Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Tajemnica poliszynela

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Od lat między polskimi lotniskami a liniami lotniczymi funkcjonuje niepisany układ z niemałymi pieniędzmi w tle. Porty płacą przewoźnikom za to, że ci lądują właśnie na tym, a nie innym lotnisku. Nazywają to opłatą za usługę. Korzeniami sięga do 2005 roku, kiedy Polakom spodobało się tanie latanie i każde lotnisko chciało też na tym coś zarobić. Kto zaczął: linie, które po cichu postawiły taki warunek lotniskom, czy lotniska, które w ten sposób chciały pomóc szczęściu i wygrać z konkurentami - nikt nie powie, nikt nie pamięta. W Polsce to zjawisko zawieszone gdzieś pomiędzy paragrafami formalnie nie jest chyba nielegalne, skoro lotniczy nadzór się nim nie zainteresował.

Jednak Komisja Europejska może to ocenić inaczej. Z publicznych lotnisk do prywatnych przewoźników trafiają pieniądze. Dla Brukseli to forma pomocy publicznej, która tworzy nierówne warunki konkurencji w branży.

Może się też okazać, że pewne, inne, instytucje zechcą je nazwać inaczej, mniej ładnie, na przykład... łapówką? Jest to w końcu korzyść majątkowa, która ma zachęcać do wyboru tej, a nie innej oferty.

@RY1@i02/2009/248/i02.2009.248.166.002c.001.jpg@RY2@

Katarzyna Mokrzycka

katarzyna.mokrzycka@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.