Przepisy paraliżują stowarzyszenia zwykłe
Organizacje
Posłowie chcą ożywić martwą dziś formułę stowarzyszeń zwykłych. Proponują, aby współwłasność członków stowarzyszenia przybrała charakter współwłasności łącznej. Chcą też, aby przedstawiciel reprezentujący stowarzyszenie zwykłe uzyskiwał z mocy ustawy możliwość zaciągania w jego imieniu zobowiązań. Takie zmiany przewiduje projekt nowelizacji ustawy - Prawo o stowarzyszeniach autorstwa Ruchu Palikota. Rząd nie jest przeciwny propozycji, ale pod warunkiem wprowadzenia pewnych zmian.
Zmiany naskórkowe
- To odpowiedź na apele organizacji pozarządowych, które od dawna sugerują zmiany w zakresie funkcjonowania stowarzyszeń zwykłych. Sam wywodzę się ze środowisk pozarządowych i wiem, jak wiele problemów napotykają takie organizacje - tłumaczy Robert Biedroń, poseł Ruchu Palikota.
I wylicza, że nie mogą być stroną umów, mają ograniczone możliwości pozyskiwania środków na działalność, a administracja publiczna je ignoruje.
- Sam postulat, aby ulepszyć regulacje dotyczące stowarzyszeń zwykłych, nie jest zły. Ale na pewno nie jest wystarczający. To, co proponuje Ruch Palikota, to zmiany tylko naskórkowe - uważa jednak dr Grzegorz Makowski z Instytutu Spraw Publicznych.
Według niego potrzebna jest nowa, kompleksowa reforma prawa o stowarzyszeniach. Dzisiejsza ustawa z 1989 r. - Prawo o stowarzyszeniach (Dz.U. z 2001 r. nr 79, poz. 855 ze zm.) mocno odstaje bowiem od rzeczywistości.
- Praktycznie nikt nie zakłada stowarzyszeń zwykłych, ponieważ w tej formule trudno zrobić cokolwiek sensownego. Z kolei stowarzyszenia rejestrowe są przeregulowane, co nie składnia ludzi do angażowania się w taką formę działalności - zauważa dr Makowski.
Współwłasność
Zdaniem posłów Ruchu Palikota ewidentną luką w przepisach jest pominięcie kwestii statusu prawnego środków gromadzonych przez członków. Stowarzyszenia zwykłe mogą pozyskiwać środki ze składek członkowskich, jednak przepisy nie określają, jakiego rodzaju prawa przysługują członkom stowarzyszenia do tych pieniędzy czy do rzeczy i praw majątkowych nabywanych w zamian za nie. Dlatego stosuje się do nich przepisy o współwłasności w częściach ułamkowych. Ale przez to, zdaniem posłów, w każdym momencie członek stowarzyszenia zwykłego może żądać zniesienia współwłasności, a wierzyciele mogą kierować egzekucję bezpośrednio do udziałów członka w środkach stowarzyszenia. Posłowie chcą wykluczyć taką możliwość. Proponują także oddzielenie odpowiedzialności za zobowiązania związane z działalnością stowarzyszenia i za te niezwiązane.
Figura historyczna
Profesor Hubert Izdebski z Uniwersytetu Warszawskiego tłumaczy jednak, że dzisiejsza szczątkowa regulacja stowarzyszeń zwykłych umożliwia członkom szycie organizacji na własną miarę, stosownie do potrzeb.
- Nie wiem, czy projektodawcy nie zabrnęli do granicy przeregulowania. Chyba to jest strzelanie z armaty do muchy. Co za wielki majątek ma stowarzyszenie zwykłe? Przecież ono może się utrzymywać tylko ze składek. Po co ustawodawca ma narzucać stowarzyszeniom zasady reprezentacji? - powątpiewa profesor.
Jego zdaniem próba ożywiania stowarzyszeń zwykłych za pomocą ustaw nie jest najlepszym pomysłem.
- Nie dlatego mało jest stowarzyszeń zwykłych, że jest to skomplikowana formuła prawna. Takie stowarzyszenie łatwo założyć. Ale brak osobowości prawnej powoduje, że ludzie wybierają inny model (stowarzyszenie rejestrowe) - uważa prof. Izdebski.
Dodaje, że dla niego stowarzyszenia zwykłe to w ogóle figura historyczna.
- To pamiątka po państwie policyjnym jeszcze z XIX wieku. I nie jest potrzebna w tej formie dziś. Jak parę osób chce coś zrobić w jakimś celu, to po prostu to robią - przekonuje ekspert.
Ewa Ivanova
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu