Firmowe samochody wciąż mają pod górkę u fiskusa. Nawet te ekologiczne
Wysokie ceny paliw powodują, że podatnikom jeszcze bardziej we znaki daje się limit kosztów używania samochodów osobowych. Pojazdy elektryczne nie są korzystniej traktowane od tych o napędzie spalinowym, inaczej niż w przypadku wydatków na nabycie, gdzie od początku roku obowiązują aż trzy progi.
Samochody osobowe to wyjątkowo nielubiane przez ustawodawcę podatkowego składniki majątku. Nawet wówczas, gdy służą one działalności gospodarczej i w niej są wykorzystywane, prawodawca nakazuje limitować koszty związane z ich nabyciem, używaniem, a także eksploatacją. Tę niechęć znowu pokazały najnowsze zmiany, które obowiązują od początku 2026 r. Otóż pod szczytnymi hasłami ekologicznymi zostały obniżone kwoty, jakie mogą być uwzględniane w kosztach tytułem zakupu lub używania pojazdu. Czyżby wedle jakiejś dziwnej zasady samochód, który pozwala na rozliczenie niższych kosztów podatkowych, mniej truje powietrze? Ustawodawca pozwala na rozliczenie maksymalnie 100 tys. zł do kosztów podatkowych tytułem zakupu lub używania pojazdów, których emisja CO2 silnika spalinowego samochodu osobowego, określona na podstawie danych zawartych w Centralnej Ewidencji Pojazdów, jest równa lub wyższa niż 50 g na 1 km. Zaznaczam przy tym, że tak zdefiniowana norma jest nieosiągalna dla większości samochodów, bo nawet te spełniające wysoce rygorystyczne normy, jak EURO 6EA czy EURO 6AP, emitują przeszło 150 g CO2 na 1 km.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.