Spółka komandytowa: inwestowanie bez podwójnego opodatkowania
KOWTAX spółka z o.o. prowadzi działalność gospodarczą o charakterze doradczym. Wspólnikiem, a jednocześnie prezesem jej zarządu jest pan Robert. Drugim wspólnikiem i członkiem zarządu jest pan Jacek. Do obu panów zgłosił się ich znajomy z propozycją utworzenia drugiej spółki z o.o., w ramach której wspólnie prowadziliby działalność w innym obszarze niż w ramach spółki KOWTAX. Niestety obaj wspólnicy nie znają się na branży, w której miałaby funkcjonować nowa spółka. Problem również w tym, że znajomy wspólników spółki KOWTAX pan Andrzej ma pomysł, który im się nawet podoba, ma również zapał do realizacji tego pomysłu, ale nie ma środków na jego realizację. Z biznesplanu wynika, że dla realizacji pomysłu pana Andrzeja potrzebna jest kwota ok. 1 500 000 zł, przy czym 2/3 tych środków powinno pochodzić z wkładu własnego, który miałby być wniesiony do spółki przez jej wspólników. W czasie wstępnych rozmów panowie ustalili, że w przypadku gdyby została założona spółka, jej działalnością będzie się zajmował pan Andrzej i to właśnie jego praca będzie głównym wkładem do wspólnej działalności, a jego udział w zysku wyniesie 25 proc.
Niestety oprócz pomysłu i zapału pan Andrzej nie dysponuje kwotą, którą mógłby wnieść do spółki w takiej wysokości, aby istotnie posiadał 25 proc. jej udziałów. W związku z tym panowie zaczęli się zastanawiać, jak wspólnicy KOWTAX powinni wnieść udziały do nowej spółki, by wpłacając do niej niemal po pół miliona złotych, wobec niewielkiej wpłaty pana Andrzeja, mogli faktycznie przyznać mu 25 proc. udziałów w jej zysku.
Pojawiały się różne pomysły, jak wybrnąć z takiej sytuacji. Jeden z nich zakładał, że pan Andrzej będzie miał zagwarantowane wynagrodzenie odpowiadające udziałowi w zysku w kwocie przez niego pożądanej, ale nie poprzez udziały, lecz jako wynagrodzenie wypłacane w innej formie. Taka koncepcja nie spodobała się jednak panu Andrzejowi, a i pan Jacek, który ją zaproponował, od razu znalazł wiele wad takiego rozwiązania. Z kolei pan Robert cały czas miał wątpliwości co do tego, kto powinien zainwestować w nowy interes, tzn. czy wnosić środki osobiście, czy może KOWTAX powinien wnieść wkład do spółki, nabywając udziały nowej spółki zawiązanej z panem Andrzejem. Jednak pomysł, by to KOWTAX zainwestował w nowe przedsięwzięcie, odpadł po telefonicznej konsultacji z trzecim, głównym, wspólnikiem tej spółki. Stwierdził on wyraźnie, jednoznacznie i definitywnie, że nie jest zainteresowany nowym przedsięwzięciem i nie chce też, aby spółka, w której ma większość udziałów, w nim uczestniczyła.
Pozostało zatem rozwiązanie, w ramach którego panowie Jacek i Robert wnoszą wkłady osobiście, obejmując udziały w spółce, a pan Andrzej również powinien desygnować odpowiednią kwotę w celu objęcia udziałów.
Cały czas jednak pozostawała kwestia jego wkładu, a także tego, jak powinien być wynagradzany za wykonywaną w ramach spółki pracę. Było to trudne, bo pan Andrzej chciał mieć jedną czwartą udziału w jej zyskach, a to, co mógł zaoferować wspólnikom, to pomysł i własna praca, która przecież nie może być wkładem do spółki z o.o.
Sytuacja wydawała się patowa.
Wówczas pan Robert przypomniał sobie, że następnego dnia jest umówiony z doradcą podatkowym, który obsługuje spółkę KOWTAX. Wprawdzie spotkanie miało dotyczyć innej sprawy, jednak przy okazji chciał przedstawić problem nowego pomysłu i być może pan Jakub (doradca podatkowy) zaproponuje jakieś rozwiązanie. Nieraz bowiem dał dowód swojej przydatności nie tylko w sprawach podatkowych.
● ETAP I Cele i wybór odpowiedniej formy prowadzenia działalności
- Panie Jakubie, mamy problem, jak zrealizować pomysł Andrzeja i wejść w ten nowy obszar działalności, o którym wczoraj panu mówiłem w czasie rozmowy telefonicznej - po zakończeniu spraw spółki KOWTAX pan Robert przeszedł do kwestii, o której długo i bezowocnie dyskutował poprzedniego dnia z Jackiem i Andrzejem.
- Tak, właśnie - przytaknął doradca. - Myślałem o tym trochę i zastanawia mnie, z jakiego powodu wybieracie panowie akurat formę spółki z ograniczoną odpowiedzialnością?
- Tak nam jakoś naturalnie wyszło - zastanowił się prezes. - Chodzi o to, aby prowadzenie spółki nie było nadmiernie uciążliwe, jak by to było przy spółce akcyjnej, a jednocześnie by w jakiś sposób ograniczyć swoje własne ryzyko. W zasadzie to Andrzej będzie prowadził ten biznes, a my, czyli Jacek i ja, tylko wkładamy pieniądze.
- Czyli taka propozycja co do formy prowadzenia działalności nie była w jakiś szczególny sposób analizowana? - upewnił się doradca.
- Właściwie to nie.
- Jednym słowem, pan Andrzej będzie się zajmował tą nową działalnością, a panowie jesteście w stanie podjąć ryzyko w takim zakresie, w jakim zainwestujecie środki na początku?
- Nie inaczej i myślę, że mogę mówić nie tylko za siebie, ale również za Jacka.
- Biorąc to pod uwagę, ja bym panom zaproponował, byście odrzucili pomysł zakładania spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. To jest miejsce na spółkę komandytową.
● ETAP II Ocena zalet i wad
- Trochę mnie pan zaskoczył z tą spółką komandytową - zastanowił się prezes. - W zasadzie w ogóle o niej nie pomyśleliśmy.
- A to jest dobry pomysł w panów sytuacji. Przede wszystkim w przypadku spółki komandytowej nie będzie problemu z wkładem trzeciego wspólnika.
- Tak, z tego co pamiętam, możliwe jest wniesienie do niej własnej pracy wspólnika. A co z odpowiedzialnością? - dopytywał się pan Robert.
- W praktyce często są stosowane takie szczególne rozwiązania, w ramach których do spółki komandytowej włącza się również spółkę z o.o. jako komplementariusza.
- Tak, ale KOWTAX nie wchodzi w grę - zastrzegł prezes. - Nasz trzeci wspólnik nie zgadza się na to.
- Wówczas zakłada się odrębną spółkę. Ale takie rozwiązanie ma istotną wadę. W panów przypadku ja bym widział tego trzeciego wspólnika...
- ...Andrzeja - dokończył prezes.
- Właśnie, pana Andrzeja jako komplementariusza. W końcu to on ma faktycznie prowadzić tę działalność.
- Istotnie, jest to jakieś rozwiązanie. Nie jest to dla niego superkorzystne, ale postaram się go przekonać.
● ETAP III Skutki podatkowe
- W przypadku spółki komandytowej jest jedna bardzo istotna zaleta - doradca musiał wskazać na skutki podatkowe. - Otóż eliminujemy podwójne opodatkowanie.
- No tak, przecież ta spółka nie jest podatnikiem podatku dochodowego.
- Właśnie tak, to wspólnicy są podatnikami. Należy jednak pamiętać, by uzasadniać wysokość udziału w zysku, ale poradzimy sobie z tym.
- Czyli wypłata z zysku jest już bez podatku? - upewnił się prezes.
- Właśnie tak.
- A jeżeli zatrzymamy zysk i później go wypłacimy? - dopytywał prezes.
- To jest bez znaczenia dla obciążeń podatkowych.
- A jak wypłacimy wynagrodzenie Andrzejowi?
- W trakcie roku może dostawać zaliczki na poczet udziału w zysku, ale może też otrzymywać wynagrodzenie.
- A jeżeli zysk będzie niższy?
- Wówczas powinien się rozliczyć.
- Dobrze. Przekonał mnie pan.
● ETAP IV Ważne informacje
- Czyli co, pozostaje przekonać pana przyszłych wspólników?
- To biorę na siebie. Ale spółka będzie podatnikiem VAT? - upewnił się prezes.
- W VAT spółka komandytowa ma swój odrębny byt, może być podatnikiem - zapewnił doradca.
- I będziemy mogli zawierać umowy ze spółką i rozliczać je podatkowo?
- Tak, w praktyce nie jest to negowane.
- To w takim razie działamy.
Od pewnego czasu widać wyraźny odwrót części inwestorów od spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. Oczywiście jest to powodowane podwójnym opodatkowaniem dochodów osiąganych w ramach działalności prowadzonej w tej formie (raz w spółce, drugi raz u wspólnika w związku z wypłatą udziału w zysku). Pomimo pewnych perturbacji podatkowych i zakusów prawodawcy, by objąć spółkę komandytową statusem podatnika podatku dochodowego od osób prawnych, na razie nic takiego się nie wydarzyło. Stąd właśnie taka formuła może się okazać najlepsza w sytuacji, w której część wspólników ma pieniądze, jest skłonna je zainwestować i jednocześnie zaryzykować ich utratę, gdyby przedsięwzięcie się nie powiodło, a część wspólników ma jedynie pomysł i zapał do pracy, ale nie ma odpowiedniej kwoty do zainwestowania. Wówczas najlepszym rozwiązaniem może się okazać właśnie spółka komandytowa.
W takiej sytuacji jak rozpatrywana jest to niemal doskonała - a już z pewnością znacznie lepsza niż spółka kapitałowa - forma wykonywania działalności.
Skoro bowiem jeden ze wspólników chce w istotny sposób uczestniczyć w zyskach, ale nie może wnieść do spółki wymaganej kwoty, a jednocześnie to on ma się faktycznie zajmować działalnością, kierować podmiotem, to powinien również wyrazić gotowość przejęcia na siebie nieskonkretyzowanego ryzyka takiej działalności. Pozostali dwaj wspólnicy występują w pozycji inwestorów, którzy mają środki, są w stanie zaangażować je w przedsięwzięcie i nimi zaryzykować. Ważne jest jednak to, że nie planują oni czynnie zajmować się wykonywaniem działalności w ramach takiej spółki i stąd (między innymi) nie chcą podejmować szerszego ryzyka niż swoimi wkładami finansowymi.
Relacja taka stanowi istotę spółki komandytowej, w przypadku której wspólnicy dzielą się na dwie kategorie: komandytariuszy i komplementariuszy.
Wspólnicy z pierwszej grupy (komandytariusze) odpowiadają za zobowiązania spółki w sposób ograniczony do ustalonej w umowie spółki komandytowej kwoty, w praktyce najczęściej odpowiada ona wartości wkładu do spółki (ale nie musi tutaj występować znak równości). Drudzy ponoszą nieograniczoną odpowiedzialność za zobowiązania spółki (komplementariusze). Warto przypomnieć, że jeżeli suma komandytowa jest równa albo niższa od wartości wkładu komandytariusza, to tym sposobem jego odpowiedzialność nie wykracza ponad wniesiony wkład.
Wskazać również trzeba, że w przypadku takiej spółki brak jest powiązania udziału w zysku z wkładami do spółki czy z zakresem odpowiedzialności poszczególnych wspólników. Zatem inaczej niż przy spółkach kapitałowych, udział w zysku nie musi być adekwatny do wartości wniesionych wkładów czy do sumy komandytowej. Nic również nie stoi na przeszkodzie, by wspólnik wniósł do spółki swoją pracę.
Do tego należy dołożyć transparentność podatkową spółki komandytowej, czyli że podatnikiem podatku dochodowego nie jest spółka, ale wspólnicy. Oznacza to brak podwójnego opodatkowania typowego dla spółki kapitałowej i spółki komandytowo-akcyjnej.
Spółka komandytowa daje możliwości inwestowania z jednoczesnym ograniczeniem ryzyka komandytariusza i to jest jej podstawowa zaleta. Niestety niekiedy wspólnicy spółek komandytowych chcą uzyskać jeszcze większe bezpieczeństwo, niemal bezkarność (co zresztą niezbyt dobrze wpływa na wizerunek tej formy prowadzenia działalności gospodarczej). W niektórych przypadkach osoby decydujące się na prowadzenie działalności w takiej formule wcale nie kierują się rzeczywistymi potrzebami, a tym, co chcą osiągnąć, jest wyłącznie wykorzystanie takich struktur dla optymalizacji podatkowej poprzez transparentność podatkową, ale z zachowaniem ograniczonej odpowiedzialności wobec wierzycieli. W praktyce dość często można się spotkać ze spółkami komandytowymi, w ramach których komplementariuszem jest spółka z o.o., a komandytariuszami osoby fizyczne będące wspólnikami, a czasem nawet członkami zarządu komplementariusza.
W takiej sytuacji występuje ograniczenie ryzyka finansowego, bo jako komandytariusze ponoszą odpowiedzialność za zobowiązania spółki jedynie do sumy komandytowej, a główny ciężar ryzyka spoczywa na spółce z o.o., w której wspólnicy spółki ponoszą odpowiedzialność jedynie do wysokości wkładów do spółki. Gdyby jednak taka spółka z o.o. miała minimalny kapitał zakładowy (5000 zł), była stworzona wyłącznie na potrzeby istnienia spółki komandytowej i nie prowadziła żadnej innej działalności, to ograniczenie ryzyka wspólników może wcale nie mieć miejsca.
Jeżeli bowiem okazałoby się, że komandytariusze są jednocześnie członkami zarządu spółki z o.o. będącej komplementariuszem, to ich odpowiedzialność za zobowiązania spółki z o.o., a przez taką spółki komandytowej, może być znacznie szersza, niż to sobie zaplanowali.
Należy przypomnieć, że członkowie zarządu spółki z o.o. mogą być pociągnięci do odpowiedzialności za zobowiązania spółki, jeżeli egzekucja przeciwko spółce okaże się bezskuteczna, a członek zarządu nie uwolni się od niej poprzez wykazanie, że:
● we właściwym czasie zgłoszono wniosek o ogłoszenie upadłości lub wszczęto postępowanie układowe, albo
● niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości oraz niewszczęcie postępowania układowego nastąpiło nie z jego winy, albo
● pomimo niezgłoszenia wniosku o ogłoszenie upadłości oraz niewszczęcia postępowania układowego wierzyciel nie poniósł szkody.
Zwłaszcza w przypadku spółki z o.o. z niskim kapitałem zakładowym, celowo zawiązanej na potrzeby spółki komandytowej, uwolnienie się od odpowiedzialności może się okazać bardzo trudne, a wręcz niemożliwe.
Jak zatem widać, zakładając spółkę komandytową, należy pamiętać, by nie poddać się pewnym złym trendom, bo mogą być one przyczyną kłopotów. Co więcej, relacjami wewnętrznymi w takiej spółce, zasadami partycypacji w zysku takiej spółki mogą się obecnie interesować przedstawiciele fiskusa.
Podstawową zaletą spółki komandytowej jest jej transparentność fiskalna. To oznacza, że spółka komandytowa nie jest podatnikiem PIT ani CIT.
Przychody z tytułu udziału w spółce niebędącej osobą prawną łączy się z przychodami każdego wspólnika proporcjonalnie do posiadanego prawa do udziału w zysku (udziału). Zasada taka ma odpowiednie zastosowanie do rozliczania kosztów uzyskania przychodów, wydatków niestanowiących kosztów uzyskania przychodów, zwolnień i ulg podatkowych oraz obniżenia dochodu, podstawy opodatkowania lub podatku. Dodatkowo zaznaczyć należy, że jeżeli działalność gospodarczą prowadzi spółka niebędąca osobą prawną, przychody wspólnika z udziału w takiej spółce uznaje się za przychody z działalności gospodarczej. W efekcie to wspólnik opłaca podatek (raz) z działalności prowadzonej w ramach spółki. Bez znaczenia jest to, czy mówimy o komandytariuszu, czy o komplementariuszu.
