Wspólny absurd rolny
Sytuacja w unijnym rolnictwie przypomina węzeł gordyjski, którego nie da się rozsupłać. Można go wyłącznie przeciąć. Tylko czy politycy UE znajdą w sobie tyle odwagi co Aleksander Macedoński?
Ta teza was (być może) oburzy: Wspólna Polityka Rolna (WPR) – tj. unijna polityka dopłat do rolnictwa i wspierania obszarów wiejskich – jest skrajnie szkodliwa i jako taka powinna zostać natychmiast zlikwidowana. Przekonanie, że brak subsydiów oznacza żywnościowe deficyty, wyższe ceny, gorszą jakość i ubóstwo małych hodowców to efekt prorolniczej propagandy opartej na romantycznych wyobrażeniach o wsi. Propaganda ta działa skutecznie od dekad na całym świecie. Według danych OECD 54 państwa świata wydają na subsydia rolne ok. 700 mld dol. rocznie. Najwięcej – Chiny, które w 2019 r. przeznaczyły na ten cel ok. 186 mld dol. Dalej były państwa UE (w sumie ponad 101 mld dol.), USA (ok. 49 mld dol.) i Japonia (38 mld dol.). Choć lista jest długa, nie znajdziecie na niej Nowej Zelandii. Do lat 80. XX w. 40 proc. dochodów tamtejszych gospodarstw rolnych stanowiły dopłaty. Dzisiaj to 0 proc. Rolnictwo nowozelandzkie w wyniku głębokich i błyskawicznych reform objęto czysto rynkowymi mechanizmami. Efekt? Stało się bardziej produktywne i mniej marnotrawne, nowocześniejsze i mniej szkodliwe dla środowiska. Rolnicy dostosowali się do zmian, udowadniając, że pod względem zdolności adaptacji niczym nie różnią się od innych przedsiębiorców. Przykład Nowej Zelandii stanowi niezbity dowód, że likwidacja WPR nie doprowadzi do rolniczego armagedonu.
60-letni błąd
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.