Historia widziana ze wschodu
Rosyjskie MSZ ubolewa nad uchwałą przyjętą przez polski Sejm w 70. rocznicę 17 września. Polscy posłowie przypomnieli w niej Pakt Ribbentrop - Mołotow nazwany IV rozbiorem Polski i mord Katyński.
Uchwała Sejmu była wynikiem kompromisu - wielu członków parlamentu domagało się znacznie ostrzejszych słów. Rosja tego nie rozumie. Przywoływane przez MSZ przemówienie Władimira Putina na Westerplatte jest traktowane przez Moskwę jak dłoń wyciągnięta do zgody. W Polsce było przyjęte raczej jako obrona wizji historii, której korzenie sięgają Związku Radzieckiego i imperialnej Rosji. Taka jest rzeczywistość: współczesna Polska i putinowska Rosja to dwa różne światy i porządki. Dlatego oświadczenie rosyjskiego MSZ nie dziwi - było z ich punktu widzenia konieczne i wcale nie jest napastliwe.
To Putin i jego KGB-owskie otoczenie wyznaczają rytm myślenia w Rosji, ale przecież nie są jedyni. Obok pracują niezależni historycy, działacze Memoriału i dziennikarze "Nowej Gazety", którzy mają odwagę pisać o IV rozbiorze Polski. Warto pamiętać też o nich, zanim zaczniemy potępiać całą Rosję. Są też w Rosji ludzie skorzy do nazywania Polaków prostytutkami - tak jak Siergiej Markow. Wiszący u klamki władzy Markow mówi nie po to, by usłyszała go Polska, ale by podlizać się w Moskwie. Na słowa lizusów uwagi zwracać nie warto.
@RY1@i02/2009/188/i02.2009.188.000.002c.101.jpg@RY2@
Paweł Reszka
Paweł Reszka
pawel.reszka@dziennik.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu