Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo administracyjne

Klienci bez szans na obronę

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

ORGANIZACJE KONSUMENCKIE i służby kontrolujące produkty spożywcze nie chcą podawać do publicznej wiadomości nazw firm, które produkują żywność złej jakości

W pierwszym półroczu tego roku Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych nałożyła 291 kar za zaniżanie jakości żywności. Łączna wysokości mandatów przekroczyła 900 tys. zł. Oznacza to, że średnia kara wyniosła 3092 zł.

Taka pobłażliwość dla oszustów jest zachętą do dalszego łamania przepisów. Producenci żywności odpowiedzialność zrzucają na hipermarkety.

- Słyszałem o przypadkach, gdy hipermarket mówi do producenta wprost, że jeśli nie obniży ceny, to wypadnie z rynku. Często są to ceny wręcz dumpingowe - twierdzi w rozmowie z "DGP" prezes Federacji Konsumentów Stanisław Maćkowiak.

Nie zgadza się z tym Michał Sikora z biura prasowego Tesco. Przyznaje on, że cena jest ważna, ale istnieje też granica jakości, poniżej której nie warto sieciom schodzić.

Jednak presja hipermarketów to dla producentów świetna wymówka, by obniżać koszty. Według jednego z nich obniżenie ilości ryby w puszce o 10 proc. w stosunku do tego, co jest napisane na etykiecie, pozwala mu zaoszczędzić prawie 30 gr na sztuce. - To ma olbrzymie znaczenie przy zamówieniach dla hipermarketu, który oczekuje niskich cen, ale za to zamawia dziesiątki tysięcy konserw - mówi nam producent.

Sposobem na walkę z oszustami byłoby szybkie podawanie do publicznej wiadomości nazw firm, które to robią. Niechętnie robią to i Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, i Państwowa Inspekcja Handlowa, i organizacje konsumenckie. Wszystkie obawiają się procesów o działania na szkodę firmy lub marki. W tej sytuacji konsumenci są bezradni - nie są w stanie uzyskać informacji, którzy producenci ich oszukują.

Pozostaje im wierzyć w skuteczność kontroli. Te tylko czasem wyłapują oszustów. Nadzieja w tym, że ci, którzy już raz podpadli, mogą spodziewać się kolejnej kontroli.

Daniel Rupiński

daniel.rupinski@infor.pl

specjalista z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów

Konsument, który został wprowadzony w błąd co do składu produktu spożywczego (np. użyto nazwy "masło", podczas gdy produkt jest mieszanką innych tłuszczów), może zawiadomić inspekcję handlową. Do jej kompetencji należy zarządzenie wstrzymania sprzedaży produktu do czasu poprawienia jego oznakowania albo wycofanie z obrotu, jeśli jest to konieczne ze względu na bezpieczeństwo konsumenta (np. brak informacji o składnikach alergennych). Wojewódzki inspektor inspekcji handlowej może dodatkowo nałożyć na sprzedawcę karę (od 1 tys. zł do 10 proc. ubiegłorocznego przychodu przedsiębiorcy). Ma też prawo zawiadomić Inspekcję Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, która może ukarać producenta.

Konsumentowi przysługuje także możliwość samodzielnego pozwania do sądu producenta lub sprzedawcy. W takim przypadku może się domagać m.in. poprawy oznakowania czy zwrotu kosztów związanych z nabyciem produktu. Co ważne, to przedsiębiorca będzie musiał udowodnić, że nie wprowadził kupującego w błąd.

Co może zrobić konsument w przypadku fałszywego oznakowania towaru?

Zawiadomić o wprowadzeniu w błąd inspekcję handlową, która ma prawo:

wstrzymać sprzedaż produktu;

wycofać towar z obrotu;

nałożyć na sprzedawcę karę w wysokości od 1 tys. zł do 10 proc. przychodu.

Złożyć pozew do sądu przeciwko przedsiębiorcy lub sprzedawcy o:

poprawę sposobu oznakowania;

zwrot poniesionych kosztów nabycia towaru.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.