Zastrzec trzeba, że spółka komandytowa nie ma podmiotowości podatkowej w podatku dochodowym ani w trakcie (wobec zaliczek), ani też po zakończeniu roku. Stąd właśnie w trakcie roku wspólnik powinien odprowadzać zaliczki na PIT od dochodów uzyskiwanych w ramach takiej spółki.
Oczywiście należy pamiętać, że od 2015 r. zawiązanie umowy spółki osobowej (w tym komandytowej) może skutkować obowiązkiem sporządzania dokumentacji podatkowej właściwej dla transakcji między podmiotami powiązanymi. W przypadku umowy spółki niebędącej osobą prawną (w tym spółki komandytowej) obowiązek sporządzania dokumentacji obejmuje umowy, w których łączna wartość wniesionych przez wspólników wkładów przekracza równowartość 50 000 euro. Kwotę taką przelicza się na walutę polską po średnim kursie ogłaszanym przez Narodowy Bank Polski, obowiązującym w ostatnim dniu roku podatkowego poprzedzającego rok podatkowy, w którym została zawarta transakcja (umowa) objęta obowiązkiem.
W rozpatrywanej sytuacji próg kwotowy zostanie przekroczony.
Zakładając jednak, że wspólnicy nie zdecydują się na zastosowanie metody odwołującej się do spółki z o.o., tj. utworzenia jej i włączenia do spółki komandytowej jako komplementariusza, oraz że nie są ze sobą spokrewnieni, należy stwierdzić, iż nie powstanie obowiązek sporządzania dokumentacji podatkowej do takiej umowy spółki.
Podkreślić bowiem trzeba, że aby istniała taka powinność, nie tylko musi być przekroczony próg kwotowy determinowany równowartością 50 000 euro, ale przede wszystkim spółkę muszą tworzyć podmioty powiązane. Brak powiązań eliminuje konieczność sporządzania dokumentacji podatkowej właściwej dla transakcji między podmiotami powiązanymi.
Oczywiście niezależnie od obowiązków dokumentacyjnych i braku powiązań warto podchodzić zdroworozsądkowo i potrafić wyjaśnić zasady partycypacji w zysku spółki. W omawianym przypadku nie powinno to być problemem, bo różnice udziałów nie są duże, a jednocześnie komandytariusze wnoszą wkłady, które obecnie są tak wysokie, że uzasadniają przyznanie dla komplementariusza mniejszej części zysku.
Z jednej strony z uwagi na to, że spółka komandytowa nie jest podatnikiem podatku dochodowego, a taki status posiadają bezpośrednio jej wspólnicy, wypłata udziału w zysku takiej spółki - inaczej niż przy spółkach kapitałowych - nie implikuje żadnych skutków w podatku dochodowym.
Z drugiej strony również zatrzymanie takiego zysku czy jego ewentualna późniejsza wypłata (również w późniejszych latach) pozostaje całkowicie bez wpływu na podatek dochodowy.
Jest to konsekwencja transparentności podatkowej spółki komandytowej w podatku dochodowym.
Należy jednak pamiętać, że wspólnicy są zobligowani do zapłaty podatku dochodowego (a w trakcie roku zaliczek) niezależnie od tego, czy spółka przekazała im jakieś środki, czy nie.
