Unia potrzebuje więcej pieniędzy
WPŁYWY Z NOWEGO PODATKU mogłyby wynieść jedną czwartą, a nawet jedną trzecią całego budżetu Wspólnoty
Na wprowadzeniu w UE podatku od obrotu instrumentami finansowymi najbardziej mogą zyskać rynki, które takich podatków nie będą miały - Rosji, Brazylii, Japonii i USA. Za to konsekwencje poniosą także polskie instytucje finansowe, które z doprowadzeniem do kryzysu nie miały nic wspólnego.
- Przyczyną kryzysu w 2008 r. była nieodpowiedzialność instytucji finansowych i inwestorów, którzy wykorzystywali skomplikowane instrumenty finansowe do osiągnięcia zysków. Gdy zaczęły się ich problemy, to państwa z budżetów musiały wyłożyć pieniądze na ich ratowanie. W konsekwencji same państwa popadły w kłopoty - mówi Wojciech Kwaśniak, były szef nadzoru bankowego. To podstawowy powód, dla którego nałożenie podatku na operacje finansowe ma tylu zwolenników. - Polskie instytucje finansowe nie obracały niebezpiecznymi instrumentami. Żadna nie miała problemu i z naszego budżetu nie został wydany ani złoty na ich ratowanie. Ale jeśli Parlament Europejski zdecyduje o wprowadzeniu podatku, także polskie instytucje finansowe solidarnie będą musiały go zapłacić - podkreśla.
W opinii Ludwika Sobolewskiego, prezesa GPW, nałożenie podatku na obrót instrumentami finansowymi rodzi ryzyko, że część inwestorów przeniesie się na inne rynki.
Już teraz giełdy w Europie mają problemy z działającymi w sieci alternatywnymi platformami obrotu, które powoli przejmują role tradycyjnych parkietów. Nałożenie obciążeń na inwestorów może spowodować jedynie ich ucieczkę na rynki, które nie pobierają podatków. Nie tylko do egzotycznych państw Azji, gdzie powstaje coraz więcej platform alternatywnych, ale także do USA, Rosji, Japonii czy Brazylii.
Beata Tomaszkiewicz
Obecnie budżet składa się głównie ze składek państw członkowskich. Proponujemy, żeby je zmniejszyć i pozyskać nowe źródła finansowania. Zaproponujemy m.in. opodatkowanie transakcji finansowych.
Wolę mówić o środkach własnych Unii i w dodatku nie mogę zdradzić konkretów, które wkrótce ogłosimy. Uczestnicy obrotu akcjami, obligacjami i derywatami byliby obciążeni niewielką stawką - na przykład 0,1 proc. w przypadku akcji i obligacji oraz do 0,01 proc. w przypadku derywatów. Płaciliby ją sprzedający i kupujący od wartości obrotu. Mamy nadzieję, że to rozwiązanie nie wypłoszy międzynarodowych instytucji finansowych z Europy. Tym bardziej że europejskie państwa uczestniczące w G20 będą forsowały przyjęcie tego podatku jako rozwiązania globalnego.
Szacujemy, że nowe środki własne mogą wynieść jedną czwartą budżetu UE, może nawet jedna trzecią, jeśli myśleć o szerszej bazie opodatkowania, uzupełnionej na przykład o transakcje walutowe. Jest to więc uzupełnienie, a nie zastąpienie składek.
Przesada - sektor finansowy ma być udziałowcem budżetu, a nie jego podporą! Obrót, który jest gigantyczny, pozostaje w większości krajów nieopodatkowany. To właśnie on, odrywając się od gospodarki realnej, był źródłem kryzysu. Podatek ma mieć w tym przypadku nie tylko wymiar finansowy, ale też pedagogiczny. Powinien zniechęcić uczestników obrotu do najbardziej ryzykownych transakcji.
Długo zastanawialiśmy się, jak zmienić budżet Unii. W przypadku podatku finansowego jest wola polityczna Parlamentu Europejskiego, zgoda państw członkowskich, a nawet przychylność opinii publicznej, by sektor ten uczestniczył w jakimś procencie w finansowaniu naprawy gospodarczej. Wedle sondaży ponad 60 proc. Europejczyków popiera ten podatek.
Kryzys i konsolidacja finansów skłaniają do oszczędności w składkach narodowych tworzących dotąd 78 proc. budżetu UE. Po drugie, wchodzimy w okres liberalizacji handlu z innymi kontynentami. Obawiamy się, że dochody z cła, które obecnie wynoszą 12 proc. budżetu UE, będą się zmniejszać. Oprócz sięgnięcia po sektor finansowy jako rekompensatę proponujemy udział budżetu UE (np. 1-proc. odpis) w podatku od towarów i usług pobieranego przez kraje członkowskie. Jednak wymaga to większej harmonizacji niż obecnie w systemie VAT, ciągle dość zróżnicowanym.
Przedstawiłem w czerwcu propozycję budżetu UE 2014 - 2020, który nie rośnie, jest jedynie inflacyjnie korygowany i propozycja została nieźle przyjęta. Składka narodowa zmaleje o tyle, ile wyniosą nowe środki własne, nie więcej niż o jedną trzecią, jak sądzę.
Najpóźniej do 2020 r.
Rząd to instytucja, która spotyka się co tydzień, a nie dwa razy w roku. Są to bardzo mgliste hasła. Były potrzebne dla uspokojenia rynków finansowych, zresztą nie spełniły swojego zadania. Na razie trzeba wdrożyć w życie wcześniejsze postanowienia. Pilne jest uchwalenie w tym miesiącu tzw. sześciopaku, czyli zbioru ustaw dyscyplinujących gospodarczo 27 krajów. Utrudni to rozdwojenie Europy, bo jest wspólnym standardem ekonomicznej dyscypliny. Natomiast by zapewnić bieżącą stabilizację, Unia musi wyegzekwować jesienią to, co Eurogrupa postanowiła 25 lipca na nadzwyczajnym posiedzeniu, czyli drugi pakiet dla Grecji oraz rozszerzenie mocy i kompetencji europejskiego mechanizmu stabilizacyjnego.
Kontrowersje dotyczą automatyzmu sankcji za naruszenie dyscypliny finansowej. Muszą być sankcje, które zapadają kategorycznie, bo to jest zewnętrzny kaftan ekonomicznego bezpieczeństwa. Dzięki niemu normy polityki fiskalnej będą trudniej naruszalne. I to jednak nie wystarczy, bo prawdziwe ograniczenia, najbardziej dyscyplinujące niegospodarność, należy wprowadzić do ustawodawstwa krajowego, nawet konstytucji - co uczyniła Polska w 1999, a Niemcy w roku 2009 r. Zmierzają w tym kierunku kolejne kraje. Wtedy za łamanie prawa grozi Trybunał Stanu, co jest dla polityków mocniejszym straszakiem niż kary unijne i międzynarodowe umowy, które nieraz już były łamane.
@RY1@i02/2011/172/i02.2011.172.000.0005.001.jpg@RY2@
Fot. PE
Janusz Lewandowski, komisarz UE ds. budżetu
Rozmawiały Beata Tomaszkiewicz i Paulina Bąk
| ekspertka ds. rynków finansowych w Centrum Europejskich Studiów Politycznych (CEPS)
O wprowadzeniu podatku od transakcji finansowych mówi się od wielu tygodni, ale wciąż nie są rozstrzygnięte podstawowe kwestie.
Pierwsza to rodzaj transakcji, który ma być objęty nowym podatkiem: czy tylko te dokonywane przez instytucje finansowe, czy także inwestycje (np. w obligacje) prywatnych obywateli.
Druga to miejsce, w którym ma być pobierany podatek: banki z łatwością mogą podać jako lokalizację transakcji kraj, który nie respektuje podatku.
Trzecia - to kto ma płacić podatki: teoretycznie będą to banki, jednak łatwo przerzucą one koszty na prywatnych właścicieli kont. Same kraje Unii są podzielone co do zasadności wprowadzenia podatku. Opowiadają się za tym Niemcy i Francja, ale Wielka Brytania, gdzie mieści się największy ośrodek finansowy Europy, jest zdecydowanie przeciwna. Pozostałe kraje UE nie ustaliły w tej sprawie ostatecznego stanowiska.
not. J.Bie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu