Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Dziubak, i wszystko jasne?

7 stycznia 2020
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

P rzełomowy wyrok”, „sprawa roku”, „frankowy armagedon”. To tylko niektóre określenia na rozstrzygnięcie Sądu Okręgowego w Warszawie. W skrócie: sąd stwierdził, że w umowie między bankiem a państwem Dziubakami były niedozwolone postanowienia i po ich upadku nie można kontynuować umowy. Podlega ona unie ważnieniu w całości. Co istotne, to wyrok pierwszej instancji, zatem sprawa potrwa jeszcze, skromnie licząc, 2–3 lata.

Spór Dziubaków z bankiem był o tyle wyjątkowy, że to właśnie w jego ramach sformułowano pytania prejudycjalne, które legły u podstaw wydania przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyroku z 3 października 2019 r. (sygn. akt C-260/18). Luksemburscy sędziowie wskazali wówczas, że w zawartych w Polsce umowach kredytu indeksowanego do waluty obcej nieuczciwe warunki umowy dotyczące różnic kursowych nie mogą być zastąpione przepisami ogólnymi polskiego prawa cywilnego. Sąd powinien bądź orzec o nieważności umowy, bądź przekształcić zobowiązanie w analogiczne do kredytu złotowego (bądź w ogóle nieoprocentowane, bądź z oprocentowaniem według stawki LIBOR).

Wyrok unijnego trybunału wydawał się dość klarownie napisany, przynajmniej dla ludzi, którzy mają do czynienia na co dzień z prawem. Szybko jednak się okazało, że litera prawa jest mniej istotna od chęci czytelnika. I ci, którzy mieli chęć wyrok widzieć korzystnym dla banków, tak go widzieli. Szybko do mediów z propozycją objaśniania luksemburskiego orzeczenia ruszyli różnej maści eksperci. To, co ich łączyło, to fakt pobierania wynagrodzeń z banków. A to szef działu prawnego dużego banku jako wieloletni radca prawny wyjaśniał, że wyrok TSUE wcale dla korporacji nie jest zły, a to związany z sektorem bankowym od 25 lat analityk wskazywał, że wyrok jest wręcz groźny dla konsumentów. I tak ten dość żenujący spektakl trwał. Byłbym naiwny, gdybym sądził, że po orzeczeniu w sprawie państwa Dziubaków się on zakończy. Wiadomo, nadal będą znawcy, którzy lepiej zinterpretują orzeczenie od sądów. Na razie jednak to sądy wydają wyroki, więc najważniejsze jest to, jaką interpretację unijnego rozstrzygnięcia one przyjmą. Wszystko wskazuje na to, że ta interpretacja zaczyna się rysować w dość prosty sposób: albo unieważnienie umowy, albo przyznanie kredytobiorcy tzw. kredytu darmowego (ewentualnie bardzo nisko oprocentowanego). Oba warianty korzystne dla kredytobiorców, a niekorzystne dla banków.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.