Nowy sposób na niewygodne sprawy
Sąd Najwyższy zawiesił postępowanie, piłka jest teraz po stronie Trybunału Konstytucyjnego. Eksperci są podzieleni w ocenach wczorajszego orzeczenia
Wczorajsze postanowienie Sądu Najwyższego w sprawie ministra Mariusza Kamińskiego nie dotyczy kwestii merytorycznych. Sprawa na razie nie zostanie rozpoznana z powodów formalnych. A to dlatego, że marszałek Sejmu uznał, że pomiędzy Sądem Najwyższym a prezydentem istnieje spór kompetencyjny. Z jednej strony bowiem głowa państwa skorzystała z prawa ułaskawienia wybranych osób, z drugiej - sąd chce ocenić, czy pierwszy obywatel RP mógł to uczynić.
I choć zdaniem Sądu Najwyższego nie ma mowy o żadnym sporze kompetencyjnym (byłaby, jak wyjaśniał wczoraj rzecznik SN Michał Laskowski, gdyby to SN chciał kogokolwiek ułaskawić), to i tak postępowanie zostało zawieszone. Artykuł 86 ust. 1 ustawy o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym stanowi: "Wszczęcie postępowania przed trybunałem powoduje zawieszenie postępowań przed organami, które prowadzą spór kompetencyjny".
Sędziowie SN uznali, że ta norma ich wiąże. Bo choć nie zgadzają się, by w jakimkolwiek wymiarze chcieli wykonywać kompetencje zastrzeżone dla prezydenta, to ostateczną decyzję w tej sprawie musi podjąć trybunał. Gdy uzna, że sporu nie ma - będzie można wrócić do rozpatrywania kasacji ws. Mariusza Kamińskiego i jego współpracowników. Jeśli zaś sędziowie TK stwierdzą, że spór istnieje i SN nie ma prawa zajmować się tą sprawą - najprawdopodobniej zostanie ona umorzona.
Eksperci są podzieleni co do wczorajszego postanowienia. - Sąd Najwyższy postąpił słusznie, zawieszając postępowanie. Z prawnego punktu widzenia nie było innej możliwości. Przepis jest jednoznaczny. Sąd Najwyższy zastosował po prostu obowiązujące prawo. Dodajmy, prawo objęte domniemaniem konstytucyjności - twierdzi dr hab. Justyn Piskorski, ekspert Instytutu Sobieskiego.
Doktor Jan Sobiech z Wydziału Prawa i Administracji UKSW ma więcej wątpliwości. Artykuł 86 ust. 1 wspomnianej ustawy stanowi bowiem jasno, że do zawieszenia postępowania dochodzi wtedy, gdy występuje spór kompetencyjny. - W ten sposób SN niejako przyznał, że pomiędzy sądem a prezydentem tego rodzaju spór rzeczywiście zaistniał - podkreśla prawnik. Choć zarazem zaznacza, że jest pewna logika w uznaniu, że SN nie miał innego wyjścia, jak tylko zastosować wspomniany przepis.
- Sąd Najwyższy nie ma przecież kompetencji do orzekania, czy spór między dwoma centralnymi konstytucyjnymi organami państwa rzeczywiście ma miejsce. Rozstrzyganie tego jest zastrzeżone dla trybunału - wyjaśnia dr Sobiech.
Z wczorajszego orzeczenia cieszą się przede wszystkim politycy PiS. Przekonują, że co prawda nie ma powodów do wychwalania Sądu Najwyższego, gdyż po prostu właściwie wykonał swoją pracę. Ale jednocześnie w obliczu sporu politycznego wcale nie było to oczywiste.
Niezadowolona jest opozycja. Przede wszystkim dlatego, że nie wierzy w uczciwe postępowanie TK. Wśród opozycyjnych polityków oraz niektórych ekspertów pojawiają się głosy, że PiS wespół z kierującą pracami trybunału Julią Przyłębską znaleźli doskonały sposób na pozbywanie się niewygodnych spraw. Teoretycznie bowiem żaden przepis prawa nie zobowiązuje prezes TK do wyznaczenia nieodległego terminu rozprawy. Może więc być tak, że sprawa Mariusza Kamińskiego zawiśnie w próżni na wiele lat. Tak samo jak każda kolejna, która byłaby niewygodna dla władzy. Wystarczyłoby pismo od np. marszałka Sejmu do trybunału o wystąpieniu sporu kompetencyjnego pomiędzy dwoma organami władzy. Wówczas żaden z nich nie mógłby wydać rozstrzygnięcia do czasu zajęcia się sprawą przez Trybunał Konstytucyjny. - W praktyce może się więc okazać, że Sąd Najwyższy poprzez swoje wczorajsze orzeczenie, chcąc co prawda przyczynić się do uporządkowania sytuacji prawnej, może ją jeszcze bardziej skomplikować - uważa dr Jan Sobiech.
Przypomnijmy: w marcu 2015 r. warszawski sąd rejonowy skazał Mariusza Kamińskiego oraz jego trzech współpracowników za przekroczenie uprawnień podczas działań Centralnego Biura Antykorupcyjnego w związku z aferą gruntową. Były szef CBA, a obecnie minister koordynator służb specjalnych, usłyszał wyrok trzech lat pozbawienia wolności. Zanim sąd okręgowy rozpoznał apelację, prezydent Andrzej Duda ułaskawił całą czwórkę. Sędziowie umorzyli więc postępowanie. Sprawa trafiła jednak wskutek kasacji oskarżycieli posiłkowych do Sądu Najwyższego. Ten miał 9 sierpnia wydać wyrok. To w związku z wczorajszym postanowieniem nie nastąpi.
Politycy PiS w mediach twierdzili, że jakakolwiek inna decyzja sędziów niż ta, która ostatecznie zapadła, mogłaby przełożyć się na zastosowanie wobec orzekających odpowiedzialności karnej.
Zdaniem SN nie ma mowy o żadnym sporze kompetencyjnym
@RY1@i02/2017/148/i02.2017.148.000000500.803.jpg@RY2@
fot. Jacek Domiński/Reporter
Wczorajsza decyzja SN rozczarowała niedawnych obrońców niezależności sądów
OPINIA
Sędziowie schodzą z barykady
@RY1@i02/2017/148/i02.2017.148.000000500.802.jpg@RY2@
Barbara Kasprzycka zastępca redaktora naczelnego
Nie po to straciłem tydzień, stojąc pod sądem wieczorami, żeby otrzymać w zamian polityczny deal z Adrianem. Teraz nikt Was nie obroni", "Czuję się oszukana i upokorzona", "Na drugi raz będzie pusto na ulicach. Co za mięczaki" - to tylko kilka z masy emocjonalnych komentarzy, które wysypały się wczoraj w stronę Sądu Najwyższego. Odezwali się zeszłotygodniowi obrońcy niezależnych sądów i niezawisłych sędziów. To dla tej niezależności i niezawisłości stali na ulicach w łańcuchach światła w całej Polsce. Wśród rozczarowanych znaleźli się i działacze polityczni, i wpływowi publicyści. Dostali wczoraj bolesną lekcję logiki, zgodnie z którą jeśli żądamy niezawisłości sędziów, to może się okazać, że sędziowie będą niezawiśli również od żądających. Analogicznie: jeśli żądamy poszanowania demokracji, to demokratycznie wybrana większość może przejąć władzę. Jeśli domagamy się karania tych, którzy blokują nasze manifestacje, to możemy zostać zniesieni z drogi, którą idzie "cudzy" przemarsz, itd. itp.
Sąd Najwyższy pokazał wczoraj, że nie jest "nasz" ani "ich", jak chciałyby obie strony sporu. Nie wchodząc w rozważania taktyczne - czy to element szerszej układanki, dogadywania się co do przyszłej, prezydenckiej ustawy o SN - chcę wierzyć, że zwyciężyło po prostu prawo. Jakkolwiek oceniać obowiązującą ustawę dotyczącą postępowania przed TK, trudno przekonywać, że ustawą nie jest. A skoro wymaga zawieszenia postępowania, jeśli jego wynik może zależeć od orzeczenia trybunału, to należało postępowanie zawiesić - przy wszystkich wątpliwościach dotyczących racjonalności wniosku czekającego w TK na rozstrzygnięcie.
W przestrzeni prawnej jest już wystarczająco dużo chaosu. Organy państwa tkwią od miesięcy w trudnym do zniesienia klinczu ambicji, animozji i pokazów siły. Sąd Najwyższy dał wczoraj sygnał, że chce już zejść z tej barykady. Bo po każdej wojnie trzeba kiedyś zacząć sprzątać, nawet jeśli droga do formalnego traktatu pokojowego daleka. Jest jeszcze w kraju kilka spraw do załatwienia poza rozstrzygnięciem o winie lub niewinności Mariusza Kamińskiego. ⒸⓅ
Patryk Słowik
@PatrykSlowik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu