Budżet zapłaci, zatory w sądach nie znikną
Zmienią się granice apelacji, strony będą miały dłuższą drogę do sądu
Ministerstwo Sprawiedliwości liczy na to, że zmiana granic apelacji warszawskiej, która nastąpi od niedzieli, zmniejszy zaległości w stołecznym sądzie apelacyjnym. Dziś bowiem są one największe w kraju.
- W ubiegłym roku w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie odnotowano największą pozostałość spraw - ponad 2,5 tys. To blisko osiem razy więcej od najmniejszych zaległości - mówi Jacek Czaja, wiceminister sprawiedliwości.
Odciążenie Sądu Apelacyjnego w Warszawie ma nastąpić poprzez przeniesienie okręgu płockiego do apelacji łódzkiej, a okręgu ostrołęckiego do apelacji białostockiej. Eksperci uważają jednak, że cel ten nie zostanie osiągnięty, bowiem zaledwie 11 proc. spraw trafiających do Sądu Apelacyjnego w Warszawie pochodzi spoza stołecznych okręgów. Ich zdaniem reforma może natomiast pogorszyć tempo wydawania wyroków. Wszystko przez to, że po raz pierwszy wraz ze zmianą właściwości sądów nie zmienia się właściwość prokuratur. Oznacza to, że np. w Sochaczewie, gdzie obie instytucje mieszczą się w tym samym budynku, prokuratura będzie należała do apelacji warszawskiej, a sąd do łódzkiej.
- Prokuratorzy będą mieli dalej do sądu apelacyjnego, co zwiększy koszty dojazdów na rozprawy. Śledczy będą mogli oczywiście zwracać się o pomoc do swoich kolegów z sąsiednich apelacji, ale ci nie będą tak dobrze przygotowani do występowania przed sądem w danej sprawie - mówi Maciej Kujawski z Prokuratury Generalnej.
Więcej pieniędzy pójdzie też z budżetu państwa np. na zwrot kosztów dojazdów świadków do sądu.
Arkadiusz Jaraszek
arkadiusz.jaraszek@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu