Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Nie krzywdzić w imię wolności słowa

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Sąd w Katowicach uznał wczoraj, że wolność słowa ma swoje granice. W sporze między Alicją Tysiąc a tygodnikiem "Gość Niedzielny" orzekł, że wygłaszanie osądów moralnych nie może naruszać dóbr jednostki. To znaczy, że katoliccy publicyści mają prawo do surowych ocen, nawet formułowanych w sposób bardzo radykalny, ale taka ich forma nie może krzywdzić nikogo konkretnego. Tym bardziej że Alicja Tysiąc nie złamała prawa. To ważny wyrok, a zarazem kolejna próba określenia granic swobody wypowiedzi, które - m.in. za sprawą ostrych sporów politycznych - są w Polsce bardzo nieostre.

Ton debaty publicznej dochodzi w Polsce do końca skali. Ważny polityk mówi, że "mamy durnia za prezydenta", inny porównuje opozycyjną posłankę do pociągu pancernego i każe jej tańczyć na rurze... Do tego jesteśmy przyzwyczajeni. Osoby publiczne muszą liczyć się z tym, że w ryzyko ich zawodu wpisane jest narażanie się na obelgi. A i tak większość takich słownych pojedynków kończy się w sądzie. Czy Alicja Tysiąc jest osobą publiczną? W pewnym stopniu tak: stała się głośna za sprawą publicznie toczonej walki w Trybunale Praw Człowieka o uznanie własnej krzywdy, jaką było niewykonanie przysługującego jej z racji prawa zabiegu aborcji. Ale jednocześnie nie jest: to kobieta, obywatelka zaplątana w machinę państwową, która nie chciała uznać jej racji. I przesłanie wczorajszego wyroku jest tu jasne: takich osób, nawet jeśli jest się przekonanym, że czynią źle, poniewierać publicznie nie wolno.

@RY1@i02/2009/187/i02.2009.187.000.002c.101.jpg@RY2@

Zuzanna Dąbrowska

Zuzanna Dąbrowska

Szuzanna.dabrowska@dziennik.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.