In-house w cenie
Firmy coraz chętniej stawiają na wewnętrznych prawników. Ale takich, którzy dobrze rozumieją biznes i potrafią być sprawnymi menedżerami
Stereotyp przykurzonego radcy przedsiębiorstwa, który siedzi w bocznym pokoiku, zadrukowuje stosy papieru cytatami z paragrafów, a zapytany o cokolwiek odpowiada językiem niezrozumiałym dla przeciętnego śmiertelnika, odchodzi w niepamięć. Podobnie jak czasy, gdy spółki niemal całą obsługę prawną zlecały na zewnątrz, najchętniej kancelariom z najwyższej półki.
"Nastała era prawników in-house" - takie głosy przeważały podczas prestiżowego In-house Counsel Forum 2013, konferencji, która odbyła się pod koniec czerwca w Londynie. Trend, który oficjalnie odtrąbiono na Zachodzie, coraz wyraźniej widać w Polsce.
- Zdecydowanie wzrasta liczba ofert pracy dla prawników wewnętrznych. Przy tym poszukiwani są kandydaci, którzy będą jedynym prawnikiem in-house w przedsiębiorstwie dotąd radzącym sobie bez tego typu pracownika, ale również osoby mające zasilić już istniejący zespół. Tendencję do rozbudowywania działów prawnych także można zaobserwować, jednak w mniejszym zakresie - mówi Agnieszka Czapska, ekspert z polskiego oddziału międzynarodowej firmy rekrutacyjnej Hays.
Specjaliści w zakresie doradztwa personalnego nie kryją, że zlecenia płyną zarówno od dużych korporacji, jak i od średnich oraz małych spółek. Najczęściej wskazywany główny powód takiego zjawiska - kryzys. To on wpływa na zamrażanie rozpoczętych już projektów czy inwestycji, które trzeba zabezpieczyć - głównie rękami prawnika właśnie. To on sprawia również, że w wyniku cięcia firmowych kosztów topnieją rozbuchane nieraz budżety na ekspertyzy i opinie zewnętrznych kancelarii, co niestety nie sprawia przecież, że problemy prawne znikają.
- Prawnik wewnętrzny jest tańszy niż ten outsourcowany. W dodatku jest na miejscu, co ułatwia komunikację i pozwala szybciej i na bieżąco znajdować najlepsze rozwiązania. A jeśli pojawia się potrzeba skorzystania ze wsparcia kancelarii, bo takie sytuacje są nieuniknione, in-house jako człowiek znający rynek wie, gdzie się zwrócić, i potrafi wynegocjować najkorzystniejsze warunki - podkreśla Agnieszka Dzięgielewska-Jończyk, szefowa działu prawnego Hewlett Packard Polska.
Krystian Stanek, chief legal officer w GDF Suez Energia Polska, przestrzega jednak przed przecenianiem roli dekoniunktury gospodarczej w kontekście zatrudniania prawników in-house. - W wielu przypadkach postawienie na wewnętrzną obsługę prawną jest elementem długofalowej strategii danej korporacji, a nie wynikiem szukania oszczędności - zaznacza. Przyznaje, że w kwietniu zakończył proces rekrutacyjny kolejnej osoby do swojego działu i z kryzysem nie miało to wiele wspólnego. - Podam przykład, który dobrze obrazuje korzyści płynące z postawienia na własny zespół. Realizacja zlecenia wyłącznie w oparciu o prawników zewnętrznych może trwać dłużej niż z wykorzystaniem wewnętrznego zespołu prawnego. Wynika to z faktu, iż prawnicy wewnętrzni znają wszystkie zależności w firmie, obowiązujący ład korporacyjny itd. Ja wiem, kiedy mogę zastosować dozwolone uproszczenia, co pominąć, a czego absolutnie pominąć nie mogę. Kancelaria wszystkiego musi się dowiadywać niemal od zera, działając w dobrej wierze, buduje sobie odpowiednie marginesy bezpieczeństwa - tłumaczy Krystian Stanek.
- Prawnicy w kancelariach często mnożą zastrzeżenia i nie zawsze udzielają wystarczająco konkretnej odpowiedzi. Utrudnia to podjęcie decyzji biznesowej i analizę wiążących się z nią ryzyk. In-house nie poprzestaje na wskazaniu problemu, ale proponuje, jak go rozwiązać. Jest w stanie to zrobić, bo zna dany biznes od podszewki - dodaje Agnieszka Gotlibowska-Horoszczak, która kieruje działem prawnym w spółce VIMN Poland, należącej do koncernu mediowego Viacom. Jej zdaniem to, że działa się na rzecz jednego podmiotu, wytwarza też szczególne poczucie lojalności i zaangażowanie, które przekłada się na jakość pracy. A to nie uchodzi uwadze ludzi biznesu.
Agnieszka Dzięgielewska-Jończyk z Hewlett Packard zwraca uwagę na jeszcze jeden możliwy powód zwrócenia się przedsiębiorców w stronę prawników in-house. - W Polsce, wzorem państw zachodnich, kładzie się coraz większy nacisk na poprawność w biznesie. W dodatku w naszym kraju działa wielu aktywnych regulatorów i kwestia compliance wychodzi na pierwszy plan. W firmach potrzebne są osoby, które, znając specyfikę danej branży, opracują zgodne z prawem wewnętrzne regulaminy, polityki czy zasady komunikacji - tłumaczy mec. Dzięgielewska-Jończyk.
Praktyka przed teorią
Eksperci w zakresie rekrutacji przyznają, że przedsiębiorcy szukają prawników in-house, ale i sami prawnicy, także ci związani z renomowanymi kancelariami coraz chętniej zerkają w stronę korporacji. Pokutuje bowiem przekonanie, że tam praca jest bardziej stabilna i lżejsza, a już na pewno nie wymaga siedzenia po nocach, co jest niepisaną normą w przypadku topowych prawniczych brandów.
- Po nocach faktycznie nie siedzę, ale stresem chętnie się podzielę, bo nie pamiętam takiego ciśnienia pracy w ciągu tych 12 lat w kancelarii - śmieje się Joanna Krawczyk-Nasiłowska, szefowa działu prawnego w spółce deweloperskiej Ghelamco. I choć podkreśla, że z decyzji podjętej pięć lat temu jest bardzo zadowolona, ma świadomość, jak wiele musiała się nauczyć. - Prawnik in-house oceniając umowę czy kontrakt, musi pamiętać, że trzeba ją będzie wykonać. Musi wziąć pod uwagę ryzyka biznesowe, podatkowe i wiele innych aspektów. Tylko doświadczenie i praktyka sprawią, że w odpowiednim momencie zapalą mu się czerwone światełka. Prawnikowi kancelaryjnemu, którego interesuje tu i teraz, nie zapalą się - tłumaczy mec. Krawczyk-Nasiłowska.
Agnieszka Moczuło, obecnie szefująca działowi prawnemu w koncernie farmaceutycznym Sanofi-Aventis, przyznaje, że ona po odejściu z kancelarii musiała nauczyć się trudnej sztuki delegowania obowiązków na innych (przy jednoczesnym ponoszeniu odpowiedzialności za zespół i jego pracę), a także elastyczności w doborze rozwiązań. - Kiedyś w przypadku pewnej umowy prawnik drugiej strony zakwestionował darowiznę będącą istotnym elementem tej umowy. Rozwiązaniem problemu okazała się zmiana słowa "darowizna" na "bezpłatne przekazanie", a nie zmiana konceptu transakcji, choć mnie zęby bolały przy takich negocjacjach - mówi mec. Moczuło.
- Trochę też trwało, zanim przestałam zwracać uwagę na wygląd (formatowanie) dokumentów, nie wspominając o przyzwyczajeniu się do swobodniejszych zasad w kwestii doboru stroju. Mówiąc wprost, dowiedziałam się, że chyba powinnam zmienić styl, bo wyglądam jak człowiek z kancelarii - dodaje Agnieszka Moczuło, zaznaczając, że od początku czerpała wielką satysfakcję z wykonywania zawodu, będąc częścią firmy, blisko jej problemów i sukcesów.
Miękkie kompetencje
Prawnicy in-house jednym głosem mówią o miękkich kompetencjach, które są niezbędne na ich stanowiskach. W korporacji trzeba umieć zarządzać czasem, ludźmi i zadaniami, wykazywać się kreatywnością, mieć intuicję, a przede wszystkim umieć się komunikować. Zwłaszcza to ostatnie bywa nie lada problemem w sytuacjach, gdy księgowi, handlowcy, pracownicy działu finansowego czy Bóg wie jeszcze kto przychodzą, pytając: "Ale co to znaczy?".
- In-house musi nauczyć się mówić innym językiem, zrozumiałym dla nieprawnika. Ma być krótko, zwięźle i na temat. Najlepiej w punktach - zaznacza Joanna Krawczyk-Nasiłowska z Ghelamco.
- Forma jest bardzo ważna. Gdy opowiem w prezentacji, jak wygląda ustawa i co z tego wynika, to delikatnie mówiąc, rezultat nie będzie dobry. Biznes nie lubi roztrząsania abstrakcyjnych problemów, trzeba poruszać się w obrębie jego podwórka, podając przykłady. Najlepiej w postaci kolorowych slajdów - uzupełnia, z lekkim uśmiechem, Agnieszka Dzięgielewska-Jończyk z HP.
Blisko zarządu
Prawnicy wewnętrzni, jak sami zaznaczają, pracują na żywym organizmie, dlatego wciąż muszą zgłębiać tajniki branży, w której działa ich pracodawca. Magazyn "The Lawyer" opublikował niedawno raport pokazujący, że od in-housów wymaga się coraz bardziej rozbudowanej wiedzy biznesowej. Towarzyszy temu zjawisku coraz powszechniejsze włączanie osób odpowiedzialnych za kwestie prawne do ścisłego kierownictwa firm. - To zrozumiałe. Prawnik to też menedżer, który buduje wartość projektów - tłumaczy Krystian Stanek, który jako chief legal officer w GDF Suez Energia Polska wchodzi w skład odpowiednich komitetów projektowych.
Niezbędne kompetencje pozyskiwał w ramach wewnątrzfirmowych programów rozwoju, które były ukierunkowane na odpowiednie rozumienie przez prawników określonych procesów biznesowych zachodzących w firmie. Ukończył też dwuletnie studia menedżerskie. - Jako członkowie odpowiednich komitetów i zespołów projektowych prawnicy wewnętrzni są zaangażowani na każdym etapie realizacji projektu oraz procesu decyzyjnego, dlatego też odpowiadają przed kolegami za to, do czego ich przekonują - wyjaśnia mec. Stanek.
- Członkiem zarządu zostałam dwa lata temu. Sądzę, że w przypadku dużych firm ten trend będzie się umacniał, bo kwestie prawne mają ogromny wpływ na decyzje biznesowe - diagnozuje Joanna Krawczyk-Nasiłowska z Ghelamco.
Jeśli pojawia się potrzeba skorzystania ze wsparcia zewnętrznej kancelarii, bo takie sytuacje są nieuniknione, in-house jako człowiek znający rynek wie, gdzie się zwrócić, i potrafi wynegocjować najkorzystniejsze warunki
@RY1@i02/2013/157/i02.2013.157.07000040a.803.jpg@RY2@
Ewa Szadkowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu