Czy prywatność w sieci nadal istnieje?
Definicja prywatności jest bardzo płynna. Przez lata zmieniły się sposoby ustalania granic pomiędzy tym, co osobiste, a sferą, do której dopuszczamy innych
Dzisiejsze postrzeganie prywatności zdominowała definicja zaproponowana w 1980 r. przez dwóch prawników z Bostonu – Samuela Warrena i Louisa Brandeisa – w brzmieniu „prawo do pozostawienia w spokoju” lub „do pozostawienia samemu sobie”. Do poruszenia kwestii prywatności przyczyniło się wówczas coraz częstsze zamieszczenie w mediach zdjęć osób, których wizerunek nie był wcześniej powszechnie znany. Dyskusja, która się rozpoczęła, postawiła prawo do prywatności w opozycji do wolności mediów i prawa do informacji.
Trzeba przyznać, że ten sposób myślenia przetrwał do dziś. Stanowi on podstawę do wysuwania dość popularnych wśród przedstawicieli branży BigTech (czyli wielkich firm informatycznych, takich jak np. Google, Facebook, Apple) oraz administracji państwowej (w tym szczególnie osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo) opinii, że osoby przestrzegające zasady współżycia społecznego nie mają powodów do chronienia swojej prywatności. „Skoro obawiasz się, że ktoś dowie się, co robisz, to może najpierw zastanów się, czy to, co robisz, jest dobre” – miał powiedzieć Eric Schmidt, CEO Google w latach 2001–2011. Ten sposób myślenia spowodował, że bardzo długo prawo do prywatności było traktowane jako chęć kamuflowania działań nieakceptowalnych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.