Kryzys, czyli żniwa dla prawników
Pewne czynności nigdy już nie będą wykonywane przez duże kancelarie, bo te mniejsze, tzw. butikowe, wykonają je szybciej i skuteczniej
Czym różni się dzisiejszy rynek usług prawnych od tego z lat 90.?
Lata 90. to zupełnie inna rzeczywistość. Na naszym rynku brakowało wówczas doświadczonych prawników. Kiedy zagraniczne firmy prawnicze otwierały swoje biura w Warszawie, często przyjeżdżały tu z prawnikami, którzy mieli polskie pochodzenie, a kształcili się za granicą. Wokół tych wybitnych osobowości budowano firmy. Obecnie obserwuję odejście od tego modelu. Firmy prawnicze zaczynają funkcjonować bardziej jak instytucje doradcze ewoluujące w kierunku modelu egalitarnego.
W praktyce co to oznacza?
Przede wszystkim skoncentrowanie się na potrzebach klienta. Liczy się też otwartość i pełna współpraca między praktykami. Biznes nie zna granic. I za tym musi iść pokonywanie przez kancelarie barier geograficznych, aby lepiej i efektywniej służyć klientowi. To oznacza, że poszczególne kancelarie w poszczególnych krajach nie mogą funkcjonować jak samodzielne wyspy. Muszą podlegać głębszej integracji poziomej, która następuje na poziomie praktyk, takich jak chociażby praktyka procesowa, fuzji i przejęć, papierów wartościowych czy energetyka i projekty infrastrukturalne.
To efekt globalizacji?
Tak. Tak samo jak nasi klienci prowadzący interesy na skalę międzynarodową, my mamy sprawy i procesy globalne, które wykraczają poza granice poszczególnych jurysdykcji.
I w tej nowej rzeczywistości nie sprawdzają się wielkie osobowości prawnicze?
Miejsce dla silnych osobowości jest zawsze, ale nie chodzi o indywidualne sukcesy, ale o grę zespołową i dostarczanie klientowi najlepszych produktów i usług wspólnie. Widać, że następuje zmiana pokoleniowa. Młodzi prawnicy są dobrze wykształceni, łatwo odnajdują się w międzynarodowej rzeczywistości, ponieważ często współpracują z kolegami z Paryża, Londynu, Budapesztu...
Wielu rezygnuje z pracy w korporacji, bo nie chce wciąż odwoływać kolejnych rodzinnych wakacji.
To jasne. Wymagania w międzynarodowych kancelariach czy w jakichkolwiek prężnych organizacjach międzynarodowych są wysokie i często brakuje czasu na życie prywatne. Ale jest to kwestia wyborów zawodowych i życiowych. Jednym taki styl życia odpowiada i daje im to satysfakcję, a inni wybierają drogę kariery, która pozwoli im na więcej oddechu poza pracą. I ja to rozumiem, i szanuję.
Rola partnerów także się zmienia?
W latach 90. kancelarie budowano wokół silnych osobowości, prawników o znanych nazwiskach. Dziś po ponad 20 latach rynek jest całkiem inny. Odpowiedzią na te przeobrażenia jest zmiana struktur operacyjnych w firmach. Zmienia się styl zarządzania kancelarią i wszystkie te czynniki wpływają na rolę partnera.
Partner ma dziś mniej władzy?
Nie tyle jest to kwestia mniejszej władzy, ile faktu, że grupa inteligentnych ludzi pracujących razem nad jakimiś zagadnieniami podejmie więcej trafnych decyzji niż jeden genialny umysł zamknięty sam w pokoju.
A więc "masy wszystkim, a jednostka niczym"?
Może nie do końca, ale będąc częścią większego, zintegrowanego zespołu, prawnik ma szanse pracować efektywniej dla swojego klienta.
Odchodzi partner. Zabiera ze sobą współpracowników. Jak pan wypełnia tę lukę?
Partnerzy odchodzą z wielu powodów, czasem do własnego biznesu lub zatrudniają się w roli prawników in house albo żeby dołączyć do innej kancelarii. To jest naturalna kolej rzeczy w każdej branży i firmy radzą sobie z tym na wiele sposobów. W międzynarodowej kancelarii trzeba na to spojrzeć z szerszej perspektywy. Przy zespole składającym się z tysięcy prawników na całym świecie odejście pojedynczego partnera nie wpływa na długofalowe plany firmy związane z daną praktyką czy biurem.
Ale gdy prawnik odchodzi z klientami, to już chyba jest mały kłopot?
Każda praca w zakresie świadczenia usług, a zwłaszcza praca prawnika ma ten szczególny walor, że opiera się na relacji i zaufaniu. Jest oczywiście przywiązanie do marki kancelarii, ale równie silne jest przywiązanie do osoby konkretnego doradcy. Jedni klienci wybierają komfort silnej marki, która daje im pewność pełnej obsługi na najwyższym poziomie, inni nade wszystko przedkładają osobiste relacje z prawnikiem. Najważniejszą rzeczą dla każdej firmy w takiej sytuacji jest ścisła współpraca z klientami, zapewnienie spełniania ich potrzeb najsprawniej i najskuteczniej, jak to możliwe.
Jakiś czas temu pan także porzucił kancelarię Cameron McKenna. Odeszło z panem ok. 20 współpracowników. Z dnia na dzień nie da się uzupełnić działu? Poszli za panem także klienci, prawda?
Jedną z zalet wiodących kancelarii międzynarodowych jest ich zdolność szybkiej mobilizacji najlepszych zespołów prawników i skierowania ich tam, gdzie są najbardziej potrzebni. Nie tracą oni przy tym z oczu szerszej perspektywy.
Czy strata klientów ma znaczenie?
Część klientów z założenia zmienia swoich doradców regularnie, inni zostają wierni jednej firmie. Dla wielu klientów zmiana prawnika jest nie do pomyślenia, zwłaszcza na przykład w mojej działce procesowej, gdzie relacje są silne, wręcz osobiste. Wtedy klienci idą za swym prawnikiem. Ale nie wszyscy. Wielu zostaje w dużych kancelariach, bo ich sprawy są interdyscyplinarne, wymagają pracy wielu działów, współpracy praktyk na poziomie różnych krajów.
Niedawno White & Case po 19 latach pracy opuścił partner Witold Daniłowicz. O czym świadczy to odejście?
W dzisiejszych czasach rotacja partnerów jest dość powszechnym zjawiskiem w branży prawniczej. Witold Daniłowicz zdecydował się opuścić White & Case, by szukać nowych wyzwań gdzie indziej. Odegrał kluczową rolę w tworzeniu marki White & Case na polskim rynku, za co jesteśmy mu niezwykle wdzięczni i oczywiście życzymy powodzenia w jego nowych przedsięwzięciach.
A jak kryzys odbija się na rynku usług prawnych?
Jest mniej transakcji na rynku. Ale kryzys to też różnego typu okazje, na przykład do przejęć lub zakupu nieruchomości czy innych aktywów. Są tacy, co muszą sprzedawać, i tacy, którzy na to czekają.
A jakie praktyki mają żniwa podczas kryzysu?
Z pewnością praktyka restrukturyzacyjna i upadłościowa, a także praktyka procesowa.
Procesy to pana specjalność, mamy już wysyp i ślady recesji?
W przypadku procesów mam swoją teorię. W czasach kryzysu czy mniejszej koniunktury ludzie procesują się w listopadzie. Na początku roku wszyscy patrzą, jak będzie się rozwijała sytuacja. Potem są wakacje. Nikt nie podejmuje trudnych decyzji. Po mniej więcej dwóch miesiącach od wakacji przychodzi refleksja, że jest jednak recesja i trzeba coś z tym zrobić, i podjąć konkretne decyzje jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia. I zaczynają się procesy.
Gdy nadchodzi szary i mokry listopad, pan się cieszy?
Cieszę się zawsze, gdy wygrywamy sprawy dla naszych klientów, niezależnie od pory roku.
@RY1@i02/2012/221/i02.2012.221.07000070b.802.jpg@RY2@
Paweł Pietkiewicz, partner zarządzający White & Case P. Pietkiewicz, M. Studniarek i Wspólnicy
Rozmawiała Ewa Ivanova
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu