Wątpliwości co do sukcesu polskiej transformacji
Dlaczego piszę o nowej powieści Chmielewskiego? Dlatego, że można ją traktować jako ciekawe literackie echo toczonych od trzech dekad sporów o III RP, a zarazem narastających w nas lęków, będących pokłosiem międzynarodowych turbulencji politycznych, których jesteśmy świadkami obecnie.
Niedawno ukazała się powieść „Księżyc ma zapach Warszawy” Wojciecha Chmielewskiego. Autor – pisarz średniego pokolenia – jest bacznym obserwatorem polskiej współczesności, z której wyłuskuje rozmaite obyczajowe smaczki. Ale „Księżyc…” pod wieloma względami od wcześniejszej twórczości Chmielewskiego się różni. W książce tej wspomnienie Polski przełomu lat 80. i 90. XX w. krzyżuje się bowiem z fantastyczną wizją przyszłości.
O czym jest powieść „Księżyc ma zapach Warszawy” Wojciecha Chmielewskiego
Akcja powieści toczy się w dwóch epokach. Pierwsza z nich to okres polskiej transformacji, która staje się pokoleniowym doświadczeniem Jacka, studenta historii na Uniwersytecie Warszawskim. Z perspektywy tej postaci III RP jawi się jako państwo z licznymi dysfunkcjami i patologiami. Ich źródłem jest zachowanie wpływów politycznych i ekonomicznych przez środowiska wywodzące się ze struktur władzy PRL. Przyczyniła się do tego grupa dawnych opozycjonistów, która postanowiła „lewicy demokratycznej” (czyli postkomunistom) umożliwić miękkie lądowanie w nowej rzeczywistości. III RP okazuje się u Chmielewskiego wielkim rozczarowaniem dla osób pokładających w Solidarności nadzieje na to, że jako zwycięski ruch polityczny zdejmie z Polski bagaż obciążeń realnego socjalizmu.
Z kolei życie Jacka jest przedmiotem zainteresowania Nadieżdy Chabrowej, zrusyfikowanej Polki, która żyje w Warszawie 300 lat później. To ten drugi – dystopijny wątek powieści. Oto w XXIII w. świat jest podzielony między dwa mocarstwa: Chiny i Rosję. W obu tych państwach panuje totalitaryzm bazujący na zaawansowanych technologiach. Warszawa należy do Rosji, a Nadieżda zawodowo zajmuje się historią starożytności, czyli… Polską końca XX stulecia. Za pośrednictwem wynalazku, jakim są Chińskie Okulary, przenosi się w przeszłość i śledzi perypetie Jacka. Problemy polityczne Polaków okresu przełomu ustrojowego coraz bardziej ją intrygują.
Literackie echo sporów o III RP
Dlaczego piszę o nowej powieści Chmielewskiego? Dlatego, że można ją traktować jako ciekawe literackie echo toczonych od trzech dekad sporów o III RP, a zarazem narastających w nas lęków, będących pokłosiem międzynarodowych turbulencji politycznych, których jesteśmy świadkami obecnie.
Chmielewski demitologizuje narrację o polskiej transformacji ustrojowej jako wielkim sukcesie Polaków. Oddaje głos osobom bez umocowania w układach, pozbawionym pozycji wyjściowej do tego, by stać się beneficjentami raczkującego kapitalizmu. A jednocześnie „Księżyc ma zapach Warszawy” wyraża obawy związane z rolą, jaką w politycznej architekturze świata odgrywa duet chińsko-rosyjski. Może się okazać, że to, co Francis Fukuyama nazwał „końcem historii”, nie będzie oznaczać ziszczenia się jakiegoś optymistycznego dla ludzi Zachodu scenariusza, lecz coś zgoła odwrotnego. Na początku nowego roku Chmielewski zostawia nas z niepokojącymi pytaniami, nad którymi warto się zastanowić.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu