Bank odpowiada za obietnice swych przedstawicieli
Nawet jeśli pracownik oddziału zaproponował klientowi inwestycję wykraczającą poza ofertę banku, to i tak powinien zrekompensować wprowadzonemu w błąd brak spodziewanych zysków – uważają eksperci
Pod koniec stycznia opisywaliśmy na łamach DGP historię nieuczciwego pracownika rzeszowskiego oddziału banku Santander. Mężczyzna jako osobisty doradca finansowy oferował klientom banku możliwość zainwestowania pieniędzy w nieistniejące fundusze oraz zapewniał ich o wysokiej stopie zwrotu. W ten sposób pracownik przywłaszczył sobie prawie 53 mln zł. Jak twierdzi bank, w wyniku tego procederu nikt nie ucierpiał, natomiast oszukanym klientom zwrócono utracony kapitał. Problem polega na tym, że bank nie chce odpowiadać za hipotetyczne zyski zagwarantowane przez nieuczciwego pracownika.
Gwarancje widmo
– Bank bierze na siebie pełną odpowiedzialność za działania byłego pracownika, ale nie może uznać wręczanych przez niego „gwarancji” zysku z funduszu inwestycyjnego, bo takiego produktu Santander nigdy nie miał w ofercie. Gwarantowany zysk przy inwestowaniu w fundusze jest rozwiązaniem niespotykanym i klienci również powinni zdawać sobie z tego sprawę – powiedział Paweł Litwiński, prawnik reprezentujący Santander.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.