Wymiana więźniów, czyli ćwiczenia z rządów prawa
Każde – nawet najbardziej uzasadnione politycznie – działanie władz musi mieć podstawę prawną
Czasami badacz prawa jest szczęściarzem. W kilku państwach jednocześnie wystąpi identyczny, a do tego szczególnie ważny problem wymagający znalezienia własnego rozwiązania przez każdy z systemów prawnych. Tak było z niedawną wymianą więźniów między USA a Federacją Rosyjską, w której uczestniczyły też: Białoruś, Niemcy, Norwegia, Polska i Słowenia. Można powiedzieć – i takie głosy słyszano – że mieliśmy do czynienia ze „zdarzeniem politycznym”, i to wyjątkowym. Oznaczałoby to, że prawo nie ma tu zastosowania i rządzi jedynie wola polityczna. Nie musielibyśmy wtedy szukać rozwiązania prawnego.
Nie zgadzam się na taką abdykację prawa. Wymiany więźniów nie są nagłe. Poprzedzają je długotrwałe negocjacje, czasami nawet kilkuletnie. Nie ma więc zaskoczenia; można się przygotować z adekwatną kwalifikacją prawną. I tego wymaga państwo prawa. Inaczej będzie, gdy terroryści uprowadzą samolot i zagrożą zabijaniem zakładników, jeśli uwięzieni towarzysze sprawców nie zostaną uwolnieni. Władze państwowe, gdy zgodzą się na wymianę (czego nie muszą robić, bo z terrorystami co do zasady się nie negocjuje), mogą wyjść poza gorset prawa i jego procedur. Ale to wyjątek.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.