Łukasz Wilkowicz: Wzrost płac spowalnia. To dobrze. Na razie [KOMENTARZ]
Spirala cenowo-płacowa przestaje ściskać gospodarkę – w części dotyczącej płac ze szkodą dla naszych portfeli, ale jeśli chodzi o dynamikę cen – z korzyścią nie tylko dla całej gospodarki, ale i dla każdego konsumenta. Korzyści może być więcej.
Średnia płaca w sektorze przedsiębiorstw była w październiku o 6,6 proc. wyższa niż rok wcześniej. Wzrost wynagrodzeń nie był tak mały od ponad 4,5 roku. Na poziomie pojedynczego zatrudnionego hamowanie dynamiki płac – choć przez cały czas mówimy o wzroście, również w ujęciu realnym – nie jest dobrą wiadomością. Ale z perspektywy równowagi w gospodarce rzecz wygląda zupełnie inaczej.
Kiedy płace rosną „normalnie”, a kiedy nie?
Ostatnie lata to nie był czas „normalnego” wzrostu płac. Po części był on reakcją na wybuch inflacji związany ze skokiem cen surowców po pandemii i rosyjskiej agresji na Ukrainę. Ceny szybko rosły, a firmy stać było na podwyżki, więc rekompensowały zatrudnionym utratę siły nabywczej ich płac – w pewien sposób przeszkadzając jednak w szybszym hamowaniu inflacji (znów: dla konkretnego zatrudnionego nie było to złe, inaczej niż dla gospodarki jako całości). Wzrost płac po części wynikał z decyzji polityków: rządzący wykazywali się hojnością w odniesieniu do płacy minimalnej, która w ciągu kilku ostatnich lat zanotowała gwałtowny wzrost. Wymuszając również podwyżki u tych, którzy zarabiali więcej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.