Gdzie te argumenty?
R ipostuję na polemikę prof. Jana Grabowskiego świadoma, że odpowiadam jedynie na 45,7 proc. jego tekstu, bo 54,3 proc. stanowią przytyki osobiste. Do tej drugiej części nie potrafię się odnieść, ponieważ w warsztacie badacza brak instrumentów, by odpowiadać na takie zarzuty.
Odnosząc się do prawie 46 proc. tekstu Grabowskiego, które wychodzi poza niską ocenę moich kompetencji i przypisywanie mi niskich intencji, zauważam próby obrony mojego Adwersarza, któremu zarzuciłam pominięcie dużego materiału źródłowego. Profesor przyznaje się, że zna źródła, o których piszę – a przynajmniej ich część. Ale cytować ich nie będzie, bo są jego zdaniem bez znaczenia.
Profesor Grabowski twierdzi, że procesy powojenne wszczynane na podstawie dekretu sierpniowego są wiarygodniejsze niż zeznania składane przed Główną Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich. To osobliwa teza, bo to właśnie z wykorzystaniem dokumentów Głównej Komisji z lat 60. i 70. prokuratura RFN ścigała i skazywała m.in. załogę Auschwitz, Treblinki, a polski prokurator Jan Sehn współpracował z niemieckim prokuratorem Fritzem Bauerem.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.