Strony umów zawieranych przez miasto należy ujawnić
Orzeczenie
Obywatele mają prawo wiedzieć, do czyjej konkretnie kieszeni idą pieniądze publiczne - orzekł wczoraj Sąd Najwyższy.
Radny Jarosław Krajewski (PiS) zwrócił się do prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz o udostępnienie informacji w sprawie czterech zawartych przez miasto umów cywilnoprawnych. Kontrakty zostały zawarte bez przetargu. Najwyższą sumę - 10 tys. zł - wypłacono za obsługę medialną biura edukacji urzędu miasta. Radny chciał wiedzieć, kto konkretnie wziął te pieniądze. W odpowiedzi dostał jedynie informację o datach zawarcia umów. W ratuszu poinformowano go, że udostępnienie danych osobowych stron umów nie jest możliwe. Po wysłaniu kolejnych pism radny otrzymał kopie umów, w których ukryto imiona i nazwiska kontrahentów. Samorządowe Kolegium Odwoławcze utrzymało taką decyzję prezydent Warszawy. Dwie instancje sądów powszechnych nie były zgodne.
Z jednej strony powoływały się na ustawę o dostępie do informacji publicznej (Dz.U. z 2001 r. nr 112, poz. 1198 z późn. zm.), wedle której każda informacja o sprawach publicznych podlega udostępnieniu. Z drugiej wskazywały na konflikt tego zapisu z ochroną prywatności: to, że osoba fizyczna zawiera umowę z miastem, nie oznacza bowiem, że staje się osobą pełniącą funkcje publiczne. Po korzystnym dla radnego wyroku II instancji dane kontrahentów miasta zostały ujawnione (okazało się, że zlecenia dostali m.in. historyk IPN i dziennikarz pisma związanego z partią rządzącą).
Mimo to miasto wniosło do Sądu Najwyższego skargę kasacyjną.
Wczoraj podczas rozprawy pełnomocnik warszawskiego ratusza przekonywał, że do sfery prywatności zalicza się też prawo do identyfikacji (ochrona imienia i nazwiska), a także informacje o statusie majątkowym i otrzymanym wynagrodzeniu.
SN oddalił skargę kasacyjną.
- Ten wyrok jest precedensowy, nie ma bowiem innego orzecznictwa w tej materii. To rozstrzygnięcie będzie więc oddziaływało na orzecznictwo sądów administracyjnych - wskazał w pierwszych słowach uzasadnienia sędzia Krzysztof Pietrzykowski.
Dodał, że istotą sprawy jest wykładnia pojęcia "prywatność osoby fizycznej". Wyjaśnił, że prawo do prywatności z punktu widzenia umów zawieranych przez gminy nie dotyczy imion i nazwisk. Podlegają one więc ujawnieniu.
- Gdyby bowiem przyjąć odmienne stanowisko, to właściwie cała konstrukcja prawa do informacji publicznej nie miałaby sensu - podkreślił sędzia Pietrzykowski.
W sprawach umów zawieranych przez miasto właśnie to, z kim one zostały podpisane, jest jedną z najistotniejszych kwestii.
Ważne
Miasto może dawać zlecenia z wolnej ręki do równowartości kwoty 14 tys. euro
Ewa Maria Radlińska
Wyrok Sądu Najwyższego z 8 listopada 2012 r., sygn. akt I CSK 190/12.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu