Ponownie o ograniczeniach handlu w niedzielę i podatkach
Po ponad pięciu latach względnego spokoju kolejny raz powraca temat wprowadzenia powszechnego zakazu handlu w niedzielę, forsowany - z uporem godnym lepszej sprawy - przez jeden z dużych ogólnopolskich związków zawodowych.
partner w Kancelarii Prawnej White & Case i docent UW
@RY1@i02/2010/056/i02.2010.056.086.002a.001.jpg@RY2@
dr Janusz Fiszer, partner w Kancelarii Prawnej White & Case i docent UW
Jak zawsze, oficjalne motywacje takich wniosków są różne, od chęci ulżenia doli (a według pomysłodawców - niedoli) osób zatrudnionych w placówkach handlowych, do postulatu zapewnienia tym osobom odpoczynku i możliwości pielęgnowania życia rodzinnego, w tym rodzinnych wypraw do kin na poranki lub na spacer do parku. Nowym, ale za to jeszcze bardziej obłudnym argumentem, jest teza, że tylko ok. 2 proc. Polaków robi zakupy w niedzielę, a więc zakaz handlu w niedzielę tak naprawdę nikomu nie zaszkodzi. Jeżeli ta teza miałaby być prawdziwa, to nasuwa się pytanie, czemu ustawowo zakazywać handlu w niedzielę - przecież jeżeli właścicielom sklepów nie będzie się opłacało otwierać sklepy w niedzielę jedynie dla tych 2 proc. klientów, to sami zrezygnują z handlu w niedzielę z powodów czysto ekonomicznych i problem zniknie bez ingerencji ustawodawcy.
Problem ten ma jednak szersze znaczenie. Ograniczenie handlu w niedzielę nie tylko naruszyłoby konstytucyjną zasadę swobody gospodarczej, wolność wyboru czasu i miejsca zakupów przez konsumentów, ale - co szczególnie ważne w okresie spowolnienia gospodarczego i wzrostu bezrobocia - eliminację ok. 70 tys. miejsc pracy. Co równie ważne, pomysł ten rażąco godzi w funkcjonowanie finansów publicznych i to w czasie, gdy planowany na 2010 rok deficyt budżetowy przekracza 52 mld zł. Zakaz handlu w każdą niedzielę spowodowałby uszczerbek wpływów podatkowych, a więc budżetowych - szacowany na co najmniej 1,5 mld zł rocznie. Uszczerbek ten na pewno nie zostałby skompensowany większymi wpływami z kin sprzedających bilety na poranki, na które to - zamiast do supermarketu - według wizji pomysłodawców, tłumnie ruszą rodzice ze swymi dziećmi, nie mówiąc już o braku jakichkolwiek wpływów budżetowych z tytułu rodzinnych wizyt w parku, jeżeli pominąć wpływy z tytułu podatku od sprzedaży parkowym spacerowiczom lodów lub gofrów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu