Zażalenia poziome, czyli fikcja odwoławcza
M a ło jest w sądowej procedurze przypadków tak sprzecznych z intuicyjnym poczuciem funkcjonowania rzeczywistości jak tzw. zażalenia poziome. W prawdziwym życiu każdy chyba czuje, że osoby pracujące ze sobą na co dzień, często siedzące razem w pokoju, mogą mieć problem z rzeczową krytyką współpracownika. Ja mam Ci wytknąć błędy dziś, jutro Ty mnie, a pojutrze razem ocenimy innego kolegę.
Zachowanie w takich warunkach niezbędnego obiektywizmu wymagałoby dobrania osób o niespotykanych kwalifikacjach psychologicznych i moralnych, potrafiących kompletnie zdusić w sobie ludzkie odruchy. Procedury nie powinno się jednak tworzyć w oderwaniu od realiów.
Zresztą nawet gdyby sądy składały się z samych absolutnie nietypowych przedstawicieli społeczeństwa, i tak byłoby to za mało. Jak przekonać klientów wymiaru sprawiedliwości, że na co dzień pracujący razem sędziowie rzetelnie się wzajemnie skrytykują? Receptą na te oczywiste psychologiczne prawdy była dewolutywność (instancyjność) wpisana w istotę środków odwoławczych. Do tej pory kontrolę orzeczeń sprawował organ wyższej instancji, organizacyjnie oddzielony od sądu mu podległego (nawet jeśli, co się zdarza, oba sądy funkcjonowały w jednym budynku). Obecnie dewolutywność ostała się w zakresie wyroków (apelację dalej rozpoznaje sąd przełożony), postanowienia mają takiej kontroli podlegać tylko wyjątkowo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.