Niemcy na L4. Czy kanclerz Merz wyleczy gospodarkę z absencji?
„Niemcy nadużywają zwolnień lekarskich!”. Nie może być!? – myślę sobie. Ech, te stereotypy… Wiadomo, że bumelant wywodzi się z niemieckiego czasownika bummeln (obijać się, wałęsać), ale żeby zaraz oszwabiać pracodawcę?! Żarty żartami, jednak coś jest na rzeczy, bo to już kolejny rok z rzędu, kiedy o tej porze niemieckie media robią jedynki o chorobach i brakach kadrowych.
To, że na alarm biją związki pracodawców i kasy chorych, jest jasne. Ale coraz częściej głos zaczynają zabierać „najwyższe czynniki”. Absencja zyskała rangę kanclerską. Friedrich Merz nie gryzie się w język i nie są to tylko retoryczne popisy lidera CDU. W co drugim przemówieniu kanclerz wzywa do powrotu etosu pracy; Niemcy muszą pracować więcej i chcieć więcej!
Według rankingów OECD statystyczny Niemiec przepracowuje rocznie zaledwie ok. 1340 godzin, co plasuje RFN na samym dole stawki państw rozwiniętych. Jednocześnie nie jest tak, że Niemcy są nieefektywni, bo wytwarzają przy tym bardzo wysoką wartość na godzinę. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy ta wysoka produktywność przestaje szybko rosnąć, a jednocześnie ubywa godzin (demografia, krótszy czas pracy) i dochodzą straty z absencji.
Według analiz jednej z największych niemieckich kas chorych DAK-Gesundheit każdego dnia 2025 roku średnio 54 na 1000 zatrudnionych przebywało na zwolnieniu lekarskim. Średnio pracownicy byli na zwolnieniu 19,5 dnia kalendarzowego – niemal tyle samo co w 2024 r., kiedy było to 19,7 dnia nieobecności. Jeśli chodzi o liczbę płatnych dni nieobecności z powodu choroby, Niemcy są zdecydowanie w czołówce rankingu w porównaniu z innymi krajami.
Złote zasady niemieckiego chorowania
Aby zrozumieć skalę problemu, trzeba przyjrzeć się mechanizmowi: w Niemczech zasady są jasne i, z polskiej perspektywy, bardzo korzystne. Przez pierwsze 6 tygodni (42 dni) choroby pracodawca wypłaca pracownikowi pełną pensję. Nie ma mowy o „karze” za chorowanie w postaci obniżki do 80 proc. Dopiero po 6 tygodniach pałeczkę przejmuje kasa chorych, wypłacając zasiłek chorobowy w wysokości ok. 70 proc. wynagrodzenia brutto (ale nie więcej niż 90 proc. netto). Poza tym istnieje zasada trzech dni: standardowo zaświadczenie lekarskie wymagane jest od czwartego dnia nieobecności, choć pracodawca ma prawo zażądać go już pierwszego dnia. Pracodawcy liczą straty: Institut der deutschen Wirtschaft oszacował koszt samej kontynuacji wypłat w 2024 r. na ok. 82 mld euro i podkreśla, że w ciągu trzech lat wzrósł on o ok. 10 mld euro.
Najłatwiej wskazać winnego: telefoniczne L4. Brzmi jak popandemiczna furtka do kombinowania, więc świetnie nadaje się na polityczny symbol rozluźnienia obyczajów. Tyle że dane chłodzą emocje: zwolnienia wystawiane po konsultacji telefonicznej to tylko ok. 0,8–1,2 proc. wszystkich przypadków. Można więc poprawiać reguły, ale nie udawać, że to rozwiąże problem skali. Także „pierwsze 6 tygodni na pełnej pensji” stało się osią sporu. Krytycy twierdzą, że system ten, skrojony pod zupełnie inne realia demograficzne, promuje kulturę brania wolnego przy najmniejszym dyskomforcie.
Koniec państwa opiekuńczego, jakie znamy?
Kanclerz ma rację, że Niemcy nie dowiozą wzrostu, jeśli L4 z byle powodu stanie się nową normalnością. Ale jego rząd ma też dylemat: jak przykręcić absencję, nie wpychając ludzi chorych do biur i fabryk. Walka z nadmiernymi zwolnieniami to tylko jeden z objawów szerszego zjawiska. Gabinet Merza stoi przed egzystencjalnym wyzwaniem. Redukcja wydatków na cele socjalne stała się koniecznością. RFN nie może dłużej finansować tak rozbudowanego państwa opiekuńczego przy ujemnym wzroście PKB i ogromnych wydatkach na bezpieczeństwo. To, co będziemy obserwować obecnie w Berlinie, to przepisywanie umowy społecznej. Aby uzdrowić gospodarkę, kanclerz będzie musiał uderzyć w kilka filarów naraz; przeprowadzić reformę emerytalną, zasiłków socjalnych i właśnie opieki zdrowotnej. A to wszystko z socjaldemokratycznym koalicjantem w rządzie i z AfD, która dyszy mu na karku.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu