfiskatę jego składników lub praw majątkowych (w całości lub części). Chyba że wspólnicy czy inne osoby uprawnione do występowania w imieniu spółki wykażą, że ich firma była prawidłowo zorganizowana i nadzorowana. Innymi słowy, nie mieli żadnego wpływu na to, że doszło do przestępstwa. Orzeczenie przepadku przez sąd nie będzie jednak obligatoryjne. A przede wszystkim do konfiskaty nie dojdzie w sytuacji, kiedy byłaby ona nieproporcjonalnie dolegliwa dla udziałowców.
Ryzyko nacjonalizacji
O ile eksperci raczej nie mają wątpliwości, że jest to dobry pomysł na eliminowanie z rynku spółek przeznaczonych głównie do popełnienia przestępstwa, o tyle już więcej zastrzeżeń budzi dopuszczenie możliwości likwidacji albo rozwiązania podmiotów gospodarczych za przewinienia menedżerów. Wdrożenie takiego czarnego scenariusza ma być ostatecznością. Po pierwsze, musi chodzić o biznes, który "w całości lub w znacznej części" został wykorzystany do bezprawnych działań i to takich, za które sprawca może pójść do więzienia na co najmniej pięć lat. Po drugie, sąd, decydując o likwidacji albo rozwiązaniu spółki, musi dojść do wniosku, że nawet najsurowsza kara finansowa przewidziana w ustawie (30 mln zł) nie sprawi, że firma wróci na legalną ścieżkę i naprawi swoje wady w nadzorze czy organizacji. Gdyby w końcu zadecydował o takiej karze, to jednocześnie musiałby nakazać przeniesienie własności składników lub praw majątkowych podmiotu na Skarb Państwa (chyba że trzeba je zwrócić pokrzywdzonemu).
Mimo że perspektywa likwidacji albo rozwiązania spółki jest obwarowana kilkoma warunkami, to niektórzy eksperci i tak dostrzegają w tej opcji ryzyko nacjonalizacji. - To nie do przyjęcia. Inwestorzy nie mogą odpowiadać swoim majątkiem za nadużycia menedżerów - mówi dr Łukasz Bernatowicz, ekspert Business Centre Club. - Trzeba odróżnić wspólników, którzy zakładając spółkę, wchodzą do zarządu i popełniają przestępstwo, od ludzi, którzy zakładając spółki, powierzają zarząd profesjonalistom. W tym drugim przypadku nie jest do pomyślenia, aby tracili włożone w biznes środki - dodaje.
Zgodnie z nową ustawą prokuratura będzie mogła postawić spółce zarzuty, podobnie jak ma to miejsce w przypadku indywidualnych sprawców. Kluczowym warunkiem odpowiedzialności takiego podmiotu jest dopatrzenie się nieprawidłowości w jego nadzorze i organizacji bądź wyborze pracowników. Szczególnie obciążający dla takiej firmy będzie brak odpowiednich procedur wewnętrznych i zasad zarządzania ryzykiem oraz wskazania organu odpowiedzialnego za nadzorowanie przestrzegania prawa.
Zgodnie z obowiązującą ustawą (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 703) to śledczy muszą udowodnić, że spółka bagatelizowała bądź naruszała przepisy. Po zmianach będzie odwrotnie: to władze firmy staną przed koniecznością wykazania, że zrobiły, co mogły, aby zapobiec nielegalnym działaniom. - Jeśli wspólnicy kontrolują spółkę osobiście, a zarząd jest fasadowy i służy tylko temu, aby ściągnąć z nich odpowiedzialność, to powinni ponieść konsekwencje za niezachowanie należytej staranności - tłumaczy adwokat Zbigniew Krüger. Co innego w sytuacji spółek z licznym gronem udziałowców czy akcjonariuszy. - Nie można wspólnikowi czynić zarzutu z tego, że zachowuje się biernie, zwłaszcza gdy mamy do czynienia z dużą spółką. Nie ma on bowiem obowiązku korzystania ze swoich uprawnień kontrolnych - podkreśla mec. Krüger. Jak wynika z art. 212 k.s.h., wspólnik może przeglądać księgi i dokumenty firmy, sporządzać bilans dla własnego użytku lub żądać wyjaśnień od zarządu. Ten może zresztą odmówić, jeśli ma podstawy, aby sądzić, że udziałowiec może działać na szkodę spółki. - Udziałowcy nie powinni ponosić konsekwencji majątkowych, kiedy winę ponoszą członkowie zarządu - kwituje Zbigniew Krüger.
- Obecnie zdecydowana większość spółek z o.o. nie ma rad nadzorczych, bo nie musi. Raz w roku zwołuje się zgromadzenie wspólników i udziela ono absolutorium zarządowi albo nie. Jeśli dwa miesiące później, mimo udzielenia absolutorium, jego członek popełni przestępstwo, to na czym polega błąd w nadzorze? - pyta retorycznie dr Bernatowicz.
Nagroda za współpracę
Nowością, która pojawi się w ustawie, będzie możliwość zgłoszenia chęci współpracy z organami ścigania, dobrowolnego poddania się odpowiedzialności przez spółkę w sytuacji, kiedy jej zaniedbania czy błędy są ewidentne. Warunkiem łagodniejszego potraktowania przez sąd będzie przede wszystkim zapłata równowartości wyrządzonej szkody oraz przekazanie śledczym informacji ważnych dla ukarania menedżerów winnych przestępstwa. - Podobne rozwiązanie istnieje już w kodeksie karnym skarbowym i się sprawdza. Z punktu widzenia podmiotu zbiorowego, który wie, że musi ponieść konsekwencje popełnienia przestępstwa przez byłych członków zarządu, daje to możliwość uniknięcia 30-milionowej kary - wyjaśnia mec. Krüger.
@RY1@i02/2018/103/i02.2018.103.18300040c.801(c).jpg@RY2@
Spółki pod pręgierzem
Emilia Świętochowska
Etap legislacyjny
Projekt przed skierowaniem do konsultacji.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu