Bye, bye, Kajmany
Globalny CIT będzie symbolicznym instrumentem o rozmytym i nieskutecznym schemacie działania. A przynajmniej na to powinien liczyć każdy, kto uważa, że Polska musi zachować zdolności do konkurowania z innymi państwami systemem podatkowym
Na Irlandię padł blady strach. Wkrótce może zbiednieć. Jak to możliwe? Oto powiał wiatr zmian i ucichła pandemiczna pieśń o tym, że rządy mogą się zadłużać, nie myśląc o tym, z czego pospłacają swoje zobowiązania. W 2020 r. wydawało się, że pewna jest tylko śmierć, a podatki... O podatkach nie myślano. W końcu okazało się, że Benjamin Franklin miał jednak rację i w 2021 r. zaczęło się gorączkowe poszukiwanie źródeł dochodów budżetowych. Każdy rząd ma swoje autorskie pomysły – np. polski upodobał sobie podatki sektorowe w rodzaju cukrowego. Ale na samym szczycie forsowane są idee – a jakże – amerykańskie.
5 czerwca ministrowie finansów siedmiu największych gospodarek świata (grupa G7) dogadali się w sprawie minimalnej stawki CIT, która miałaby obowiązywać globalnie. Pomysł ten krążył w debacie publicznej od dobrych kilku lat, pracowały nad nim m.in. zespoły eksperckie Międzynarodowego Funduszu Walutowego i OECD. Jednak dopiero nowy prezydent USA Joe Biden nadał mu impet. Biden początkowo zaproponował podatek w wysokości 21 proc., a na szczycie G7 stanęło na 15 proc.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.