Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo handlowe i gospodarcze

Koniec spreadów odtrąbiony

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 15 minut

BANKI stracą możliwość narzucania klientom kursu waluty, w której denominowany jest kredyt. Nic nowego? Już teraz można spłacać raty ze środków pochodzących z innych źródeł, ale to i tak kosztuje. Zmienia to nowelizacja prawa bankowego

Sejm uchwalił zmiany w prawie bankowym i ustawie o kredycie konsumenckim, które zagwarantują kredytobiorcom spłacanie zobowiązań w walucie kredytu bez dodatkowych kosztów. Jeśli Senat przyjmie nowelę na posiedzeniu 3 - 6 sierpnia, a prezydent szybko ją podpisze, zmiany mogą zacząć obowiązywać nawet przed wrześniem.

Spread jest rodzajem prowizji, którą bank pobiera przy wymianie waluty. I jest niekontrolowany. Łatwo go przeoczyć przy wyliczaniu domniemanej wysokości rat, bo oczywiście nie jest stały. Kredytobiorcy, którzy zaciągnęli zobowiązanie zwłaszcza we frankach szwajcarskich - choć reguła dotyczy równie dobrze euro czy innych walut - koncentrują uwagę na zmianach kursów waluty, zwłaszcza że od czasu pierwszej fali kryzysu finansowego są one niestabilne (z silną tendencją zwyżkową, co szczególnie wyraźnie widać od mniej więcej pół roku). Śledząc te zmiany, zapominają o dodatkowych kosztach, jakie ponoszą na narzuconej przez bank wartości waluty kredytu, a ściślej - na różnicy między kursem rynkowym (i oficjalnym, ogłaszanym przez Narodowy Bank Polski) a ceną jednostki waluty w banku, w którym mają kredyt. Przy racie w wysokości 700 franków miesięcznie w banku, w którym spread wynosi w danym dniu 16 gr, kwota do spłaty jest powiększona o 112 zł, natomiast w banku, w którym spread wynosi 41 gr o 287 zł - wyliczyli wnioskodawcy nowelizacji.

Ciekawe, że te banki, które zdecydowały się nie udzielać w ogóle kredytów we frankach szwajcarskich, stosują generalnie o wiele niższe spready na tej walucie niż te, które takich kredytów udzielają. Przykład City Handlowego z 3-proc. spreadem wobec przeciętnej rynkowej na poziomie 6,9 proc. jest wymowny.

Nie jest też tak, by banki próbowały odciążać kredytobiorców w czasie szczególnej zwyżki kursu rynkowego franka. Spready w tych momentach mogą nawet (choć minimalnie) rosnąć, jak to było w lipcu, mimo obawy o jakość portfela kredytowego - możliwe, że część klientów przestanie spłacać raty, kiedy przekroczą ich możliwości (nie tylko finansowe, bo spread nie zwiększa kosztów dramatycznie, ale może przede wszystkim rodzaj bariery psychologicznej, po której kredytobiorca czuje się złapany w pułapkę kredytową).

Najważniejsza zmiana kryje się w zapisie dodanego ust. 3 w art. 69 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. - Prawo bankowe (Dz.U. z 2002 r. nr 72, poz. 665 z późn. zm.): "W przypadku umowy o kredyt denominowany lub indeksowany do waluty innej niż waluta polska, kredytobiorca może dokonywać spłaty rat kapitałowo-odsetkowych oraz dokonać przedterminowej spłaty pełnej lub częściowej kwoty kredytu bezpośrednio w tej walucie. W tym przypadku w umowie o kredyt określa się także zasady otwarcia i prowadzenia rachunku służącego do gromadzenia środków przeznaczonych na spłatę kredytu oraz zasady dokonywania spłaty za pośrednictwem tego rachunku".

Taką zmianę sytuacji kredytobiorców w pewnym stopniu zapewniło już wcześniej stanowisko KNF. Rekomendacja z 17 grudnia 2008 r. stanowi m.in., że na wniosek kredytobiorcy bank musi umożliwić spłatę bezpośrednio w walucie indeksacyjnej. Jednak zmiana taka odbywa się na zasadzie aneksu do umowy, co daje bankom kolejne możliwości. Jak podkreślają wnioskodawcy projektu nowelizacji, banki standardowo nie zamieszczają w umowach informacji o możliwości spłaty w walucie indeksacyjnej, a za aneksy pobierają opłaty. Na tyle wysokie, by zniechęcić część klientów do takiej operacji. Według UOKiK we wrześniu 2009 r. sporządzenie aneksu kosztowało od rekordowo niskiej kwoty 50 zł do 500 zł (lub 0,75 proc. kwoty pozostałej do spłaty, z ograniczeniem najniższej opłaty do 100 zł). Przy czym w większości banków koszty były wyższe niż przy aneksowaniu umów z innych powodów.

Na temat spreadów i pobierania opłat za spłatę ze środków innych niż od kredytodawcy wypowiedziała się Rada Legislacyjna - organ doradczy przy premierze. Czytamy m.in.: "Banki w praktyce zablokowały możliwość samodzielnego pozyskiwania waluty na spłatę kredytów przez wprowadzenie wygórowanych, w żaden sposób nieuzasadnionych ekonomicznie opłat. (...) Okazuje się bowiem, że takie same pieniądze pochodzące ze źródła niezależnego od kredytodawcy są obłożone swoistą anatemą, wiążącą się z koniecznością uiszczania opłat w porównaniu z pieniędzmi nabytymi od kredytodawcy". I oceniła nowelizację: "(...) regulacja wychodzi naprzeciw nakazowi ustanowionemu w art. 76 konstytucji, zarazem realizując normę jej art. 20, albowiem zmierza ku odpowiedniemu wyważeniu interesów stron stosunków kredytowych. W ich naturze nie leży konieczność nabywania waluty obcej dla celów spłaty kredytu u samego kredytodawcy. Dotychczasowa praktyka stoi w sprzeczności z fundamentalną w istocie funkcją płatniczą pieniądza, to znaczy jego uniwersalną mocą umarzania zobowiązań w pieniądzu wyrażonych".

Rekomendacja Komisji Nadzoru Finansowego, na podstawie której zdecydowanie zmniejszyła się zdolność kredytowa starających się o pożyczkę w walutach obcych, wydatnie ograniczyła liczbę nowych kredytów denominowanych i indeksowanych we franku. Pozostał problem tych zaciągniętych głównie w latach 2006 - 2008. Różne źródła podają, że jest ich nadal w portfelach banków od 700 tys. do 1 mln. Z jednej więc strony mamy do czynienia z ważnymi umowami, z drugiej zaś - jak argumentują wnioskodawcy zmian w prawie - z nierównością podmiotów wobec zasady nieuprzywilejowania jednej ze stron umowy, tym razem w zależności od czasu zaciągnięcia kredytu. Odpowiedzią jest art. 4 nowelizacji, który mówi: "W przypadku kredytów lub pożyczek pieniężnych zaciągniętych przez kredytobiorcę lub pożyczkobiorcę przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy ma zastosowanie art. 69 ust. 2 pkt 4a oraz art. 75b ustawy, o której mowa w art. 1, w stosunku do tych kredytów lub pożyczek pieniężnych, które nie zostały całkowicie spłacone - do tej części kredytu lub pożyczki, która pozostała do spłacenia. W tym zakresie bank dokonuje bezpłatnie stosownej zmiany umowy kredytowej lub umowy pożyczki".

Czy Polacy zadłużeni we frankach szwajcarskich bądź innych obcych walutach masowo ruszą na bankowe platformy wymiany walut, gdzie będą sami decydować, czy interesuje ich oferowana cena, a nawet do kantorów, by omijać narzucone spready? Wydaje się to mało prawdopodobne, bo mimo narzekania na koszty przeciętny kredytobiorca nadal woli zapłacić tyle, ile wyliczył bank, zamiast samodzielnie podejmować decyzje. Nie było masowego ruchu po rekomendacji KNF. Niektórzy ekonomiści mówią wręcz, że oszczędności na ominięciu spreadów nie są na tyle duże, by się nimi ekscytować. Ważne jednak, że system bankowy stanie się bardziej przejrzysty i po prostu uczciwszy wobec klienta. Banki zresztą deklarują, że nie mają nic przeciwko temu i są już przygotowane, by ułatwiać kredytobiorcom poruszanie się po własnych wirtualnych kantorach.

- W zależności od kursów banku i innych parametrów kredytu miesięczna oszczędność wyniesie kilkanaście do dwudziestu złotych na każde 100 tys. zł kredytu. Ale może okazać się, że będzie to broń obosieczna: banki, które stracą dochody ze sprzedaży walut, będą chciały te pieniądze odzyskać. Możliwa jest więc sytuacja, że wzrosną marże i prowizje kredytowe lub pojawią się inne dodatkowe koszty dla klientów - komentuje Marcin Krasoń z Open Finance.

Karol Dominowski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.