Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Polskie wątki w Mar-a-Lago

Donald Tusk
Donald Tusk
29 grudnia 2025
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Po udanej wizycie Wołodymyra Zełenskiego w Warszawie i po tym, jak Donaldowi Tuskowi udało się wejść do rozmów o rozejmie, państwo polskie wróciło do ustawień fabrycznych.

Do sporu o to, kto ważniejszy i więcej znaczy. Już wczoraj, po wpisie premiera o negocjacjach w Mar-a-Lago, minister Marcin Przydacz „grzecznie, acz stanowczo” – jak w wierszu Juliana Tuwima – poprosił o wysyłanie przez szefa rządu notatek z jego spotkań międzynarodowych. Prośba słuszna, niemniej wyrażona publicznie – a co za tym idzie wpisana w funkcję marketingu politycznego – uzyskała status zbędnej. Przydacz jest zbyt inteligentny, by liczyć na to, że Tusk zacznie teraz wysyłać Karolowi Nawrockiemu notatki.

Mar-a-Lago pokazało, że niezależnie od tego, jak blisko czy daleko jest rozejm, Amerykanie i Europa plus Ukraińcy – ale też Rosja – mają spisany pakiet rozwiązań dla ułożenia sytuacji, gdy strony przestaną do siebie strzelać. Skoro tak, to Polska ma obowiązek przeanalizować ustalenia i ocenić, jakie będą konsekwencje dla naszego bezpieczeństwa. Wiemy o sporze Tuska z Nawrockim. Wiemy, że Polska zgodziła się na 90 mld euro darowizny dla Ukrainy (i dobrze). Nie wiemy jednak, co oznacza kilka propozycji z planu, o których polscy politycy wolą na razie milczeć. Bezpieczniej pohukiwać na siebie na X, niż rozważać cenę, jaką przyjdzie zapłacić za rozejm. Taką kosztowną propozycją jest punkt o uprzywilejowanym dostępie Ukrainy do Wspólnego Rynku bez okresów przejściowych i negocjacji, co oznacza integrację gospodarczą z UE na koszt Europy Środkowej. Zamiast marketingu lepiej byłoby poznać założenia politycznego planu Polski na dzień po rozejmie. Chciałoby się choć wierzyć, że taki plan jest. ©

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.