Drapieżne banki i bezbronni przedsiębiorcy? To nie takie proste
Zabezpieczenie przepływów walutowych nie jest jedynym motywem wchodzenia w struktury opcyjne. Równie ważna jest chęć dodatkowego zysku
Jedną z odsłon kryzysu finansowego był w Polsce tzw. kryzys opcyjny. Polegał z grubsza na tym, że przedsiębiorcy, zawierając z bankami transakcje pochodne mające ich zabezpieczać przed ryzykiem kursowym, ponieśli w niektórych przypadkach spore straty. Ponieważ od czasu do czasu nadal pojawiają się informacje o toczących się na tle tych spraw sporach sądowych, w których nic nie wskazuje na to, aby któraś ze stron zyskała zdecydowaną przewagę, warto przyjrzeć się rozstrzygnięciu Sądu Apelacyjnego w Łodzi z 27 marca 2014 r. (I ACa 1224/13). Daje ono bowiem wgląd w stosunek sądów do najczęściej podnoszonych przez przedsiębiorców zarzutów.
Sam stan faktyczny nie odbiega znacząco od innych, niejednokrotnie bardzo podobnych spraw. Powód zawarł z bankiem w 2008 r. wiele transakcji opcji walutowych ujętych w oddzielne strategie. W ramach jednej z nich spółka nabyła od banku 12 opcji put (sprzedaży) opiewających na 150 tys. euro każda, a w zamian wystawiła na rzecz banku 12 opcji call (kupna) na 300 tys. euro każda. Wzajemne wystawienie obu zestawów opcji miało w założeniu eliminować potrzebę zapłaty premii opcyjnej. W kolejnych miesiącach następujących po zawarciu transakcji trend kursowy uległ zmianie, w wyniku czego bank zaczął rozliczać ją, obciążając konto spółki. W rezultacie klient zdecydował się wnieść pozew o ustalenie nieistnienia uprawnień banku wynikających z tzw. toksycznych opcji.
Zysk czy zabezpieczenie
Mimo iż sama apelacja została oddalona z przyczyn o charakterze proceduralnym, to sąd okręgowy poczynił interesujące ustalenia w zakresie merytorycznej zasadności powództwa, które sąd apelacyjny podtrzymał w całości. Przede wszystkim spółka zarzuciła bankowi nieważność zwartych umów opcji walutowych jako sprzecznych z właściwością (naturą) stosunku zabezpieczenia. Jest to jedno z najważniejszych zagadnień poruszonych w tej sprawie, ponieważ bezpośrednio dotyczy charakteru opcji walutowych i ich roli w obrocie gospodarczym. W opinii eksporterów toczących sądowe batalie z bankami nadrzędną funkcją struktur opcyjnych miało być bowiem udzielenie zabezpieczenia przed ryzykiem walutowym. Chodziło o przejęcie przez bank ryzyka umacniania się polskiej waluty w stosunku do walut obcych, bez konsekwencji dla przedsiębiorcy w przypadku jej osłabienia.
Jednak analizując konkretne okoliczności, dotyczące zarówno samych klientów, jak i ówczesnego otoczenia gospodarczego, trudno uznać, że istotnie nawet tak rozumiane zabezpieczenie przepływów walutowych było jedynym celem zawieranych masowo struktur opcyjnych. Ustalając bowiem, czy rzeczywiście dana struktura opcyjna miała charakter zabezpieczenia, należy przyjrzeć się wysokości i terminom przewidywanych przez przedsiębiorcę przy zawieraniu transakcji przepływów walutowych. Mając to na uwadze, nietrudno zauważyć, że część tzw. asymetrycznych strategii opcyjnych - sprowadzających się do umożliwienia przedsiębiorcom skorzystanie z dźwigni finansowej w celu uzyskania dodatkowego zarobku na korzystniejszych kursach - kryteriów charakteryzujących zabezpieczenie przed ryzykiem walutowym nie spełniała.
