Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo cywilne

Sztuka czytania po polsku

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Dawno temu na szkole artylerii wywieszono napis: "Naszym celem socjalizm". I autorzy wpadli w kłopoty, choć intencje mieli słuszne.

Pokazuje to, że sztuka pisania i czytania jest trudna, choć pozostaje jedną z niewielu usług świadczonych bezpłatnie przez państwo. Toż państwo tworzy prawo, które stanowić ma ostoję Rzeczypospolitej wraz ze sprawiedliwością, jak wypisano na innym budynku, ale i ta maksyma nie rozwiewa wątpliwości - co z tego mają obywatele.

Na przykład pracownicy. Może nim być i kowal, i profesor, którzy w jednakowy sposób mogą zostać pracy pozbawieni, zatem mogą szukać ochrony przed sądem. Pytanie tylko, czy za darmo, skoro nic wokół nie jest za darmo, co jasno wynika z konstytucji.

Kowal zatem i profesor jednakowo umiejący czytać sięgają do prawa i tam wyczytują, że "do uiszczenia kosztów sądowych obowiązana jest strona, która wnosi do sądu pismo podlegające opłacie lub powodujące wydatki, chyba że ustawa stanowi inaczej".

94 artykuły dalej ustawa o kosztach sądowych w sprawach cywilnych wyjaśnia, co też ona stanowi inaczej. Uważny czytelnik dowiaduje się, że obowiązku uiszczenia kosztów sądowych nie ma pracownik wnoszący powództwo. Na końcu zdania jest zagadka. Oto uiszczać nie musi, ale "z zastrzeżeniem art. 35 i 36". Można by prościej, ale niby dlaczego, więc czytać trzeba ów tajemniczy artykuł.

Czyta więc uważny czytelnik, po polsku przecież: "W sprawach z zakresu prawa pracy pobiera się opłatę podstawową w kwocie 30 zł wyłącznie od apelacji, zażalenia, skargi kasacyjnej i skargi o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia". Więc od pozwu się jednak nie płaci, skoro "wyłącznie".

Kowal odetchnął, a za nim rodzina. Nieszczęsny! Jest jeszcze jedno zdanie. Ono zaczyna się zagadkowo od słowa "jednakże". Kowal czyta więc dalej: "Jednakże w sprawach, w których wartość przedmiotu sporu przewyższa kwotę 50 tys. zł, pobiera się od wszystkich podlegających opłacie pism procesowych opłatę stosunkową".

Których "wszystkich"? Tu już i profesor z rodziną ma kłopot.

Wyczytał kowal, wyczytał też profesor, obaj po polsku wyczytali i pozew wysłali.

I pozew im odrzucili, bo trzeba płacić.

Oto Sąd Najwyższy też czyta, więc podjął uchwałę, a w niej sprawę przesądził. Sąd, od którego wyższego już nie ma, wyczytał z tego samego tekstu zasadę zupełnie inną: "W sprawach o roszczenia pracownika z zakresu prawa pracy, w których wartość przedmiotu sporu przekracza 50 tys. zł, pracownik wnoszący powództwo ma obowiązek uiszczenia opłaty stosunkowej od pozwu".

Znalazło się więc powództwo, a jak powództwo, to i pozew, a jak pozew, to pismo, a jak pismo, to i opłata.

Nie tylko więc od apelacji, ale i od pozwu trzeba płacić, a jak umowa była na czas nieokreślony, to od rocznych zarobków skromne 5 proc., które można stracić, jak się przegra sprawę. Taki jest pożytek z czytania po polsku.

Oto najwyższy z sądów podjął uchwałę w składzie trzech sędziów. Wszelako jeden z sędziów napisał zdanie odrębne, nie zgadzając się z uchwałą. Ale pozostali dwaj sędziowie byli nieugięci i na ich wyszło, co każe postulować połączenie nauki czytania z nauką liczenia.

Marek Markiewicz

adwokat, polityk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.