Czy grozi nam paraliż wymiaru sprawiedliwości
Z godnie z art. 144 ust. 1 i 2 konstytucji prez ydent, realizując swoje konstytucyjne i ustawowe obowiązki, wydaje akty urzędowe, które dla ważności wymagają podpisu Prezesa Rady Ministrów (kontrasygnaty). Konstytucja ustanawia domniemanie kontrasygnaty (prerogatywy) aktów urzędowych prezydenta, co oznacza, że dla ważności wymagają jej wszystkie akty urzędowe z wyjątkiem wyraźnie wskazanych w konstytucji. Obowiązki i uprawnienia prezydenta wyłączone spod tego obowiązku wskazane są w art. 144 ust. 3 konstytucji.
Wśród 30 prerogatyw konstytucja wymienia m.in. powoływanie sędziów (art. 144 ust. 3 pkt 17). Od wielu lat zarówno w nauce prawa konstytucyjnego, jak i praktyce funkcjonowania urzędu prezydenta nie budziło wątpliwości, że wydawanie aktów urzędowych, które nie są ścisłą realizacją prerogatyw, wymaga kontrasygnaty, a treść prerogatyw nie może być interpretowana w sposób rozszerzający ani uzupełniana w drodze ustawowej. Tak ukształtowany ład konstytucyjny funkcjonował przez dziesięciolecia i sprawdzał się nawet w warunkach tzw. kohabitacji, gdy premier i prezydent wywodzili się z różnych obozów politycznych i mógł powstawać między nimi spór. Standardy konstytucyjne i rzetelna wiedza prawnicza w takich przypadkach zawsze jednak – jak dotąd – miały pierwszeństwo.
Dlatego też o możliwości uchybienia przez prezydenta obowiązkowi uzyskania kontrasygnaty konstytucjonaliści mówili jedynie teoretycznie, jak o sytuacji nierealnej w państwie o wysokiej kulturze konstytucyjnej. Charakteryzując taką sytuację, prof. P. Sarnecki pisał: „Kontrasygnata aktów urzędowych prezydenta wymagana jest dla ich »ważności« – tzn. że skutki, przewidziane przez prawo jako konsekwencje wydania danego aktu urzędowego, zaczynają występować dopiero po jego podpisaniu przez premiera. Akt niekontrasygnowany skutków takich nie wywiera, choćby nawet Kancelaria Prezydenta spowodowała ich rozesłanie, doręczenie, zawiadomienie itp. Organom zobowiązanym do realizacji aktów prezydenta nie wolno realizować aktów niekontrasygnowanych, podmioty »uprawnione« na ich podstawie nie mogą podnosić żadnych roszczeń, akty te nie mogą być ogłaszane w oficjalnych organach publikacyjnych itd.” (P. Sarnecki, komentarz do art. 144 Konstytucji RP, red. L. Garlicki, Warszawa 1999 r., s. 4).
Wydanie przez prezydenta niekontrasygnowanego aktu urzędowego, który nie jest prerogatywą, powoduje zatem, że jest on z mocy konstytucji dotknięty nieważnością, podobnie jak nieważne są działania podjęte na jego podstawie, a także ich skutki.
8 grudnia 2017 r. z inicjatywy prezydenta uchwalono ustawę o Sądzie Najwyższym. Jest ona najgorszym aktem prawnym, z jakim się spotkałem. Na ocenę tę ma wpływ nie tylko jego treść normatywna, której wiele norm rażąco narusza podstawowe standardy państwa prawnego, podziału władz i niezależności wymiaru sprawiedliwości (zob. opinie i analizy prawnicze w toku prac legislacyjnych – druk sejmowy 2003), ale także fakt, że Trybunał Konstytucyjny od pewnego czasu utracił z pola widzenia konstytucję. Co za tym idzie – nie sposób rzetelnie ocenić konstytucyjności ustawy o SN i usunąć niekonstytucyjnych norm z systemu prawnego. Ustawa ta zatem trwa i wywołuje skutki prawne, które niszczą wymiar sprawiedliwości. Obrazu tego dopełnia sposób stosowania ustawy przez prezydenta, który nowe kompetencje i zadania, przynależne dotychczas I prezesowi Sądu Najwyższego, realizuje z pominięciem formy właściwej dla aktów urzędowych prezydenta i obowiązku uzyskania kontrasygnaty Prezesa Rady Ministrów.
11 września prezydent, działając na podstawie art. 111 par. 1 ustawy o SN, wydał postanowienie, w którym wyraził zgodę na dalsze zajmowanie stanowiska sędziego przez 5 sędziów SN i 21 sędziów NSA. Postanowienie to nie uzyskało kontrasygnaty premiera, gdyż – zdaniem Kancelarii Prezydenta – mieści się ono w ramach prerogatywy prezydenta. 12 września prezydent powiadomił 7 sędziów SN o przejściu w stan spoczynku. Wcześniej – realizując obowiązek wskazany w art. 39 ustawy o SN – prezydent podobne powiadomienia przesyłał także sędziom SN, którzy nie złożyli wniosków o dalsze pełnienie urzędu lub złożyli je po terminie.
W świetle konstytucji postanowienie prezydenta z 11 września należy jednak, z uwagi na brak wymaganej kontrasygnaty Prezesa Rady Ministrów, uznać za akt nieważny. Wszyscy sędziowie, którzy złożyli wnioski w trybie art. 111 ustawy o SN lub zgłosili bezpośrednio na podstawie konstytucji gotowość dalszego orzekania, powinni pozostać w służbie czynnej do czasu wydania przez prezydenta prawidłowego postanowienia.
W związku z wadliwym wydaniem postanowienia powstał szkodliwy dla wymiaru sprawiedliwości stan niepewności co do statusu prawnego sędziów SN i NSA. Pogłębia go wadliwy sposób realizacji przez prezydenta obowiązków wskazanych w art. 39 ustawy o SN. Ustawodawca zobowiązuje w nim prezydenta do „stwierdzenia” dnia przejścia sędziego w stan spoczynku. Prezydent obowiązek ten stara się realizować w formie „zawiadomienia”, które w świetle Konstytucji nie jest aktem urzędowym.
Obowiązek ten powinien być realizowany w formie aktu urzędowego prezydenta, tj. kontrasygnowanego postanowienia, w którym stwierdza się dzień przejścia sędziego w stan spoczynku. Ustawa o SN w art. 39 mówi o stwierdzeniu przez prezydenta dnia przejścia sędziego SN w stan spoczynku, a nie o wysłaniu zawiadomienia. Do czasu prawidłowego wydania postanowienia prezydenta stwierdzającego dzień przejścia w stan spoczynku status prawny wielu sędziów SN pozostaje co najmniej niejasny. Ustawa o SN stwierdza wprawdzie, że sędzia przechodzi w stan spoczynku z mocy ustawy, ale dzień ma wskazać prezydent, który uczynił to w sposób nieważny.
Problem braku koniecznej kontrasygnaty pod wymagającymi tego aktami urzędowymi prezydenta pojawia się po raz pierwszy w praktyce konstytucyjnej, choć w tej kadencji wystąpił już kilkakrotnie. 24 maja 2018 r. prezydent wydał obwieszczenie o wolnych stanowiskach w Sądzie Najwyższym (M.P. poz. 633 ), w którym ogłosił nabór na 44 stanowiska sędziego SN. Obwieszczenie to zostało wydane bez kontrasygnaty Prezesa Rady Ministrów, po miesięcznym sporze Kancelarii Prezydenta i kancelarii premiera co do zasadności jej uzyskania. 10 sierpnia 2018 r. prezydent wydał niekontrasygnowane obwieszczenie o 11 wolnych stanowiskach sędziowskich w SN (M.P. poz. 831).
Obowiązek uzyskania kontrasygnaty dla ważności obwieszczeń prezydenta wydawanych na podstawie art. 31 par. 1 ustawy o SN nie budzi jednak wątpliwości. Wbrew stanowisku Kancelarii Prezydenta nie można bowiem przyjąć, by realizacja tego zadania mieściła się w ramach prerogatywy powoływania sędziów. Sama kancelaria zresztą nie jest w swojej argumentacji spójna, zwracając się – w tym przypadku słusznie – do premiera o kontrasygnatę postanowień o powołaniu asesorów sądowych, którzy na mocy ustawy pełnią obowiązki sędziego (M.P. z 2017 r. poz. 503, 595 i 596).
W przestrzeni publicznej zostały już zaprezentowane argumenty przemawiające za koniecznością uzyskania kontrasygnaty w odniesieniu do wskazanych obwieszczeń prezydenta (zob. prof. M. Florczak-Wątor, Sąd Najwyższy w wątpliwym składzie, Rzeczpospolita 14–15.08.2018, M. Florczak-Wątor, T. Zalasiński, Opinia prawna, dostępna na stronie internetowej Stowarzyszenia Iustitia), nie ma zatem potrzeby ich powielania w tym miejscu. Tym bardziej że o analogicznej sytuacji (dotyczącej KRRiT), orzekł Trybunał Konstytucyjny w sprawie K 4/06. Błąd w zakresie pominięcia kontrasygnaty jest tu zatem oczywisty. Uwagi te pozostają aktualne w odniesieniu do postanowień prezydenta wydawanych na podstawie art. 111 par. 1 i „zawiadomień” stanowiących próbę realizacji obowiązku wynikającego z art. 39 ustawy o SN.
Rodzi się zatem pytanie o konsekwencje i skutki dla funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości wydawania przez prezydenta aktów urzędowych w wadliwy sposób. Sankcja przewidziana w konstytucji jest bezwzględna, nieważność obejmuje akty urzędowe oraz ich konsekwencje. W przypadku obwieszczeń o wolnych stanowiskach sędziów SN konsekwencją będzie nieważność wyboru 55 sędziów. Krajowa Rada Sądownictwa powinna umorzyć postępowanie wszczęte wadliwie przez prezydenta z uwagi na niedopuszczalność podjęcia uchwały w sprawie indywidualnej (art. 41 ustawy o KRS) i poczekać na prawidłowe obwieszczenie o wolnych stanowiskach w Sądzie Najwyższym. W przeciwnym razie może dojść do sytuacji, w której w SN, obok prawidłowo wybranych sędziów, będzie zasiadało 55 sędziów wybranych nieważnie. Prowadzenie przez nich działalności orzeczniczej pociągnie za sobą kolejne problemy prawne i wątpliwości co do ważności rozstrzygnięć, w których brali udział. W przypadku sędziów SN, o których przejściu w stan spoczynku przesądza art. 111 ustawy o SN (w mojej ocenie głęboko niekonstytucyjny), powstaje z kolei stan niepewności co do statusu zawodowego z uwagi na brak prawidłowego stwierdzenia daty ich przejścia w stan spoczynku. Skutki – zważywszy zadania i funkcje SN (nadzór judykacyjny nad sądami powszechnymi) – będą dotkliwsze niż w przypadku Trybunału Konstytucyjnego. Stajemy bowiem przed ryzykiem paraliżu nie tylko działalności orzeczniczej SN, ale całego wymiaru sprawiedliwości. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu