Casus Odry, czyli indolencja państwa rozzuchwala
Z anieczyszczenie Odry, zamiast refleksji nad rozsypką administracji publicznej, stało się kolejną okazją do prezentacji wyższości systemu drakońsko surowych kar nad rozwiązaniami racjonalnymi. Oburzenie skalą i stopniem degradacji naturalnego środowiska wodnego, obrazami tysięcy ryb leżących na brzegach rzeki spotkało się z niezwłoczną odpowiedzią polityk ó w.
Nieoczekiwanie jednak, zamiast poznać źródło katastrofy ekologicznej, podmioty i osoby za nią odpowiedzialne, informacje o działaniach ograniczających skutki katastrofy i krokach prawnych w celu ukarania sprawców, usłyszeliśmy od rządzących, że trzeba podwyższyć przewidzianą w ustawie granicę kary za tego rodzaju zdarzenia. Że po uchwaleniu nowelizacji kodeksu karnego nie będzie już pobłażania dla nieodpowiedzialnych, niszczycielskich wybryków. Teza, że obowiązujące przepisy kryminalizujące zdarzenia godzące w środowisko naturalne są nadmiernie liberalne, uzupełniana była twierdzeniem, że pobłażliwość wobec przestępców rozzuchwala.
Co przemilczano
Skrzętnie omijano wstydliwe fakty, że jedynym pomysłem władzy na wykrycie i pociągnięcie do odpowiedzialność sprawców było wyznaczenie nagrody w wysokości 1 mln zł, a na usuwanie skutków katastrofy ekologicznej - wykorzystanie potencjału wędkarzy, rybaków i wolontariuszy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.