Łódzka sprawa jest poglądowym przykładem takiej asymetrycznej struktury. Tego rodzaju lewarowanie transakcji budzi wątpliwości co do rzeczywistych motywów kierujących przedsiębiorcami wchodzącymi w struktury o takim charakterze. Sąd pierwszej instancji zauważył, że wystawiając opcję call na dwukrotnie większy nominał niż zakupione opcje put, powodowa spółka zakładała dalsze umocnienie złotego względem euro. W ten sposób widoczna staje się druga z funkcji opcji walutowych, tj. jej charakter spekulacyjny. Zdaniem sądu zabezpieczenie przepływów walutowych nie jest więc jedynym motywem wchodzenia w struktury opcyjnie. Równie ważna jest chęć uzyskania dodatkowego zysku na transakcjach walutowych.
Brak równowagi
Próbując odpowiedzieć na pytanie o ewentualną nieważność umów opcyjnych, mającą wynikać z ich niezgodności z naturą stosunku zabezpieczenia, można odnieść się do przywoływanego przez sąd okręgowy wyroku Sądu Najwyższego z 9 listopada 2012 r. (IV CSK 284/12). Sąd Najwyższy zaznaczył w nim, że rozważając funkcję zabezpieczającą opcji walutowych, należy raczej mówić o zabezpieczeniu w sensie ogólnym (ekonomicznym) aniżeli prawnym. Bank nie gwarantuje więc, że w wyniku wejścia w struktury opcyjne klient zostanie uchroniony od poniesienia uszczerbku finansowego z tytułu niekorzystnych kursów walutowych.
Sąd Okręgowy odniósł się również do zarzutu wykorzystania przez bank swojej silniejszej pozycji względem klienta oraz związanej z tym nieekwiwalentności wzajemnych świadczeń. W opinii sądu lustrzana ekwiwalentność stron nie jest elementem konstrukcyjnym umowy opcji walutowej. Z zasady swobody umów wywodzić bowiem można przyzwolenie na faktyczną nierówność stron umowy, o ile wynika ona z ich własnej woli. O nieważności takich umów można mówić, dopiero gdy nierównowaga pomiędzy stronami jest wynikiem świadomego lub spowodowanego niedbalstwem wykorzystania przez bank swojej silniejszej pozycji. Powodowa spółka winna więc była udowodnić, że działała pod presją pozwanego banku. Tymczasem zebrany materiał dowodowy sugerował raczej, że aktywnie dążyła do zawarcia umów opcyjnych świadoma ryzyka z nimi związanego.
Wnioski obydwu sądów orzekających w tej sprawie są zgodne ze stanowiskiem zajętym przez Sąd Najwyższy w wyroku z 19 września 2013 r. (I CSK 651/12). Sąd Najwyższy uściślił w nim, że nieekwiwalentność świadczeń z umowy opcyjnej nie musi automatycznie prowadzić do nieważności takich umów. Zastosowanie tego rodzaju sankcji uzasadniać może - poza wspomnianym wywieraniem przez bank presji na kontrahenta - niewypełnienie przez bank pewnych obowiązków wynikających ze staranności zawodowej.
Nikt nie jest bez winy
W rezultacie w każdym postępowaniu, którego przedmiotem jest spór o roszczenia z opcji walutowych, kluczowe znaczenie mogą mieć dowody świadczące o aktywności klienta nakierowanej raczej na maksymalizację zysku z transakcji. M.in. okoliczność, że powodowa spółka zaniechała zamknięcia transakcji, gdy straty były relatywnie niskie, doprowadziła bowiem w tym przypadku Sąd Apelacyjny do wniosku, iż zabezpieczenie przed zmianami kursu nie było jedynym powodem zawarcia przez nią umów opcyjnych. W tej i wielu innych sprawach trudno jest więc przyjąć manichejski obraz rzeczywistości, nakazujący widzieć banki jedynie w roli niegodziwych drapieżców, a przedsiębiorców jako ofiary ich pazerności.
Mateusz Przygodzki
radca prawny w kancelarii Garrigues odpowiedzialny za praktykę Banking & Finance
Mateusz Rydzewski
aplikant adwokacki z kancelarii Garrigues
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu