Upadek umowy kredytu to nie darmowy lunch
S koro „niesłusznym wzbogaceniem” jest darmowe podziwianie cudzych obrazów lub jazda na gapę, to tym bardziej jest nim bezpodstawne korzystanie z cudzego pieniądza, czyli kapitału udostępnionego przez bank.
W biznesie nie ma darmowych lunchów. Powiedzenie to zostało spopularyzowane przez noblistę Miltona Friedmana w 1975 r. Jego sens sprowadza się do tego, że za wszystko trzeba płacić, a pytanie dotyczy wyłącznie tego, kto i w jakiej wysokości ponosi koszt „darmowego lunchu”. Jest to kwintesencja ekonomicznej analizy prawa jako metody badania skutków działania prawa i sądów.
Tak jak mitem jest „darmowy lunch”, tak mitem jest twierdzenie, że upadek umowy kredytu – z powodu uznania jej postanowienia za nieuczciwe – jest zawsze korzystny dla konsumenta, ponieważ bank będzie zobowiązany zwrócić konsumentowi spłacone raty odsetkowe, a jednocześnie nie będzie mógł z powodu przedawnienia domagać się zwrotu wypłaconego kapitału oraz wynagrodzenia za korzystanie przez konsumenta z udostępnionego kapitału. Roztacza się przed kredytobiorcami mit upadku umowy kredytu bankowego jako „darmowego lunchu”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.