Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Długi cień dawnego kryzysu

13 sierpnia 2020
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

N ową pracę na temat skutków krachu 2008 r. dla sektora bankowego da się czytać jako uniwersalne memento. A brzmi ono tak: nie licz, że skutki błędnej polityki gospodarczej da się łatwo zamieść pod dywan.

Ostatni kryzys finansowy zaczął się od banków, które jeden po drugim stanęły wobec problemu niewypłacalności. Ale szantaż władzy publicznej się powiódł: banki zostały uznane za systemowo istotne i nie pozwolono im upaść – rządowe pieniądze szerokim strumieniem popłynęły do sektora finansowego. Tak było najpierw w USA i Wielkiej Brytanii oraz Irlandii, potem we Francji, Belgii, Włoszech i Hiszpanii. A w końcu także w Niemczech. Tu jednak kończą się podobieństwa. I zaczynają różnice – dobrze opisuje je praca grupy ekonomistów: Virala Acharyii (Uniwersytet Nowojorski), Lei Borchert (bank ING), Maximiliana Jagera (Uniwersytet w Mannheim) i Saschy Steffena (Frankfurcka Szkoła Finansów i Zarządzania).

Pokazują oni, że pomoc dla banków nie wszędzie była taka sama. Miało to wiele wspólnego z przestrzenią fiskalną, jaką dysponowały poszczególne rządy, to zaś zdeterminowane było przez skalę fiskalizmu w różnych krajach. Jeśli np. porównać udział podatków w PKB przed 2008 r., to istnieje zasadnicza różnica wewnątrz samej strefy euro. Średnia dla krajów najciężej doświadczonych przez krach (Grecja, Irlandia, Włochy, Portugalia, Hiszpania – angielski akronim GIIPS) wynosiła wówczas ok. 40 proc. Na tym tle pozostałe kraje eurolandu były dużo bardziej przekonane do wyższych podatków – ich średnia obciążeń fiskalnych w PKB to ok. 47 proc. Jaka była konsekwencja tej różnicy? W Niemczech, Austrii czy Belgii na pomoc bankom poszło więcej środków publicznych. Kraje GIIPS wydały na ten cel mniej.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.