Minister sprawiedliwości zachowuje poczucie humoru
Opinia
W demokratycznym państwie prawa, gdzie zachowanie członków społeczeństwa podlega regułom jurydycznym, zapewnienie pomocy prawnej ubogim jest jednym z podstawowych wyznaczników humanitarności systemu. W nowoczesnym, biurokratycznym organizmie państwowym w celu wykluczenia arbitralności władzy wprowadza się wciąż kolejne normy. W ostatecznym rozrachunku tworzą one jednak labirynt, w którym bardzo trudno jest się poruszać obywatelom samodzielnie. Osoby dysponujące dobrami majątkowymi są w stanie za fachową pomoc zapłacić i zyskać większą kontrolę nad własnym życiem. Ubodzy obywatele w kraju, w którym brak jest kompleksowych rozwiązań, zdani są na łaskę i niełaskę organizacji charytatywnych. W rezultacie osoby pozbawione z różnych względów dóbr materialnych przestają być podmiotami prawa, a ich los zaczyna przypominać żywot Józefa K., bohatera "Procesu" czy "Zamku" Franza Kafki.
Nie da się ukryć, że Rzeczypospolita Polska odniosła na polu pomocy prawnej dla ubogich bardzo umiarkowane sukcesy, które można określić słowami Greka Zorby "jaka piękna katastrofa!". Nie udało się stworzyć do tej pory systemu pomocy przesądowej dla potrzebujących, istniejącego w państwach cywilizowanych. Mechanizm sądowej pomocy prawnej stanowi natomiast rachityczną konstrukcję, która może się rozsypać przy silniejszym podmuchu wiatru. Obecnie pomoc prawna z urzędu jest regulowana całkowicie dowolnie przez władzę wykonawczą za pomocą arbitralnego, zawieszonego w jurydycznej próżni aktu wykonawczego. Chodzi tu o rozporządzenie ministra sprawiedliwości z 28 września 2002 r. (Dz.U. z 2002 r. nr 163, poz. 1348) dotyczące kosztów nieopłaconej pomocy prawnej z urzędu, a oparte na pozbawionej szczegółowych wytycznych delegacji ustawowej (delegationis nudus). Artykuł 29 prawa o adwokaturze (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 635) pozbawiony jest przecież, co przyznaje sam minister sprawiedliwości, jakichkolwiek wytycznych. Z kolei art. 16, który minister sprawiedliwości chciałby stosować analogicznie, obarczony jest poważnym logicznym błędem: wskazuje bowiem te same przesłanki jako podstawę obliczenia jednej stawki minimalnej, jak i jej sześciokrotności. Wszystko to pozwala władzy wykonawczej przyjmować najbardziej zaskakujące rozwiązania.
Jednym z nich jest zawarcie w rozporządzeniu formuły, której wypowiedzenie jest magicznym kluczem do otrzymania przez pełnomocnika z urzędu wynagrodzenia za wykonaną pracę. Paragraf 16 rozporządzenia stanowi: "Wniosek o przyznanie kosztów nieopłaconej pomocy prawnej powinien zawierać oświadczenie, że opłaty nie zostały zapłacone w całości lub części". Przepis ten nie przewiduje żadnych sankcji, jednak o dziwo rozumiany jest od Bałtyku po Tatry w ten sposób, że jeżeli formułka ta nie zostanie przez pełnomocnika wyrecytowana w odpowiednim momencie w całości, a np. jedynie w części, to - bardzo nam przykro, wynagrodzenia za pracę nie będzie w ogóle. Trudno jest jednak znaleźć jakąkolwiek podstawę prawną dla takiego rozwiązania. Ograniczenie praw obywatelskich może wszak zostać dokonane jedynie w ustawie. Z całą pewnością nie może się dokonać rozporządzeniem, które zresztą opiera się na przepisie pozbawionym jakichkolwiek wytycznych. Okoliczność, że przepis ten jest w ogóle stosowany przez sądy - które przecież zgodnie z art. 178 ust. 1 ustawy zasadniczej podlegają wyłącznie ustawom i konstytucji - stanowi niezwykle frapującą jurydyczną zagadkę.
Innym przykładem całkowitej arbitralności ministra sprawiedliwości jest paragraf 19 rozporządzenia, zawierający ni stąd, ni zowąd granicę 150 proc. stawki minimalnej w przypadku zwrotu kosztów pomocy prawnej z urzędu. Przelicznik ten pojawia się w akcie podustawowym, mimo że nie wymienia go żaden przepis prawa o adwokaturze. Podobna technika na pewno znalazłaby uznanie w wielu państwach świata, ale niekoniecznie w demokracjach parlamentarnych, które zasadniczo odrzucają koncepcję samodzielnych dekretów ustawodawczych. Raz jeszcze trzeba powtórzyć: system pomocy prawnej z urzędu musi się opierać na rozwiązaniach ustawowych, a nie być polem dla zupełnie dowolnych rozwiązań przyjmowanych przez egzekutywę.
Kolejny ewenement to stawka 60 (słownie sześćdziesięciu) złotych jako wynagrodzenie za pomoc prawną z urzędu w sprawie z zakresu np. prawa ubezpieczeń społecznych. Z jednej strony kwota ta naprawdę cieszy, bo pokazuje, że minister sprawiedliwości mimo wielu obowiązków zachowuje poczucie humoru, z drugiej jednak smuci, gdyż dotyczy kwestii bardzo poważnych. Adwokaci w sprawach z urzędu nie występują przecież we własnym imieniu. Bronią interesów ubogich obywateli. Sposób traktowania pełnomocników jest wyrazem prawdziwego podejścia prawodawcy do mocodawców, tj. osób potrzebujących fachowej pomocy prawnej. Pozostaje mieć nadzieję, że podejście to wreszcie się zmieni. Do tego czasu jednak ubodzy obywatele, którzy nagle zetkną się z niezrozumiałym dla siebie problemem prawnym, muszą szukać pomocy charytatywnej, a dla uspokojenia powtarzać sobie w duchu za Józefem K.: "żyjemy przecież w państwie praworządnym, wszędzie panuje spokój, wszystkie prawa są przestrzegane. Kto śmie nas we własnym mieszkaniu napaść?".
@RY1@i02/2014/243/i02.2014.243.183001100.803.jpg@RY2@
dr Łukasz Supera adwokat
dr Łukasz Supera
adwokat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu