Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo administracyjne

Polityczny targ zamiast dyskusji

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Lubię ludzi konsekwentnie dążących do celu, ale martwi mnie upór ministra sprawiedliwości w kwestii likwidacji małych sądów czy też przekształcenia ich w wydziały zamiejscowe

Przyczyn mojego zmartwienia jest kilka. Przede wszystkim zasadnicza - natury prawnej. Krajowa Rada Sądownictwa zaskarżyła do Trybunału Konstytucyjnego przepis pozwalający każdemu ministrowi znosić i tworzyć sądy aktem rangi podustawowej. Trudno w obecnym stanie prawnym mówić o możliwości stabilizacji wymiaru sprawiedliwości, gdy u ministra sprawiedliwości co rusz pojawia się nowa koncepcja reorganizacji sądów.

W efekcie Krajowa Rada Sądownictwa dwukrotnie w oficjalnych stanowiskach negatywnie opiniowała projekt reorganizacji w zaproponowanym kształcie. Czekamy obecnie na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. W tym czasie ministerstwo razem z Krajową Radą Sądownictwa i prezesami Sądów Apelacyjnych powinno przygotować projekt ograniczenia kognicji w sądach. Należy ustalić, które ze spraw są rzeczywistym wymierzaniem sprawiedliwości i powinny pozostać w sądach, a którymi sądy nie muszą się zajmować. Bo te służące ochronie prawnej, będące zwykłą formalnością - sprawy rejestrów - nie muszą przecież trafiać przed oblicze Temidy. Dopiero wtedy należy na nowo, wspólnie, biorąc pod uwagę wszystkie uwarunkowania, w tym także zasadnicze - czyli realną możliwość skorzystania przez obywatela z prawa do sądu - ustalić nowe granice sądów.

Należy to zrobić tak, by wykorzystać w równomierny sposób obciążenie sędziów pracą. I tu raczej przyjąłbym tendencję odwrotną niż do tej pory. Zamiast likwidacji często świetnie zarządzanych małych czy średnich jednostek i przenoszenia postępowań do niesterowalnych molochów należałoby właśnie te małe sądy dociążyć pracą. I tu przykład lokalny. Wielkomiejski Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia sądzi sprawy z miasteczka Słomniki, którego mieszkańcy mają bliżej do Sądu Rejonowego w Miechowie. Niestety zamiast w ciągu kilkunastu minut podjechać pod pięknie odrestaurowany sąd w Miechowie, słomniczanie muszą godzinami przepychać się przez wielkomiejski krakowski korek. I co najważniejsze, gdyby ich sprawy trafiały do Miechowa, mogliby liczyć na szybszy wyrok. Znikną wtedy argumenty o niewykorzystanych sędziach. Spraw jest pod dostatkiem, wystarczy tylko mądrze stworzyć mapę sądową, ale to wymaga pogłębionej analizy i benedyktyńskiej pracy. Niestety naszym politykom zbyt często chodzi o szybki, zwłaszcza propagandowy, efekt. I później dowiadujemy się, jak drogi mamy wymiar sprawiedliwości. A kto pamięta, że już były sądy 24-godzinne, wydziały cywilno-karne, sądy grodzkie? Kto policzył, ile kosztowały kolejne reformy, których żywot rozkładał się na dwie kadencje ministrów, czyli statystyczne dwa lata?

Oczywiście nie bez znaczenia dla gwarancji procesowych stron jest taka reorganizacja sądów, która wygeneruje instrumenty pozwalające wpływać na ich pracę, a przez to na niezależność i niezawisłość sędziego. Jeżeli na rubieżach sądu nagle powstaną dwa przekształcone wydziały, między którymi odległość będzie dochodziła do 80 km - dodatkowo z fatalną komunikacją - to damy wtedy zarządzającemu sądem pokusę ręcznego sterowania sędziami. Przecież niepokornego sędziego można będzie przenieść bez jego zgody z wydziału do wydziału, zmieniając mu z dnia na dzień życie w koszmar. Ktoś powie: po co uprawiać takie czarnowidztwo? Otóż ludzie są podatni na różne bodźce, o czym ostatnio przekonaliśmy się za sprawą mediów. To system ma tworzyć odpowiednie zabezpieczenia. To system ma uniemożliwić politykom wywieranie wpływu na sędziów, a sędziom poddawanie się tym naciskom.

Gdy słyszę w mediach, jak minister negocjuje z członkami koalicji, ile sądów zlikwidować, to cierpnie mi skóra. Dlaczego? Otóż KRS ma prawo do merytorycznej decyzji o tym, jak powinna wyglądać struktura wymiaru sprawiedliwości. Tymczasem reorganizacja sądów w wydaniu ministerstwa przypomina jakiś targ polityczny. Los sądów i dostępu obywatela do sprawiedliwości ma zależeć od tego, co koalicjant zaoferuje koalicjantowi. Świadczy o tym chociażby depesza Polskiej Agencji Prasowej. Oto jej fragment: "Szef MS nie chciał powiedzieć, czy w zamian za poparcie reformy zaproponuje PSL reorganizację mniejszej liczby sądów. - W grę wchodzą różne możliwości, ale mówiąc żartobliwie, proszę nie wytrącać mi z ręki narzędzi negocjacyjnych przed moją rozmową z panem premierem Pawlakiem" - powiedział Jarosław Gowin.

I to właśnie taki sposób wypracowania reorganizacji sądów - w zaciszu gabinetów polityków - powinien być koronnym argumentem dla Trybunału Konstytucyjnego, że sądy muszą być tworzone i znoszone w drodze ustawy. Każde inne rozwiązanie może generować sytuację, która w normalnie funkcjonującym państwie nie jest do zaakceptowania.

@RY1@i02/2012/182/i02.2012.182.07000070a.802.jpg@RY2@

Waldemar Żurek, członek Krajowej Rady Sądownictwa

Waldemar Żurek

członek Krajowej Rady Sądownictwa

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.