W zakresie, w jakim prawodawca nie unormował zasad funkcjonowania spółki komandytowej, zastosowanie mają przepisy dotyczące spółek jawnych. Według nich za prowadzenie spraw spółki wspólnikowi nie przysługuje wynagrodzenie. Przy czym zasada ta ma zastosowanie, o ile umowa spółki nie stanowi inaczej. To oznacza, że jeżeli umowa spółki komandytowej przewiduje, że komplementariuszowi przysługuje wynagrodzenie za prowadzenie spraw spółki, wówczas na spółce ciąży takie zobowiązanie, tj. spółka wypłaca mu takie świadczenie. Co ważne, jeżeli zgodnie z treścią umowy spółka legalnie ponosi taki wydatek, to stanowi on koszt podatkowy rozliczany na zasadzie ogólnej, tj. tak jak inne koszty spółki komandytowej - jednym słowem poprzez odwołanie się do wskaźnika udziału w zyskach.
Możliwe jest również ustalenie, że komplementariusz nie będzie otrzymywał dodatkowego wynagrodzenia, ale w trakcie roku będzie pobierał zaliczkę na poczet udziału w zysku spółki. W takiej sytuacji po zakończeniu roku zostanie dokonane stosowne rozliczenie. Oczywiście taka wypłata nie stanowi kosztu podatkowego wspólników spółki, nie jest to w ogóle podatkowy koszt uzyskania przychodu.
Dodatkowo warto wskazać, że gdyby pobrana w trakcie roku zaliczka na poczet udziału w zysku przekraczała faktyczny udział wspólnika, wówczas powinien on dokonać zwrotu nadwyżki. Przy czym taki zwrot nadwyżki zaliczek na poczet udziału w zysku nie musi być zwrócony automatycznie. Dopiero po zakończeniu roku i powzięciu uchwały o podziale zysku spółka powinna zażądać zwrotu. Gdyby zwrot taki nie był wypłacany, tj. spółka nie wystąpiłaby z takim żądaniem, wówczas wygenerowałoby to po stronie wspólnika dodatkowy przychód podatkowy (jeżeli rezygnacja byłaby definitywna, wówczas w całej kwocie, a jeżeli byłoby to jedynie odsunięte w czasie, z tytułu korzystania z nieoprocentowanej pożyczki).
Podatnikami podatku od towarów i usług są osoby prawne, jednostki organizacyjne niemające osobowości prawnej oraz osoby fizyczne wykonujące samodzielnie działalność gospodarczą bez względu na cel lub rezultat takiej działalności. Przy czym działalność gospodarcza obejmuje wszelką działalność producentów, handlowców lub usługodawców, w tym podmiotów pozyskujących zasoby naturalne oraz rolników, a także działalność osób wykonujących wolne zawody. Działalność gospodarcza obejmuje w szczególności czynności polegające na wykorzystywaniu towarów lub wartości niematerialnych i prawnych w sposób ciągły dla celów zarobkowych.
Biorąc pod uwagę fakt, że spółka komandytowa jest jednostką organizacyjną nieposiadającą osobowości prawnej, która samodzielnie prowadzi działalność zarobkową, nie może być żadnych wątpliwości co do tego, że to ona, a nie wspólnicy (inaczej niż w CIT i PIT) posiada status podatnika VAT. Jako taka powinna wypełniać wszelkie obowiązki w tym zakresie (wystawiać faktury, sporządzać deklaracje, płacić podatek należny przewyższający naliczony) oraz korzystać z praw (rozliczać podatek naliczony).
To, że spółka komandytowa nie jest podatnikiem podatku dochodowego, skłania niekiedy do zastanowienia się, czy jest możliwe zawiązywanie umów pomiędzy wspólnikami takiej spółki a nią samą oraz jakie byłyby implikacje takich kontraktów.
Oczywiście żaden przepis nie normuje wprost zagadnienia transakcji pomiędzy spółką komandytową a jej wspólnikiem. Wskazówek należy więc poszukiwać w opiniach organów podatkowych.
Przykładowo w interpretacji indywidualnej dyrektora Izby Skarbowej w Poznaniu z 27 czerwca 2014 r. (nr ILPB1/415-332/14-4/TW) czytamy: "Mając na uwadze informacje przedstawione we wniosku oraz powołane przepisy, stwierdzić należy, że wydatki ponoszone przez spółkę na uregulowanie należności wynikających z faktur wystawionych przez jej wspólnika (wnioskodawcę) - w ramach prowadzonej indywidualnej pozarolniczej działalności gospodarczej - mogą stanowić koszty uzyskania przychodów spółki, a tym samym dla wnioskodawcy stosownie do uregulowań zawartych w art. 8 ust. 2 pkt 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Bowiem w przedmiotowej sprawie będzie miał zastosowanie art. 22 ust. 1 ww. ustawy, w myśl którego koszty uzyskania przychodów należy oceniać pod względem celowości ich poniesienia w związku z prowadzoną przez spółkę działalnością gospodarczą".
Zatem mimo że podatnikami są wspólnicy, a nie spółka osobowa (warto zaznaczyć, że spółki osobowe prawa handlowego mają tzw. ułomną osobowość prawną, dysponując majątkiem i zaciągając zobowiązania), nic nie stoi na przeszkodzie, aby wspólnicy zawierali ze spółką umowy cywilnoprawne i rozliczali wynikające z nich koszty i przychody.
Z jednej strony prawodawca nie wskazuje na taką możliwość, z drugiej jednak w żadnym z przepisów nie zabronił wykonywania transakcji pomiędzy wspólnikami i spółkami osobowymi. Dlatego właśnie działanie takie powinno być uznane za dopuszczalne i skutkować odpowiednim (proporcjonalnym) rozliczeniem przychodów (sprzedawca) i kosztów (nabywca).
Skutki zawiązania takiej umowy są wyznaczane na zasadzie ogólnej, tj. stanowią koszty/przychody wszystkich wspólników proporcjonalnie do ich udziałów w zysku. Dotyczy to również wspólnika, z którym spółka zawarła umowę - patrz interpretacja indywidualna dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie z 15 grudnia 2010 r. (nr IPPB1/415-776/10-7/KS).
O ile w podatku dochodowym pojawiają się niekiedy głosy sprzeciwu czy raczej powątpiewania, o tyle w VAT nie ma ku temu żadnej podstawy. Skoro bowiem spółka komandytowa jest samodzielnym i pełnoprawnym podatnikiem VAT, nic nie stoi na przeszkodzie, aby wchodziła w relacje gospodarcze ze wspólnikami i wyznaczała z tego tytułu skutki podatkowe w VAT jak od każdej innej transakcji (tak np. w interpretacji indywidualnej dyrektora Izby Skarbowej w Poznaniu z 26 marca 2015 r., nr ILPP1/443-1169/14-4/AW).
PODSUMOWANIE
Spółka komandytowa, mimo że występuje w polskim prawie od wielu lat, wciąż dla wielu przedsiębiorców jest tworem szczególnym. Część z nich omija ją, a inni uważają, że to złoty środek na podatki przy jednoczesnej bezkarności finansowej.
Zarówno pierwsza, jak i druga postawa są nieuzasadnione.
Spółka komandytowa to taka sama forma prowadzenia działalności jak każda inna, czyli ma swoje wady i zalety. Niewątpliwą zaletą jest faktyczne, możliwe ograniczenie ryzyka komandytariusza przy jednoczesnym wyeliminowaniu podwójnego opodatkowania. Wada to w szczególności sposób postrzegania takich podmiotów (i ich wspólników) przez niektórych przedstawicieli fiskusa.
Niewątpliwie wiele złego, jeżeli chodzi o wizerunek spółki komandytowej, zrobiło zamieszanie w sprawie zmian w CIT, które miały doprowadzić do uczynienia jej podatnikiem tej daniny.
Pozostaje jednak mieć nadzieję, że wszystko się unormuje, dzięki czemu przedsiębiorcy będą wykorzystywali spółki komandytowe w tych okolicznościach, w których jest to uzasadnione nie tylko względami fiskalnymi. ©?
Radosław Kowalski
doradca podatkowy
Podstawa prawna
Art. 8 ustawy z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 361 ze zm.).
Art. 15 ust. 1 ustawy z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2011 r. nr 177, poz. 1054 ze zm.).
Dział III tytułu II ustawy z 15 września 2000 r. - Kodeks spółek handlowych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 1030 ze zm.).
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu