Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo europejskie

Przy rewolucji zmiany w prawie nieuniknione

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 105 minut

Unia dwoi się i troi, by wzmocnić dyscyplinę finansów publicznych. I choć nadal nie wiadomo, jak ostatecznie ma wyglądać umowa w sprawie paktu fiskalnego, polscy prawnicy są przekonani, że bez zmiany konstytucji raczej się nie obejdzie

Do końca stycznia powinny skończyć się prace nad tekstem unijnego paktu fiskalnego. Zakłada on zaostrzenie istniejących rozwązań dotyczacych zadłużenia i deficytu budżetowego państw Unii Europejskiej, m.in. poprzez wprowadzenie automatycznych sankcji dla krajów, które naruszałyby limit deficytu budżetowego i długu publicznego.

Przygotowywanie treści międzynarodowej umowy napotyka na kolejne przeszkody prawne. Przede wszystkim chodzi o wykorzystanie instytucji unijnych - m.in. Komisji Europejskiej i Trybunału Sprawiedliwości - do przestrzegania przez poszczególne kraje tzw. złotej reguły fiskanej.

Tymczasem polscy przeciwnicy unii fiskalnej zwracają uwagę, że decydujac się na ratyfikację międzynarodowej umowy, Polska straci suwerenność. Prawnicy zgodnie jednak podkreślają, że choć pakt niewątpliwie pogłębiłby integrację europejską, to nie ma mowy o utracie niepodległości czy łamaniu przepisów konstytucji.

- Dobrobyt i pokojowa koegzystencja państw jeszcze niedawno prowadzących wojny z demonizowaną na sztandarach suwerennością, powinny być dla wątpiących dzisiaj w Europę dowodem, że dla integracji nie ma alternatywy. Państwa nie są tylko Panami integracji, ale przede wszystkim jej sługami twierdzi dr Tomasz Koncewicz, specjalista od prawa europejskiego.

Eksperci przypominają, że Konstytucja RP będzie wymagać zmiany w obecności co najmniej 2/3 ustawowego składu Sejmu, jeżeli wynegocjowana umowa będzie zawierała wymóg wpisania do niej złotej reguły fiansnowej.

@RY1@i02/2012/007/i02.2012.007.070000600.804.jpg@RY2@

Tomasz Jodłowski

prof. Marek Chmaj, Kancelaria Radcowska Chmaj i Wspólnicy

Prace nad treścią paktu fiskalnego są obecnie na etapie uzgadniania brzmienia projektu, co nie pozwala w sposób stanowczy komentować jego zgodności z polskim prawem. Wstępne założenia paktu, o których głośno w mediach, nie są dla Polski tak ostrym i kontrowersyjnym w sensie prawnym narzędziem dyscypliny, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Unia fiskalna to nic nowego, a w kontekście polskiego prawa ograniczenie nadmiernego zadłużenia wydaje się celem realizującym dotychczas obowiązującą dyscyplinę finansów publicznych.

O pakcie fiskalnym mówi się, że jest porozumieniem międzyrządowym, natomiast trzeba pamiętać, że wprowadzenie planowanych regulacji w formie umowy międzyrządowej byłoby niewystarczające, a zatem bezcelowe. Obecnie procedura reagowania na nadmierny deficyt jest określona w art. 126 traktatu o funkcjonowaniu UE (traktacie lizbońskim), zatem wprowadzenie zakładanych rozwiązań siłą rzeczy będzie stanowiło zmianę prawa pierwotnego. Przyjęcie nowych rozwiązań w trybie umowy międzyrządowej miałoby jedynie znaczenie polityczne, w pełni wiążące zaś uregulowania będą musiały przybrać formę umowy międzynarodowej.

Tryb przyjęcia umowy międzynarodowej (zmieniającej traktat) przez Polskę zależy od jej szczegółowej treści. Jeżeli treść postanowień paktu wkraczałaby w obecne kompetencje polskich organów władzy państwowej, ratyfikacja umowy powinna nastąpić za zgodą wyrażoną w ustawie uchwalonej przez Sejm większością 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz przez Senat większością 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów. Wyrażenie zgody na ratyfikację takiej umowy może być również uchwalone w referendum ogólnokrajowym. Uchwałę w sprawie wyboru trybu wyrażenia zgody na ratyfikację podejmuje Sejm bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Należy pamiętać, że umowa międzynarodowa ratyfikowana za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie ma pierwszeństwo przed ustawą, jeżeli ustawy tej nie da się pogodzić z umową. W tym kontekście, warto zwrócić uwagę na bezprzedmiotowość dokonywania oceny paktu z punktu widzenia jego zgodności z polskimi ustawami.

W systemie prawa polskiego istnieją obecnie instrumenty, które hamują rozrzutność w zakresie dysponowania publicznymi środkami finansowymi. Sztywne ramy dyscypliny finansów publicznych gwarantuje konstytucja, przenosząc uprawnienia do szczegółowego uregulowania na poziom ustawowy. Całokształt tych unormowań stanowi sprawdzony, spójny i synergiczny mechanizm. Naruszenie polskich, konstytucyjnych lub ustawowych regulacji w zakresie dyscypliny finansów publicznych oznacza odpowiedzialność konstytucyjną organów władzy publicznej przed Trybunałem Stanu. Zatem tego rodzaju hamulec już od dawna dyscyplinuje polskie władze publiczne w dysponowaniu środkami finansowymi. Dodatkowy mechanizm nie zaszkodzi, ale też znacząco nie wpłynie na poprawę nastrojów gospodarczych w Polsce. Zautomatyzowanie unijnego instrumentu dyscypliny oznacza większą skuteczność rozwiązań ochronnych. Z pewnością utrudni on polityczną możliwość uniknięcia kary za niedochowanie przyjętych na siebie zasad. Wprowadzenie złotej reguły fiskalnej do polskiej ustawy zasadniczej wymagałoby moim zdaniem dokonania zmiany konstytucji, a więc przeprowadzenia szczególnej procedury uchwalenia ustawy zmieniającej. Do przedłożenia projektu ustawy o zmianie Konstytucji uprawnieni są: prezydent Rzeczypospolitej, co najmniej 1/5 ustawowej liczby posłów lub Senat. Ustawę o zmianie konstytucji uchwala Sejm większością co najmniej 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz Senat bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów. Zmiana konstytucji następuje w drodze ustawy uchwalonej w jednakowym brzmieniu przez Sejm i następnie w terminie nie dłuższym niż 60 dni przez Senat.

Dyscyplina każdemu jest potrzebna, w świetle kryzysu potrzebna jest również państwom dla wspólnego ratowania gospodarki europejskiej. Podjęte kroki powinny przyczynić się do osiągnięcia antykryzysowych celów. Dotychczasowy system dyscyplinowania krajowych finansów w państwach członkowskich UE zawiódł i nie uchronił strefy euro przed rozprzestrzenieniem się kryzysu nawet na duże gospodarki państw Unii. Pozytywnie należy ocenić reakcję państw europejskich jako stróżów dobrobytu i dorobku Europy, jednak nie można w tej kwestii popadać w nadmierny optymizm.

Unia Europejska jako organizm znajduje się obecnie w stanie podgorączkowym. Lekarze właściwie rozpoznali chorobę, ale zastosowane medykamenty to jedynie kosmetyczna zmiana w stosunku do dotychczas stosowanych. Dyskutowane propozycje nie rozwiązują najważniejszych problemów. Podkreślić należy, że zasady nadzoru nad finansami publicznymi państw strefy euro zostały już określone w pakcie stabilności i wzrostu. Proponowana zmiana uzupełnia jedynie niedostatki jego konstrukcji, wagę tych rozwiązań można oceniać z punktu widzenia efektywności, a nie legalności, bowiem ta została oceniona już w czasie wprowadzenia paktu stabilności i wzrostu. Skuteczność terapii uzależniona będzie od efektywnego i konsekwentnego stosowania nowych środków przez instytucje europejskie i od dyscypliny samego pacjenta. Na styczeń - luty 2012 roku zapowiedziano kolejny, nieformalny szczyt UE, którego przedmiotem ma być m.in. ocena stanu wdrażania decyzji podjętych na posiedzeniu Rady Europejskiej 8 - 9 grudnia 2011 r.

Współpraca Katarzyna Wróblewska

Wprowadzenie złotej reguły fiskalnej do polskiej ustawy zasadniczej wymagałoby dokonania zmiany konstytucji

@RY1@i02/2012/007/i02.2012.007.070000600.805.jpg@RY2@

Materiały Prasowe

prof. Jerzy Stępień, prezes Trybunału Konstytucyjnego w latach 2006 - 2008, obecnie wykładowca na Uczelni Łazarskiego

Trudno przewidzieć dzisiaj, dokąd zmierza Unia Europejska. Warto sobie także uzmysłowić, że kiedy posługujemy się takimi pojęciami, jak federacja czy konfederacja, mamy na myśli organizmy państwowe istniejące - opisane i podsumowane teoretyczną refleksją. Ale nie możemy przecież zakładać, że Unia zmierza w kierunku jakiejś już istniejącej, znanej i opisanej formy organizacyjnej. Sam fakt, że do dzisiaj obowiązują wszystkie traktaty będące podstawą kolejnych unijnych wcieleń, poczynając od Wspólnoty Węgla i Stali, że żaden następny nie uchylił w pełni poprzedniego, a co najwyżej w niewielkim stopniu go modyfikował - najlepiej świadczy, że państwa tworzące Unię ciągle poszukują optymalnego układu wzajemnych relacji. Ponadto to, co śledzimy na co dzień i od święta w ramach jednoczącej się Europy, nie zmierza do z góry założonego celu. Podobno Valéry Giscard dEstaing, który przewodniczył pracom konwentu przygotowującego konstytucję dla Europy, pojechał po zakończeniu prac do Akwizgranu, by przymierzyć się do tronu Karola Młota. Nie sądzę, by w przyszłości taki pomysł raz jeszcze przyszedł komuś do głowy. Ale z drugiej strony nie należy też chyba sądzić, że ostatnie zdystansowanie się Wielkiej Brytanii od pomysłu paktu fiskalnego było już pierwszym krokiem materializacji idei Stanów Zjednoczonych Europy, którą w 1946 r. ogłosił Winston Churchill - nie widząc jednakowoż pośród nich... Wielkiej Brytanii.

Nie byłoby dzisiaj żadnego problemu, gdyby wszystkie państwa członkowskie stosowały się do ustaleń protokołu w sprawie procedury dotyczącej nadmiernego deficytu dołączonego do traktatu z Maastricht, w których mowa o tzw. wartościach odniesienia. Mówi się tam o granicy 3 proc. dla stosunku planowanego lub rzeczywistego deficytu publicznego do produktu krajowego brutto wyrażonego w cenach rynkowych oraz o progu 60 proc. dla stosunku zadłużenia publicznego do produktu krajowego brutto wyrażonego w cenach rynkowych. Jak wiadomo, granice te zostały przekroczone nie tylko przez kraje zbiorczo nazywane wdzięcznym PIGS (Portugal, Italy, Greece, Spain), do czego dopisuje się także ostatnio Irlandię i Wielką Brytanię, ale także przez Francję i Niemcy. My z kolei chełpimy się trzymaniem poziomu długu publicznego w ryzach, ale nie zapominajmy, że pierwsza wartość odniesienia (3 proc.) także i u nas jest ponaddwukrotnie przekroczona, a obiecujemy sobie respektować ją najwcześniej za rok. Protokół w sprawie procedury dotyczącej nadmiernego deficytu wiąże nas w całości, bo przystępując do Unii akceptowaliśmy całe unijne prawo pierwotne. Polska zatem też mogłaby zostać poddana dyscyplinującej procedurze, opisanej drobiazgowo w art. 104c traktatu o Unii Europejskiej, i nieznacznie skorygowanej w tej części przez traktat lizboński. Procedura ta przewiduje szereg kroków podejmowanych przez Komisję, a następnie Radę, aż po możliwość nałożenia na krnąbrne państwo stosownej grzywny. Cóż z tego, skoro w unijnym klubie gentlemanów prawdziwi są w wyraźnej mniejszości i na dobrą sprawę już nie znalazłoby się gremium, które byłoby zdolne kogo trzeba z klubu wyrzucić. Stąd pomysł na wprowadzenie automatyzmu karania w przypadku przekroczenia wartości odniesienia i włączenie do procedury dotyczącej nadmiernego deficytu Trybunału Sprawiedliwości, czyli unijnego sądu. Obydwa te elementy (automatyzm i TS) to nowość nieznana dotychczasowym traktatom, a zatem trzeba by je zmienić - oczywiście w stosunku do wszystkich państw, a nie tylko w odniesieniu do państw strefy euro. Z powodu traktatu lizbońskiego jest to raczej niemożliwe, stąd pomysł na traktat międzynarodowy, wiążący tylko tych członków, którzy chcą założyć nowy klub.

I w tym miejscu pojawia się nasz problem konstytucyjnym - czy tego rodzaju traktat wewnątrzunijny powinien być ratyfikowany w Polsce zwykłą większością czy też kwalifikowaną.

Odpowiedź nie jest prosta, a nawet nie jest możliwa bez znajomości przyszłego traktatu międzynarodowego w sprawie paktu fiskalnego. Wszystko bowiem zależy od wyjaśnienia, czy ta nowa kompetencja organów Unii miałaby zastąpić jakąś istniejąca kompetencję polskiego organu władzy państwowej, czy też nie. Wszystkie organy władzy publicznej (państwowej) zobligowane są do działania na podstawie i w granicach prawa (art. 7 konstytucji). Co to jest prawo, a dokładniej jego źródła, wyjaśniono w rozdziale III. Najogólniej mówiąc, chodzi tu o akty normatywne - także stanowione przez Unię (unijne prawo pochodne). Nie ma natomiast w naszym systemie jakiegoś generalnego domniemania kompetencji organów państwowych. Inaczej ma się rzecz z zadaniami, jakie przed państwem i jego organami stoją, ale co do kompetencji rzecz jest chyba jasna. Kompetencja musi wynikać wprost z jakiegoś przepisu prawa i tylko wówczas, kiedy zidentyfikowana w ramach działania jakiegoś organu władzy państwowej dana kompetencja w jakiejś sprawie miałaby być przeniesiona na organizację międzynarodową lub na jakiś międzynarodowy organ w drodze umowy międzynarodowej. Jeśli zaś w traktacie międzynarodowym miałaby znaleźć się jakaś kompetencja, w jakiejś sprawie, której to kompetencji wcześniej w systemie prawa krajowego w ogóle nie było, to taki traktat międzynarodowy, jako niezabierający organowi naszej władzy państwowej żadnej kompetencji, nie musiałby być ratyfikowany za zgodą wyrażoną w ustawie uchwalaną większością kwalifikowaną, określoną w art. 90 ust. 2 konstytucji (Sejm i Senat większością 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby członków danej izby). Przy czym to przekazanie musiałoby pozbawiać państwo polskie tej właśnie kompetencji niejako na wyłączność, niwecząc tym samym aktywność wewnętrzną organów państwowych, objętą dotychczas tą właśnie kompetencją. Gdyby takie zawłaszczenie kompetencyjne na rzecz organów Unii czy innej organizacji międzynarodowej miało realnie nastąpić, wówczas w grę musiałaby wchodzić szczególna procedura ratyfikacyjna. Jeśli natomiast tego rodzaju oddanie kompetencji nie miałoby miejsca, wówczas wytaczanie działa ratyfikacji większością kwalifikowaną byłoby bezpodstawne.

Warto także odnotować, że w pierwotnym, uchwalonym przez Komisję Konstytucyjną Zgromadzenia Narodowego projekcie konstytucji noszącym datę 19 czerwca 1996 r. mowa była "o przekazaniu wykonywania niektórych uprawnień", a sam przepis dotyczący tej kwestii miał znaleźć się w rozdziale I o tytule "Rzeczpospolita". Ostatecznie stało się nieco inaczej, a możliwość przeniesienia kompetencji obwarowano wymogiem ostrzejszym niż przewidziany dla zmiany konstytucji w ogóle. W tym ostatnim przypadku w odniesieniu do Senatu mowa jest o bezwzględnej większości, a nie o większości 2/3 senatorów. Być może jest to po prostu niekonsekwencja samej konstytucji, którą ostatecznie łatwiej zmienić, niż na jej postawie przekazać jakąś kompetencję organu państwowego na zewnątrz. Ale na razie, póki konstytucja obowiązuje, warto o tej dystynkcji procedury głosowania pamiętać. Sprawia ona, że obydwie te kolubryny wprawdzie niewiele, ale jednak wyraźnie się różnią.

O suwerenności mowa jest tylko w preambule Konstytucji RP w tym znaczeniu, że ją odzyskaliśmy, ale co by ona miała oznaczać tu i teraz, z tekstu konstytucji się wprost nie dowiemy

@RY1@i02/2012/007/i02.2012.007.070000600.806.jpg@RY2@

Materiały Prasowe

dr hab. Tomasz Tadeusz Koncewicz adwokat, doktor habilitowany nauk prawnych w Katedrze Prawa Europejskiego i Komparatystyki Prawniczej na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego. Pracował w gabinecie sędziego brytyjskiego w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu i był referendarzem w Sądzie Pierwszej Instancji Unii Europejskiej w Luksemburgu. Prokurator Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach

Decyzja o integracji jest decyzją o charakterze egzystencjalnym i wpływa na sfery właściwości, które kiedyś były emanacją suwerenności. Nie oznacza jednak utraty suwerenności, ale jej przewartościowanie. Suwerenność zmienia się wraz ze światem, dotąd zdominowanym przez państwa, które zaczynają rozumieć swoje ograniczenia. Państwo kurczy się, ale nie dlatego że UE jest tak zachłanna i stawia sobie za cel jego zniszczenie, ale dlatego że taka jest logika czasów, w których żyjemy, czasów znaczonych globalizacją i rozproszeniem kompetencji państwowej na nowe poziomy.

Suwerenność państwa jest zagrożona, gdy państwo jest pojmowane jako całość hermetyczna, identyfikująca się wyłącznie z własną konstytucją i nieufnie spoglądająca na zewnątrz. Nie można jednak w sposób intelektualnie wiarygodny utrzymywać z jednej strony, że UE przekazujemy kompetencje ingerujące w zasadzie w każdą sferę życia gospodarczego, społecznego, politycznego, a z drugiej nadal twierdzić, że tylko ograniczamy wykonywanie suwerenności. Wobec stopnia wzajemnych zależności pomiędzy państwami a UE dogmatyczny podział na podmioty suwerenne i niesuwerenne czy kompetencje przekazane i nieprzekazane prowadzi na manowce. UE jest czymś więcej niż tylko sumą kompetencji przekazanych indywidualnie przez państwa i odniosła sukces właśnie dlatego, że projekt integracyjny miał zawsze charakter otwarty i był definiowany jako utworzenie "jak najściślejszej unii między narodami Europy", a nie państwa europejskiego.

W UE nowa suwerenność powinna być budowana wokół triady dobra wspólnego - subsydiarności - solidarności. Suwerenność odnajdujemy tam, gdzie działania w celu realizacji dobra wspólnego, zaspokajania potrzeb obywateli i zapewniania im jak najlepszej ochrony mogą być podjęte w sposób najbardziej efektywny. Gdy dopuszczamy konflikt(y) suwerenności ulokowanej w różnych podmiotach, wybór poziomu właściwego do działania jest podyktowany zdolnością osiągnięcia wspólnych celów w sposób najpełniejszy, najsprawniejszy etc. Suwerenność jest wówczas częściowo przekazywana na ten poziom jako najbardziej optymalny. Łączne odczytywanie suwerenności i subsydiarności daje szansę racjonalizacji podziału władzy zarówno po stronie państw, jak i po stronie UE (jej suwerenność ma charakter ograniczony i uzupełniający państwową, jeśli Europa wykaże, że lepiej sobie z czymś radzi). W ten sposób suwerenność staje się koncepcją podkreślającą partycypację równorzędnych podmiotów, z których żaden nie może funkcjonować samodzielnie i w izolacji. Nie oznacza to jednak, jak błędnie przyjmuje się w Polsce, że w konsekwencji UE staje się państwem. UE jest raczej szczególną wspólnotą zawieszoną między państwami, która dzieli pewne suwerenne kompetencje z państwami, kierując się dialogiem i kompromisem. W konsekwencji w Europie postsuwerennych państw państwa nie rezygnują zupełnie ze swojej suwerenności, ale korzystają z nowego rodzaju suwerenności, która jest sumą przyjętych z własnej woli ograniczeń natury politycznej i prawnej. Państwa i UE są ze sobą tak ściśle związane, że nie mogą funkcjonować odrębnie, nie mogą uciec od konkurencji uczenia się od siebie nawzajem oraz na swoich błędach, a w rezultacie muszą być suwerenne razem. Obecny kryzys finansowy dowodzi, że o ile państwa są potężne w teorii, w praktyce ich indywidualne działania podlegają poważnym ograniczeniom. Liczy się tylko to, co mogą zrobić wspólnie.

Jako państwo chcemy dużo od UE. Nie możemy jednocześnie udawać, że nie ma to wpływu na naszą suwerenność. Czy nie lepiej byłoby zamiast mało pasjonujących intelektualnie sporów o suwerenność po prostu potwierdzić, że państwo Polskie jest suwerenne, choć nie jest to stara suwerenność, tylko suwerenność ograniczona wobec Unii Europejskiej w duchu solidarności i lojalności równolegle z 26 pozostałymi państwami? Żadne państwo nie jest w stanie funkcjonować samodzielnie. UE jest powołana wprawdzie przez państwa, ale nie jest i nie może być tylko dla państw i o państwach. Dostarcza obywatelom nowego poziomu ochrony i ekspresji, który jest komplementarny wobec poziomu krajowego. Rzuca wyzwanie państwu i jego suwerenności. Konflikt (dotąd głównie i na szczęście teoretyczny) o (bez)warunkowe przekazanie lub nie części suwerenności jest nierozwiązywalny, jeżeli obydwie strony stawiają swój punkt widzenia w sposób bezkompromisowy. Europejska tolerancja łączy integrację z poszanowaniem odrębności i przypomina niekończącą się podróż. Rezultat nie jest ustalony z góry, ale podlega negocjowaniu i spieraniu się, a każdy jest gotów ustąpić. Odpowiedzialność za Europę nie należy ani do państw, ani do UE, ale leży po stronie sieci powiązanych ze sobą graczy publicznych i prywatnych, wobec których Unia powinna odgrywać rolę mediatora, a nie podmiotu dążącego za wszelką cenę do suwerenności. Język suwerenności w ogóle nie powinien być w tym kontekście używany.

Wobec trudnego okresu, w którym Europa znalazła się dzisiaj, szczególnego znaczenia nabiera wierność fundamentom europejskiej integracji, obrona przed powrotem do protekcjonizmu, państwowego egoizmu i populizmu. Obrona tego, co osiągnięto przez ostatnie 60 lat jest prawdziwym wyzwaniem cywilizacyjnym. Naszą odpowiedzią nie może być nostalgiczne retrospektywne cofanie się do państwa narodowego, podsycanie lęków i obaw. Odpowiedzią musi być docenienie, że proces integracji to zmiana jakościowa rozłożona w czasie, dynamika tylko częściowo kontrolowana przez państwa i w końcu prawo, które zmienia życie milionów ludzi na lepsze i daje im szansę nowych wyborów. Odpowiedzią na kryzys musi być jeszcze większe otwarcie na projekt integracyjny i wiara, że zawsze więcej nas łączy, niż dzieli, że współpracując, mamy więcej do zyskania niż stracenia. W tym sensie Europa to przede wszystkim stan umysłu i przywiązanie do wspólnych wartości.

W Polsce niestety cały czas nie rozumiemy wyzwania czasów, w których żyjemy, prowadzimy dyskusję rozedrganą emocjonalnie, która zamiast rzeczywistość tłumaczyć, czyni ją zakładnikiem przebrzmiałych koncepcji zdominowanych podejrzliwością i nieufnością. Podstawy integracji w postaci wspólnej odpowiedzialności państw i narodów za przyszłość Europy, solidarność i lojalność są dla nas nadal terminami obcymi. Najlepiej czujemy się w świecie swojej konstytucji i własnej historii widzianej od wewnątrz, a jeżeli już do Europy puszczamy od czasu do czasu oko, to tylko pod adresem Europy państw, a nie Europy jako wspólnego projektu, który odrzuca izolację i hierarchię. Państwo nie jest z pewnością mitem i cały czas zachowuje swoją żywotność oraz relewantność. Mitem jest jednak obraz państwa defensywnego i kultywującego język antagonizmu.

Proces integracji to zmiana jakościowa rozłożona w czasie, dynamika tylko częściowo kontrolowana przez państwa i w końcu prawo, które zmienia życie milionów ludzi na lepsze i daje im szansę nowych wyborów

Urszula Wróblewska

urszula.wroblewska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.