Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo administracyjne

Wywiad rodzinny więcej powie niż DNA

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Zdobycze biologii molekularnej wchodzą do życia codziennego także w Polsce. Na rynku jest przynajmniej kilka laboratoriów oferujących testy kodu DNA. Skłonność do czerniaka złośliwego można zbadać już za 450 zł.

Technologie już są, odpowiednich przepisów jeszcze nie ma. Dlatego eksperci są zgodni, że nieuregulowany prawnie rynek testów genetycznych to pole do nadużyć. Łatwo wyobrazić sobie taką sytuację: ktoś wysyła czyjś włos do jednego z wielu laboratoriów z prośbą o zbadanie predyspozycji do chorób cywilizacyjnych. Nic nie stoi na przeszkodzie, bo komercyjne laboratoria nie weryfikują, czy przysłane do nich próbki należą do zleceniodawcy. Wynik, powiedzmy wykrywający skłonność badanej w ten sposób osoby do cukrzycy, ląduje na biurku pracodawcy. Ten, kalkulując koszty choroby podwładnej, chociażby nieobecności w pracy, zwalnia właścicielkę włosa pod jakimkolwiek pretekstem. Posiadanie tego rodzaju informacji byłoby też cenne dla ubezpieczycieli.

Według naszych rozmówców takie sytuacje teoretycznie mogą się zdarzyć. Jednak tylko teoretycznie. - Nie analizujemy włosa, raczej wymaz z ust, krew, czy mocz - mówi Marcin Jaworek, prezes zarządu firmy oferującej badania genetyczne Centrum DNA z Poznania. Dodaje: - Badania medyczne rzadko zlecają osoby indywidualne, robią to raczej lekarze albo placówki medyczne.

Laboratoria wykonujące komercyjne testy genetyczne zazwyczaj żyją z potwierdzania ojcostwa, ale większość ma w ofercie także testy ustalające predyspozycję do chorób genetycznych, raka piersi czy raka szyjki macicy. Firma BioTe21 z Krakowa chwali się na stronie internetowej, że oferuje ponad 2000 testów genetycznych na podatność na powszechnie występujące skłonności groźnego schorzenia.

- Firmy starają się nas przekonać, żebyśmy się przebadali pod kątem różnych chorób, jednak często to nie ma sensu, jeżeli tych chorób nie było w rodzinie - uważa profesor Ewa Bartnik z Instytutu Genetyki i Biotechnologii Uniwersytetu Warszawskiego. - Dostajemy pewien zbiór informacji, które nie mają konkretnego przełożenia na stan zdrowia. Często większą wiedzę daje nam prześledzenie własnej historii rodzinnej. Sama stosuję tę metodę. Moja matka chorowała na cukrzycę, więc w moim przypadku też jest 20-procentowe prawdopodobieństwo. Z badania DNA nie dowiedziałabym się więcej - uważa profesor Bartnik.

A co z osobami, które chcą informacje genetyczne po prostu ukraść i wykorzystać w złej wierze?

- Już dziś pobieranie bez wiedzy materiału do badań traktujemy jak przestępstwo. My jako laboratorium zawsze wymagamy oświadczenia, że materiał został pobrany za wiedzą i zgodą badanego - zapewnia Marcin Jaworek. Jego zdaniem regulacjom powinny podlegać przede wszystkim standardy medyczne pracy laboratorium. Zresztą w tej sprawie w Polsce już coś się dzieje.

18 września wchodzi w życie ustawa o wyrobach medycznych, która wyeliminuje z rynku firmy stosujące w badaniach genetycznych tanie odczynniki z Chin lub Indii.

Marta Mikiel

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.