Nieistniejący zamach stanu, czyli inflacja pojęć
Sezon ogórkowy w pełni, więc każda kontrowersyjna wypowiedź polskiego polityka staje się pożywką dla mediów i przeciwników politycznych. Ostatnio taka wypowiedź padła z ust marszałka Sejmu, który wspomniał o nakłanianiu go do zamachu stanu. Potem nieco wycofał się, twierdząc, że była to wypowiedź o charakterze politycznym, a nie – prawnym. Mleko jednak już się rozlało. Przez polityków Koalicji Obywatelskiej został uznany za osobę nieodpowiedzialną, politycy opozycji zaczęli wzywać do wszczęcia śledztwa, a prawnicy wskazywać, iż już przygotowanie do zamachu stanu jest karalne.
Prawnicy i politycy opozycji mieliby rację, gdyby… Właśnie, gdyby Szymon Hołownia wiedział, czym jest zamach stanu w rozumieniu prawa karnego. Uważnie wysłuchałem wywiadu z marszałkiem Sejmu (chodzi o wywiad, jakiego Szymon Hołownia udzielił Polsat News – red.) i trudno doszukać się w tym, co powiedział, znamion któregoś z przestępstw określonych w art. 127–128 kodeksu karnego. Przede wszystkim brak było jakiejkolwiek wzmianki o działaniach związanych z użyciem przemocy. O ile więc można w tym, o czym mówił Szymon Hołownia, doszukać się znamion innych przestępstw, o tyle żadne z nich nie stanowiło zamachu stanu, w wąskim lub szerokim, ale zawsze prawniczym tego słowa znaczeniu.
Dlaczego o tym piszę? Znacie może bajkę Ezopa o pasterzu i wilku? Nie znacie, to opowiem. W dużym skrócie, pewien pasterz z nudów wzywał kilkakrotnie pomocy, krzycząc, że wilk nadchodzi. Inni pasterze zbiegali się mu pomóc. W końcu, kiedy wilk naprawdę nadszedł, nie było już chętnego do ratunku. Jaki z tego morał? Jeżeli będziemy straszyć zamachem stanu na darmo, to gdy w końcu naprawdę on nadejdzie, wszyscy zignorują ostrzeżenia. Jest to jeden z przejawów inflacji pojęć, która coraz częściej pojawia się nie tylko w polskim społeczeństwie, ale również wśród prawników.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.