Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo internetu i ochrony danych

Trybunał bliżej obywateli niż służb specjalnych

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Nasze billingi nie będą już na wyciągnięcie ręki funkcjonariuszy

Koniec przetrzymywania w nieskończoność billingów, niejasnych zasad prowadzenia czynności operacyjnych przez służby państwa i pozyskiwania przez nie danych.

Tak wynika z wczorajszego wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który uznał za niekonstytucyjne wiele przepisów dotyczących inwigilacji. Koniec nie nastąpi jednak natychmiast. Sędziowie odroczyli utratę mocy obowiązującej tych przepisów o maksymalny okres 18 miesięcy.

Zakończona wczoraj sprawa trwała od 1 kwietnia (3 kwietnia została odroczona). Wtedy to TK pochylił się nad siedmioma połączonymi wnioskami rzecznika praw obywatelskich i prokuratora generalnego. Postawili oni kilkadziesiąt zarzutów ustawom policyjnym, które uprawniają dziesięć służb do sięgania po dane obywateli: billingi, SMS-y, dane o lokalizacji telefonu czy komputera.

TK wyjaśnił, że niedopuszczalne jest domniemywanie kompetencji władz przy ingerowaniu w wolność obywateli.

- Konstytucyjną ochroną objęte są wszelkie sposoby przekazywania wiadomości: rozmowa, pisma, poczta e-mailowa, portale internetowe. Ochrona obejmuje treść, jak i okoliczności procesu porozumiewania się, a zatem: numer telefonu, nr IP komputera, dane przeglądanych stron, czas połączeń czy lokalizację geograficzną komórki. Ochrona obejmuje też niejawne monitorowanie jednostek, nawet jeśli znajdują się w miejscach ogólnie dostępnych. I nieważne, czy są w sytuacji prywatnej, czy zawodowej - wyjaśnił sędzia sprawozdawca Marek Zubik. Podsumowując: prawo do prywatności rozciąga się na cały proces gromadzenia, przetwarzania oraz porównywania danych. Dlatego też zasadnicza część zaskarżonych przepisów nie przeszła testu konstytucyjności. - Państwo musi mieć jednak możliwość zwalczania zagrożeń w celu zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom, a zatem powierzenie określonych uprawnień służbom do pozyskiwania informacji nie może ignorować znaczenia nowych technologii - mówił dalej Zubik. Problem jednak w tym, że wszystko musi odbywać się na jasnych zasadach, a nie na domniemywaniu kompetencji.

- Z prawa mają więc wynikać okoliczności i warunki, w których władza publiczna jest uprawniona do pozyskiwania informacji - podkreślił Zubik. TK wypunktował, jakie wymagania powinny spełnić przepisy uprawniające do niejawnego pozyskiwania informacji o obywatelach. I tak gromadzenie danych jest możliwe jedynie na podstawie wyraźnego i precyzyjnego przepisu ustawy. Powinny być jasno określone przesłanki zastosowania czynności operacyjnych przez służby. Ustawa musi wskazać rodzaje przestępstw, przy których uzasadnione jest pozyskiwanie danych, a także wymieniać kategorie podmiotów, wobec których służby mogą podejmować czynności i środki, za pomocą których mogą pozyskiwać materiały. Trzeba też określić maksymalny czas prowadzenia czynności przez funkcjonariuszy. W końcu konieczne jest wskazanie zasad niszczenia danych zbędnych i niedopuszczalnych oraz stworzenie niezależnej kontroli nad działaniami służb w zakresie niejawnego pozyskiwania danych, dostępu do informacji i ich przechowywania.

- Konieczność wprowadzenia takiej kontroli jest dla Sejmu oczywista - mówi poseł Witold Pahl (PO), który reprezentował Sejm przed TK. Dodaje, że projekt zmian przepisów powinien w końcu tego roku trafić do Sejmu.

Wpływ na orzeczenie TK miał wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 8 kwietnia 2014 r. (sygn. akt C-293/12 i C-594/12). Orzekł o nieważności dyrektywy retencyjnej, gdyż naruszała prawo do prywatności i ochrony danych osobowych.

Ewa Maria Radlińska

ewa.radlinska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.